Standard w Mercedesie klasy S? 10 głośników i system o łącznej mocy 100 W. Możesz  jednak oczekiwać więcej. Stąd opcja w postaci dwóch systemów Burmester. Najdroższy wymaga dopłaty 35 000 zł. Tańszy: „zaledwie” 6000 zł. I taki też testujemy: komplet 13 głośników. A wraz z nim wielokanałowy wzmacniacz o mocy 590 W i cyfrowy procesor dźwięku DSP.

Czy 13 głośników to dużo? Nawet na sporą kabinę klasy S wystarczy. Co ciekawe wśród wszystkich głośników najwięcej jest modeli średniotonowych: aż 7. Do tego jeszcze 4 wysokotonowe oraz 2 subwoofery Frontbass, czyli para niskotonowych w przegrodzie czołowej (komorami akustycznymi są podłużnice samochodu). Część z głośników trudno przeoczyć: osłonięte efektownymi aluminiowymi maskownicami wyróżniają się w kabinie samochodu. A jak grają?

Czy trudno oczekiwać dyskoteki na kołach? Możesz się jednak zdziwić. Wystarczy zabawa z korekcją dźwięku, by uzyskać mocno grający system z wyeksponowanymi tonami niskimi. Innymi słowy: mocnym basem idealnym do grania podczas imprezy. Głośniki w przegrodzie czołowej sprawują się wyśmienicie. Tony niskie są mocne, dosadne i głębokie. Czasem nawet wymykają się spod kontroli. Szczególnie wówczas, gdy zamiast dobrej płyty odtworzysz skompresowane pliki muzyczne takie jak MP3. Wówczas do basowego łomotania pasuje idealnie przysłowiowy „zimny łokieć” po otwarciu szyby.

Ale zestaw Burmester potrafi znacznie więcej niż zagrać potężnym basem. Gdy choć raz skusisz się na fabryczne neutralne zestawienie i pozostawisz regulację trzech zakresów tonów (niskie, średnie, wysokie) w neutralnej pozycji to masz szansę przekonać się do zrównoważonego grania. Polecam wówczas dobrze nagrane płyty audio CD. Warto wciąż je mieć w muzycznej kolekcji!

Rodzaj muzyki nie ma szczególnego znaczenia. Przyjemność ze słuchania jest równie dobra w przypadku mocnego rocka, metalu, klasyki, popu, techno czy muzyki filmowej. Każde nagranie z instrumentami i wokalem odpowiednio wyeksponowanymi przez realizatora dźwięku sprawia ogromną przyjemność słuchania. Wówczas zestawowi Burmester blisko do samochodów przygotowywanych specjalnie z myślą o zawodach sound off. Scena jest głęboka, szeroka a skupienie instrumentów i wokali pierwszorzędne. Jeszcze przyjemniej jest po włączeniu korekcji surround. Wówczas scena dźwiękowa podnosi się w górę i łatwiej wyodrębnić lokalizację poszczególnych muzyków na wyimaginowanej scenie. Docenisz także głośniki wysokotonowe. Nie grają jednostajnie jak większość instalowanych w samochodach.

Foto: Auto Świat
Korekcja dźwięku surround w nowej klasie S. Regulacja dla poszczególnych miejsc w samochodzie.

Zestawowi Burmester nie brakuje mocy i dynamiki. A to oznacza, że poczujesz prawdziwe dreszcze na plecach, gdy usłyszysz ulubiony kawałek. Prawie jak na koncercie. I czy to będzie wyśmienita gitara Marcusa Millera, czy świetny popis wokalny lub sztucznie wygenerowane bity: gwarancja uśmiechu na ustach.

Korekcja dźwięku w zestawie Burmester jest dość skromna. To typowe dla systemów wysokiej klasy. Niemniej nieco brakuje osobnej regulacji dla subwoofera. Przydałoby się wówczas więcej kontroli nad zestawem dwóch głośników niskotonowych w przegrodzie czołowej. Brakuje jeszcze jednego. Choć system audio w Mercedesie bez problemu radzi sobie z plikami muzycznymi MP3 czy AAC to nie rozpoznaje coraz popularniejszych bezstratnych FLAC. To tym bardziej dziwi, że nawet w znacznie tańszym VW Golfie czy Skodzie Octavia można bez problemu posłuchać plików FLAC.

Czy zestaw Burmester jest wart dopłaty ponad 6000 zł? W chwili testu trudno było o jednoznaczną odpowiedź. Nie słuchałem jeszcze standardowego zestawu audio. Niemniej to co prezentuje Burmester jest na tyle przyjemne dla ucha, że nikt nie powinien być rozczarowany. A co w przypadku systemu za ponad 35 000 zł? Mercedes obiecuje, że samochód z najlepszym nagłośnieniem pojawi się do testów. Nie precyzuje jednak jeszcze kiedy to nastąpi.