To było wręcz nierealne. Na początku ubiegłej dekady zaczął się w Polsce bezprecedensowy boom na pick-upy, napędzany przez nowe przepisy dotyczące odliczania podatku VAT. Sprzedaż szybko skoczyła do abstrakcyjnych 8 tys. sztuk rocznie. A potem zaczął się zjazd. Nagły. Dlaczego?
Poznaj kontekst z AI
Po pierwsze, zmieniono prawo na mniej przyjazne dla nabywców pick-upów. Po drugie, sami nabywcy przekonali się, że pick-up to wcale nie jest "taki SUV, tyle że odkrytym bagażnikiem i dużo niższą ceną". Zawieszenie pick-upa musi się bowiem sprawdzać także przy maksymalnym dopuszczalnym obciążeniu, co oznacza, że przy pustej "pace" ten samochód nie należy do najbardziej komfortowych konstrukcji na Ziemi. Rozczarowani kierowcy odwracali się od pick-upów. Swoje zrobiła też globalna zapaść ekonomiczna, która do Polski dotarła stosunku późno. I tak, w krótkim czasie, sprzedaż pick-upów w naszym kraju spadła przeszło 3-krotnie — z 8 do 2,5 tys. sztuk.
Przeczytaj także: Chcesz kupić nowe auto w 2026 r.? Może warto poczekać na te modele? Wśród nich SUV-y Kii i Toyoty
Pamiętny boom na pick-upy zbiegł się z debiutem Isuzu w Polsce. Jedną z osób, która wprowadzała japońską markę na nasz rynek w 2009 r. był Radosław Przybyt. Dziś to Country Manager Isuzu Automotive Polska. I choć rynek pick-upów jest raczej niewielki, to japońska marka krzepko się na nim trzyma — i to oferując tylko jeden model w tylko jednej wersji silnikowej. Jak to możliwe?
Jaka to marka Isuzu?
Isuzu to istniejący aż od 110 lat potężny japoński producent pojazdów użytkowych — od pick-upa D-Max po ciężarówkę o DMC 29 t. Jak pewnie pamiętasz, Isuzu wytwarzało również samochody osobowe — w tym przepiękną sportową Piazzę. Firma ma w życiorysie również polski epizod: pod koniec lat 90. Isuzu produkowało silniki w Tychach.
Przeczytaj także: Jakie chińskie auto bym teraz kupił? Oto pięć najlepszych, którymi jeździłem
Dziś Isuzu wytwarza ok. 600 tys. pojazdów rocznie. A to oznacza, że w Polsce kupowany jest jedynie co tysięczny z nich. Z danych IBRM Samar wynika, że w 2025 r. w naszym kraju zarejestrowano 603 nowe Isuzu, czyli o pięć sztuk mniej niż w 2024 r. Faktyczna sprzedaż jest jednak wyższa, bo statystyki Samaru nie uwzględniają sprzedaży do podmiotów państwowych. Tym samym w 2025 r. popyt na Isuzu wzrósł o ok. 5 proc.
Tak czy inaczej, w rankingu marek nowych samochodów dostawczych o DMC do 3,5 t w 2025 r. Isuzu zajęło aż 12. miejsce w Polsce. Oferując tylko jeden model: pick-upa D-Max.
Na czym polega sukces Isuzu w Polsce?
To pierwsze pytanie, jakie zadaję Radosławowi Przybytowi. Trudno o lepszego rozmówcę: menedżer zna markę i nasz rynek na wylot, kierując Isuzu w Polsce od 2017 r. Co ciekawe, Przybyt zaczął karierę w motoryzacji trochę przez przypadek.
Przeczytaj także: 7 najbardziej niedocenianych aut w Polsce. Jeśli kupujesz nowy samochód, weź je pod uwagę
Będąc na studiach, w 2003 r. podjął się dorywczej pracy: wprowadzania danych do SAP we właśnie utworzonym BMW Polska. Miał tam być przez dwa tygodnie. Został na następne osiem lat.
Kolejnym etapem było Isuzu. Jak można odnosić sukcesy z jednym modelem?
"— To świetny samochód, który ma niewielką konkurencję — da się ją policzyć na palcach jednej ręki. Tym samym możemy mądrze znaleźć dealerów, którzy nie oferują pick-upa, ale mają na niego klientów, bo chętnych na takie auto jednak trochę w Polsce jest. Na dodatek ten rynek rośnie — tłumaczy Przybyt. — Do tego działamy w firmie Astara, która sprzedaje Isuzu w dziewięciu państwach Europy. Pozwala to zmniejszyć koszty: mamy jeden wspólny stock samochodów i magazyn części".
