• Statystyki liczby wypadków, zabitych oraz rannych niepokojąco pną się w górę
  • To pierwsza taka sytuacja od kilku lat
  • Drastyczne wzrosty ofiar notowane są zwłaszcza wśród motocyklistów, ale to niejedyny niepokojący trend
  • - Od wprowadzenia wysokich mandatów i zaostrzenia Kodeksu karnego minęło już trochę czasu. Minął pierwszy szok i kierowcy zdążyli się już z nimi oswoić – mówi ekspert od bezpieczeństwa na drogach

Tego nie było od lat: w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2024 r. – porównując do analogicznego okresu rok wcześniej – wyraźnie wzrosła liczba wypadków na drogach, "czerwone" są również liczby mówiące o ofiarach wypadków, zabitych i rannych.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

Według danych, do których dotarł TVN24, od początku roku do końca kwietnia 2024 r. liczba wypadków na drogach wzrosła o 10 proc. (o 532), zabitych o 12 proc. (o 58), a rannych o 9 proc. Niepokojąco, bo aż o 15,7 proc. – do 129 tys. 383 – wzrosła liczba kolizji.

W tym roku jak dotąd najtragiczniejszy był kwiecień (1695 wypadków, 149 zabitych, 1990 rannych), jednak z policyjnego archiwum informacji dziennych (nie są to dane pełne, nie obejmują m.in. osób zmarłych w ciągu 30 dni od wypadku) wynika, że maj zapowiada się co najmniej równie źle: do 19 maja zginęło kolejnych 96 osób, odnotowano 1439 wypadków, przybyło 1641 rannych. I wisienka na torcie: w niecałe trzy tygodnie zatrzymano 5210 kierujących po alkoholu.

Wypadek z udziałem motocykla Foto: Policja
Wypadek z udziałem motocykla

Z kolei "Rzeczpospolita" podała alarmujące statystyki dotyczące motocyklistów: liczba zabitych w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2024 r. wzrosła o ponad 100 proc. – z 20 do 44. Dwa tygodnie później, gdy policja podała nowe dane, poprzednie statystyki były już nieaktualne – liczba zabitych motocyklistów wzrosła do 67.

Co się dzieje na drogach? Zapytaliśmy eksperta

Marek Konkolewski, były policjant, były dyrektor CANARD, obecnie ekspert od spraw bezpieczeństwa ruchu drogowego, ma dla nas dwie wiadomości: dobra i złą. Przede wszystkim radzi, by nie panikować. "Gdy zaczynałem swoją służbę w Policji drogowej, w Polsce w wyniku wypadków drogowych ginęło rocznie blisko 7 tys. osób przy liczbie zarejestrowanych pojazdów na poziomie 10 mln. Dziś samochodów mamy dwa razy więcej, a liczba śmiertelnych ofiar wypadków spadła wyraźnie do ok. 1800. Potem przez lata liczba zabitych wahała się w przedziale 5-5,5 tys. osób. Jest zatem bardzo dobrą wiadomością, że gdy nastąpił nagły wzrost liczby zdarzeń – liczbowo niewielki – bijemy na alarm. To akurat jest powód do radości, potwierdzenie sukcesu, jaki odnieśliśmy" – mówi Konkolewski.

Jednocześnie ekspert podkreśla, że z nie należy wyciągać pochopnych wniosków: przyczyn wypadków jest bardzo wiele, a statystyka podatna jest na różne jednostkowe zdarzenia – wypadki autobusów, karambole itp. Wpływ na liczbę zdarzeń ma też pogoda – wyjątkowo ładna w tym roku, co sprzyja szybkiej jeździe i zwiększeniu liczby wypadków. Większe jest też natężenie ruchu na drogach tranzytowych.

Karambol: jedno zdarzenie powoduje szerego pojedynczych kolizji Foto: Piotr Szypulski / Auto Świat
Karambol: jedno zdarzenie powoduje szerego pojedynczych kolizji

Wysokie mandaty już nie spełniają swojej funkcji, a policji na drogach mało

"Od wprowadzenia wysokich mandatów i zaostrzenia Kodeksu karnego minęło już trochę czasu – mówi Konkolewski – minął pierwszy szok i kierowcy zdążyli się już z nimi oswoić. Jednocześnie wyższe mandaty i surowszy system punktów karnych nie idzie w parze z pracą policji. Policja drogowa powinna być policją "lotną", a mam takie wrażenie, że policjanci, przynajmniej duża część z nich, pracują w tych samych miejscach i są przewidywalni. Kierowcy z góry wiedzą, gdzie trzeba zwolnić, a gdzie można jechać szybko bez ryzyka otrzymania mandatu. Kierowcy jeżdżą na pamięć i to się – z ich punktu widzenia – sprawdza. Policja powinna zmieniać często miejsca kontroli, to jeden ze sposobów na podwyższoną widoczność patroli na drodze, którą przy problemach kadrowych trudno osiągnąć w inny sposób".

