• Niemiecki emeryt dba o 30-letnie BMW, które odziedziczył po swoim ojcu
  • Zdaniem naszego rozmówcy utrzymywanie tego youngtimera jest bardziej ekologiczne, niż zakup nowego auta
  • Czy BMW E30 324 TD Touring z przebiegiem 400 tys. km to może być youngtimer? Naszym zdaniem już tak
  •  Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Prezentowane 324 TD typoszeregu E30 zostało fabrycznie pomalowane w charakterystyczny butelkowy, zielony kolor BMW - "lagunengrün metallic". Powłoka lakiernicza w wielu miejscach ma 30 lat, a auto wciąż wygląda świetnie. Na całym nadwoziu nie ma nawet grama rdzy, za to lakier nadal pobłyskuje w słońcu (oraz deszczu) Fryzji Wschodniej. Dopiero gdy zajrzy się do środka, to kremowa skóra tapicerki zdradza wiek tej "E-trzydziestki". Nie chodzi o to, że siedzenia są podarte, ale trzeba przyznać, że widać na nich trzy dekady "patyny".

Właścicielem tego youngitmera jest Anfried Arends. Nasz bohater otrzymał to BMW w spadku po zmarłym ojcu. Zdecydował wtedy, że zadba o małego Touringa i jeździ nim do dziś. Ta decyzja to nie były tylko względy sentymentalne. Anfried wierzy, że dbając o ekonomicznego youngtimera, jest bardziej "EKO" od ludzi kupujących nowe auta, nawet te elektryczne.

Dalszy ciąg tekstu pod materiałem wideo:

Zdaniem Niemca producenci samochodów próbują sprzedać klientom bajkę o ekologicznej elektryfikacji, podczas gdy tak naprawdę nikt nie potrzebuje dwutonowych maszyn, za które trzeba płacić po 50 lub nawet 100 tys. euro. "Kogo na to stać"?- pyta nasz bohater. "Czasem muszę przejechać dziennie 250 km. Gdzie ja miałbym ładować ten samochód poza swoim garażem? - dodaje.

Skuteczna próba przekonania Anfrieda wydaje się być niemożliwa. Lista argumentów właściciela zielonego BMW jest naprawdę długa. Wspomina, że kiedy odziedziczył auto po swoim tacie, to wymagało ono sporych napraw, ale mimo wszystko się nie poddał i udało mu się je wykonać niewielkim kosztem. Dzięki odrobinie sprytu kupił np. klapę tylną za 60 euro, oraz błotniki po 35 euro, bo oryginalne były niestety zardzewiałe. A gdy już zebrał konieczne części, to starał się naprawić wszystko na własną rękę lub z pomocą kolegów. "Ci mechanicy starej daty to prawdziwi fachowcy, a nie wymieniacze części" - komentuje Pan Arends. Chodzi o to, że lepiej pielęgnować to, co się ma, niż co chwilę kupować coś nowego.

BMW 324 TD Touring typoszeregu E30

Można śmiało powiedzieć, że dla tego mieszkańca Dunum, zielone BMW E30 to prawdziwy projekt. Ponadto chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że to trzydziestoletnie BMW 324 TD Touring to już pełnoprawny youngtimer. Niektórzy będą się sprzeczać, że ma za duży przebieg, że to wersja Touring, a nie dwudrzwiowy sedan z 6-cylindrowym silnikiem benzynowym, ale prawda jest taka, że BMW E30 są coraz bardziej poszukiwane. Zadbany egzemplarz z tak interesującą historią zasługuje na entuzjastyczne traktowanie.

Jestem przekonany, że wśród polskich czytelników znajdzie się pokaźna grupa osób utożsamiająca się z Panem Arendsem. Grupa ludzi stawiających długowieczną motoryzację z lat 90. ponad nowości. Przecież to BMW E30 waży raptem 1 300 kg i dzięki temu jego 116-konny silnik wysokoprężny spala niecałe 7-litrów paliwa na 100 km, a to wynik lepszy od wielu najnowszych konstrukcji benzynowych.

W tej całej historii jest tylko jeden aspekt, który nie pozwoli nam, w Polsce, do końca zrozumieć Anfrieda Arendsa. No bo kogo na polskiej wsi było stać na (prawie) nowe BMW w 1992 r.?