Jednym słowem, Isuzu to wartość dodana nie tylko dla importera — którego głównym źródłem przychodów w Polsce jest dystrybucja aut Mitsubishi i Nissana — ale również mądre uzupełnienie oferty dealera.
Isuzu udało się również znaleźć niszę w niszy: Przybyt postawił na różnorodność zabudów, często takich, jakich nikt inny w Polsce nie oferował. Rozmawiamy podczas najsroższego ataku zimy w Warszawie od 2013 r. i menedżer — wskazując na zwały śniegu za oknem — podaje przykład wariantu, który z przodu ma pług śnieżny, a z tyłu solarkę. Po sezonie oba przyrządy można łatwo zdemontować i mieć "zwykłego" pick-upa.
Sukces Isuzu D-Max bierze się też z jeszcze jednego: to doskonała alternatywa dla tradycyjnego pojazdu dostawczego.
W czym pick-up jest lepszy od pojazdu dostawczego?
Radosław Przybyt podkreśla, że atutem nie jest jedynie cena (pick-up z reguły kosztuje mniej od dostawczaka). Isuzu D-Max można bowiem wjechać — i co ważniejsze, także wyjechać — z miejsc, których tradycyjny pojazd dostawczy mógłby nie opuścić bez pomocy traktora.
Przeczytaj także: Jeździłem nudnym pick-upem, którego przerobili Polacy. Stał się wspaniały. Chcę go! Ma tylko jeden problem
Może to być środek pola, gdzie firma energetyczna musi przetransportować, a następnie ustawić słup. Może to być trudno dostępne dla dostawczaka miejsce, w którym trzeba wykonać odwiert. Straż ochrony wybrzeża też woli jeździć po piasku pick-upem niż furgonetką.
Tylko czy chińska konkurencja nie zakończy dobrej passy Isuzu w Polsce?
Chińskie pick-upy w Polsce
"— Chińskiej konkurencji na pewno będzie przybywać, podchodzimy do niej z dużym szacunkiem. Zresztą np. w Niemczech i Belgii pick-upy Maxusa dystrybuuje właśnie Astara — zauważa Przybyt. Trzeba bacznie obserwować, co się dzieje na rynku. Nie jest tajemnicą, że chińskie produkty są trochę tańsze od marek japońskich i europejskich".
Radosław Przybyt wskazuje przy tym, że Isuzu D-Max nie jest autem osobowym. "— To narzędzie pracy. A każdego dnia, w którym pick-up nie pracuje, cierpi biznes. Popsuty samochód osobowy można łatwo zastąpić. Pojazd dostawczy dużo trudniej, a pickupa — już bardzo ciężko. Dlatego liczy się jakość i trwałość produktu, jakość i bliskość serwisu oraz dostępność części. Mamy magazyn części w Belgii, skąd możemy sprowadzić dowolny element w dobę lub dwie — deklaruje Przybyt.
Na dodatek Isuzu D-Max okazuje się wyjątkowo trwałym narzędziem. Przybyt mówi, że normą są przebiegi rzędu pół miliona kilometrów.
Czy elektryczny pick-up ma sens w 2026 r.?
W styczniu 2026 r. Isuzu przedstawiło swojego pierwszego seryjnego elektrycznego pick-upa. Isuzu D-Max EV ma 190 KM, akumulator trakcyjny 66,9 kWh i zasięg 263 km (wg normy WLTC). Tylko czy pick-up na prąd w ogóle ma sens?
"— W elektrycznym pick-upie nie możesz mieć trzech rzeczy naraz: dużej ładowności, dużego zasięgu i napędu 4x4. Baterie nadal są ciężkie, więc konstruując takie auto, można wybrać tylko dwie cechy. Jeśli więc postawimy np. na zasięg i ładowność, to trzeba zrezygnować z 4x4 — tłumaczy Przybyt.
Jakie priorytety miało Isuzu? Radosław Przybyt deklaruje, że firma zrobiła szerokie badania, również wśród najważniejszych klientów w Polsce. W efekcie Japończycy postawili na ładowność i 4x4, bo to one są kluczowe dla nabywców.
Okazało się bowiem, że zasięg nie jest tak istotny. Co ciekawe, klienci byli przekonani, że dziennie pokonuje się pick-upem 300-400 km, ale kiedy sprawdzili dane, to realnie wyszło ok. 150 km.
W zapasie ciągle więc zostaje 113 km.