Volvo Cars, czyli oddział szwedzkiej firmy odpowiedzialny za produkcję i sprzedaż wyłącznie samochodów osobowych, mierzy się z bardzo dużymi problemami finansowymi. Po wynikach finansowych za czwarty kwartał, które zostały ogłoszone 5 lutego, akcje producenta spadły gwałtownie o ok. 22 proc. Dziś jesteśmy świadkami spadków notowań akcji o kolejne 2 proc. Szwedzka marka boryka się ze sporymi problemami finansowymi.
Poznaj kontekst z AI
Dlaczego akcje Volvo gwałtownie spadły?
Volvo Cars odnotowało gwałtowny spadek dochodu operacyjnego – aż o 68 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wyniósł on, z wyłączeniem pozycji jednorazowych, zaledwie 1,8 mld koron szwedzkich (około 200 mln dol). Przychody również rozczarowały, osiągając 94,4 mld koron szwedzkich, wobec oczekiwanych 100 mld. Skąd aż tak poważne spadki?
Z jakiego powodu zyski Volvo spadają?
Hakan Samuelsson, szef Volvo Cars, nie ukrywa, że sytuacja jest trudna. – Mamy bardzo trudny rynek, szczególnie w Chinach, oraz ostrą konkurencję. Wszyscy nasi europejscy koledzy borykają się z tym samym problemem – przyznał w rozmowie z CNBC. Do głównych przyczyn spadku zysków firma zalicza amerykańskie cła, niekorzystne efekty kursowe oraz niskie zapotrzebowanie na samochody.
Dodatkowo, jak zauważa Samuelsson, zakończenie programów wsparcia dla pojazdów elektrycznych w USA i Chinach jeszcze bardziej pogorszyło perspektywy dla branży. – To bardzo trudne otoczenie zewnętrzne – podkreśla.
Latem ubiegłego roku Stany Zjednoczone i Unia Europejska uzgodniły nowe ramy umowy handlowej. Administracja Donalda Trumpa nałożyła 15-procentową taryfę na większość dóbr z UE, obniżając wcześniejsze zapowiedzi 30 proc. i niemal o połowę zmniejszając stawkę taryfową na sektor motoryzacyjny z 27,5 proc. To jednak nie wystarczyło, by uchronić europejskich producentów przed spowolnieniem.
Czy motoryzacja jest w kryzysie?
Samuelsson, powołując się na problemy innych producentów, ma sporo racji. Całą branża aktualnie boryka się ze sporymi spadkami sprzedaży. Volkswagen do 2030 r. zamierza zredukować liczbę etatów o 35 000 osób głównie poprzez dobrowolne odejścia i przejścia na emeryturę. Stellantis z kolei zwolni z polskiej fabryki w Tychach ponad 700 osób, wygaszając trzecią zmianę z powodu małego popytu, a Porsche boryka się z najgorszą sprzedażą od 16 lat. Głównym problemem jest zakończenie produkcji spalinowego Macana. Z kolei Audi w 2025 r. zakończyło produkcję elektrycznego Q8 e-tron z powodu znacznie niższego popytu od oczekiwań.
Volvo aktualnie przechodzi transformację energetyczną, powoli pozbywając się ze swojego portfolio samochodów spalinowych. Co prawda w ofercie pozostały modele XC40, XC60 i XC90, ale już teraz Szwedzi proponują więcej w sferze modeli elektrycznych, które nie cieszą się tak wysoką popularnością, jak auta spalinowe. Ponadto Volvo zrezygnowało z oferowania aut z silnikami diesla, a spalinowe modele, choć niedawno przechodziły faceliftingi, to są już dość starymi konstrukcjami. Wszystkie te decyzje na pewno wpłynęły na atrakcyjność oferty Volvo dla klientów.
- Przeczytaj także: Stellantis ma problem. Najniższa produkcja aut we Włoszech od 1954 r. A to przecież był znaczący rok
Volvo patrzy w przyszłość z ostrożnym optymizmem
Analitycy UBS przewidują, że rozczarowujące wyniki mogą doprowadzić do korekty zysków EBIT (zysk operacyjny firmy przed potrąceniem odsetek i podatków) na 2026 r. nawet o 10-15 proc., a być może jeszcze więcej.
Volvo Cars zapowiada zwiększenie dostaw nowego, w pełni elektrycznego SUV-a EX60 w drugiej połowie 2026 r. Firma ostrzega jednak, że nadchodzący rok będzie pełen wyzwań: presja cenowa, wpływ taryf, niepewność regulacyjna oraz słabnące nastroje konsumentów mogą znacząco utrudnić realizację ambitnych celów.
Warto zaznaczyć, że oddział Volvo Cars to nie to samo, co Volvo. Dział zajmujący się produkcją ciężarówek i autobusów nie reaguje na ostatnie doniesienia rynkowe.