Zasada zero tolerancji – ale nie trzeba przy tym surowo karać

By zauważyć naruszenia groźne przepisów drogowych – kontynuuje Marek Konkolewski – nie trzeba ustawiać się z radarem przy ruchliwej drodze. Wykroczenia widoczne są wszędzie: zza szyby radiowozu jadącego przez miasto, z powietrza, z chodnika. Uważam, że policjanci powinni zwracać uwagę kierowcom nawet na drobne wykroczenia, co niekoniecznie zaraz musi oznaczać mandat. Upomnienie nierzadko spełnia swoją rolę, a jednocześnie uświadamia, że nawet drobne wykroczenia są widoczne i mogą być karane. To zresztą dotyczy także pieszych, którzy nagminnie łamią przepisy. Tymczasem wielu policjantów skupia się na pomiarach prędkości i tylko poważnych wykroczeniach.

Zasada nasączonej gąbki: pijanych nie brakuje, ale więcej zatrzymać się nie da. Przepisy nie pomagają

To, że policja drogowa kontroluje trzeźwość kierowców, to już norma, do której zdążyliśmy się przyzwyczaić. Większość kontroli drogowych rozpoczyna się od sprawdzania trzeźwości kierujących. W Polsce policjanci przeprowadzają co roku kilkanaście milionów kontroli trzeźwości (w 2023 r. było ich 13 mln 827 tys. 843 – red.). Jesteśmy pod tym względem wręcz rekordzistami w Europie. Liczba kierujących po alkoholu jest mimo to wysoka i nie ma wątpliwości, że znacznie więcej niż 100 tys. kierowców w ciągu roku decyduje się na jazdę po alkoholu. Ale przy tej liczbie policjantów radiowozów i patroli nie da się zatrzymać ich więcej.

"Ja to nazywam zasadą nasączonej gąbki – tłumaczy ekspert – gdy mamy gąbkę nasączoną wodą, ona w pewnym momencie więcej wody nie przyjmie. Przy tym stanie kadrowym policji i przy tych procedurach, jakie trzeba wykonać z nietrzeźwym kierowcą, nie da się "przerobić" więcej. Po zatrzymaniu pijanego kierowcy patrol wyłączony jest na godzinę, czasem na dwie godziny, bo musi wykonać niezbędne czynności, które ostatnio zostały wzbogacone o konieczność zatrzymania i zabezpieczenia samochodu, który ewentualnie podlega konfiskacie. Trzeba przygotować całą dokumentację związaną z przestępstwem – w tym czasie patrol jest wyłączony z pracy na drodze. No i go nie widać. A jeśli w danym powiecie w nocy jeździ tylko jeden patrol, to po zatrzymaniu pijanego kierowcy w całym powiecie nie ma już policji na drogach. Powtórzmy: gąbka nasączona wodą nie przyjmie więcej wody. Więcej się nie da. Paradoksalnie, czasochłonne procedury powodują, że policji na drogach brakuje, a to sprawia, że kierowcy nie boją się kontroli drogowych – kary są wysokie, ale ryzyko, że łamiący przepisy zostanie zatrzymany, jest znikome".

Dużo gadania, a w praktyce...

Marek Konkolewski zwraca uwagę i na to, że policja bardzo aktywna jest w mediach, zapowiadając regularnie wzmożone kontrole na drogach. W praktyce z tych zapowiedzi często bardzo niewiele wynika – i kierowcy to zauważają. Mandaty są wysokie, ale ryzyko, że dostanie się mandat, jest niskie. Jest dokładnie odwrotnie, niż powinno być. W rezultacie – nawet jeśli wzrost liczby wypadków od początku roku jest chwilowy, to jednak ryzyko, że trudno będzie w tych warunkach dalej skutecznie redukować liczbę niebezpiecznych zdarzeń, jest wysokie.