• Po raz pierwszy można symulować różne sytuacje podczas jazdy po prawdziwej drodze i badać reakcje kierowcy jak nigdy wcześniej
  • Volvo może odwzorować na drodze niemal dowolny scenariusz, łącznie z tymi jakie znamy z hollywoodzkiej kinematografii
  •  Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Kiedyś inżynierom wystarczył samochód, kierowca testowy i odpowiedni tor, by prowadzić testy nowych układów bezpieczeństwa. Z czasem sięgano jeszcze po manekiny, by ludzi zastąpić wówczas, gdy auto z impetem rozbijano o ścianę lub inny pojazd. To już jednak historia. Pora na coś innego, lepszego rzecz jasna.

Szwedzi uznali, że pora na coś na miarę cyfrowej epoki, by prowadzić badania, które do tej pory były wielkim wyzwaniem dla tradycyjnej techniki. Stąd sięgnięto po to, co jest prawdziwą zmorą wielu rodziców próbujących odwieść nastolatki od spędzania każdej wolnej chwili przed konsolą czy komputerem. Sięgnięto po rozwiązania rodem ze świata gier komputerowych oraz tzw. mieszanej rzeczywistości.

Trzeba przyznać, że już sama próba krótkiego wyjaśnienia całego projektu nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Volvo dalej zatem potrzebuje stosownego toru badawczego, odpowiedniego samochodu i kierowcy testowego. Do tego jednak dodano gogle do wirtualnej czy mieszanej rzeczywistości, skafander na miarę tego, co znamy z filmu "Player One" Stevena Spielberga oraz prawdziwą maszynerię w postaci mocnych komputerów oraz oprogramowanie 3D prosto z jednej z najpopularniejszych platform do tworzenia gier wideo. Co z tego wszystkiego wyszło? Ponoć najlepszy symulator do jazdy.

Volvo: skafander i gogle dla kierowcy

Do każdej przejażdżki po torze testowym kierowca musi zatem założyć skafander (dzięki niemu odczuwa delikatnie typowe bodźce związane z hamowaniem, zderzeniem czy różnymi przeciążeniami) oraz gogle (wbudowane w nie kamery śledzą ruchy oczu). To, co widzi przez gogle to prawdziwy hybrydowy świat, czyli rzeczywisty widok przez przednią jak i boczne szyby oraz cyfrowe wnętrze innego modelu (choć podróżuje XC90, to widzi deskę rozdzielczą XC60 lub innego dowolnie wybranego auta). Do tego jeszcze pojawia się coś ekstra – wirtualne zwierzęta czy auta na drodze.

Każde wirtualne zagrożenie oznacza jedno: próbę uniknięcia zderzenia. Prawdziwy samochód jadący po prawdziwym torze trzeba zatem zatrzymać (albo przynajmniej spróbować ominąć zagrożenie) w awaryjnej sytuacji. Hamujemy zatem przed cyfrowym łosiem czy też cyfrowym autem blokującym pas ruchu czy jakąkolwiek inną przeszkodą. Odczuwamy zatem rzeczywiste przeciążenia, tak jak podczas dowolnej przejażdżki każdego dnia. Wszystko oczywiście pod odpowiednim nadzorem, by nie doszło do prawdziwej katastrofy, a nie wirtualnej. Na czas jazdy w goglach poduszka w kierownicy jest bowiem odłączona (zadbano nawet o odpowiednią wielką żółtą naklejkę na kierownicy). Zresztą trudno wyobrazić sobie co by się stało z głową kierowcy, gdyby poduszka wystrzeliła wprost w ogromne gogle.

Uwaga na spadające meteoryty

Po co to wszystko? Po raz pierwszy można symulować różne sytuacje podczas jazdy po prawdziwej drodze (eksperci Volvo twierdzą, że konkurencja, póki co stosuje tylko cyfrowe próby bez połączenia z realną jazdą). W praktyce zatem inżynierowie mają prawdziwe pole do popisu i przynajmniej teoretycznie z łatwością odzwierciedlą to, co znamy z filmów katastroficznych czy nawet horrorów (choćby słynna scena karambolu z filmu "Oszukać przeznaczenie"). Oczywiście pewnie nikt nie będzie tracił czasu na próby z omijaniem spadających meteorytów (choć pewnie kierowcy w Czelabińsku w Rosji mają inne zdanie), ale coraz bardziej złożone scenariusze z unikaniem kolizji z pieszymi czy innymi pojazdami będą na porządku dziennym. Jeśli dodać do tego próby z udziałem kierowców o różnych umiejętnościach, to wówczas okazuje się, że materiał do analizy można liczyć już nie w gigabajtach czy terabajtach, ale nawet w petabajtach. Analitycy i zespoły inżynierów z pewnością nie będą się nudzić.

Oczywiście Volvo nie jest jedynym producentem, który eksperymentuje z wirtualnym światem. Miałem okazję uczestniczyć m.in. w projektach prowadzonych przez Renault (gogle jako rozrywka dla kierowcy podczas jazda autonomicznym modelem Symbioz po publicznej autostradzie w normalnym ruchu drogowym) czy Audi (wirtualna rzeczywistość jako zabawa dla pasażerów). W obu przypadkach szukano najlepszego połączenia samochodu z cyfrowym światem. I w obu przypadkach wrażenia były podobne – zaskakująco łatwo zapomnieć o realnym świecie i skoncentrować się wyłącznie na tym, co rejestrują nasze oczy. A to już przedsmak prawdziwej jazdy autonomicznej, gdy wszyscy na pokładzie mają wolne.