• Fabryczne audio grało w Ferrari California nadzwyczaj nijako. Brakowało porządnej sceny dźwiękowej (charakterystyczny efekt przyklejenia dźwięku do głośników) i zrównoważonego brzmienia
  • Zestaw audio opracowano na nowo. Zostawiono jednak fabryczne głośniki w drzwiach. Sprzęt okazał się zaskakująco wysokiej jakości jak na firmowe nagłośnienie
  • Cały nowy zestaw nagłośnienia zainstalowano tak, by możliwe w jak najmniejszym stopniu ingerować w fabryczny wystrój samochodu

Wbrew pozorom na pokładowym audio oszczędzają wszyscy. Nawet w drogich sportowych samochodach można trafić na zestaw, który pod względem jakości wciąż pozostawia sporo do życzenia. Niestety Ferrari nie jest wyjątkiem (przed laty szefowa włoskiego zespołu Alta Fedelta, która została mistrzem Europy w nagłośnieniu aut, w dość niewybrednych słowach wyrażała się o jakości pojazdów marki z Maranello).

Właściciel kilkuletniego egzemplarza uznał, że fabryczny zestaw nie spełnia jego wymagań. Mimo że wybrał najwyższy zestaw oferowany przez Ferrari, to okazało się, że producent nie zadbał o należyte strojenie. Firmowe audio grało nadzwyczaj nijako. Brakowało porządnej sceny dźwiękowej (charakterystyczny efekt przyklejenia dźwięku do głośników) i zrównoważonego brzmienia. Na dodatek inżynierowie Ferrari przedobrzyli w próbach zamaskowania tego, że w zestawie zabrakło subwoofera. Brzmienie wooferów w drzwiach tak sztucznie podbito, że zamiast porządnego basu słychać było dudnienie, a o najniższych tonach niskich nie było w ogóle mowy.

Jedyne co pozostało, to pozbyć się firmowego audio i zastąpić je czymś lepszym. Stąd decyzja o całkowitym przeprojektowaniu nagłośnienia w dobrym warsztacie. Ferrari California trafiło do jednego z najbardziej renomowanych garaży w kraju - Car Audio Systems w Mielcu.

Zaprojektowanie nowego zestawu było nie lada wyzwaniem. Zachowano bowiem fabryczne radio (na dodatek wymagało naprawy) i pozostawiono firmowe głośniki w drzwiach. Resztę zmieniono i dodano wzmacniacz oraz subwoofer. Znalezienie na nie miejsca nie było takie proste. „California jest nietypowym samochodem, ponieważ ma silnik z przodu a bagażnik z tyłu - oczywiście jak na Ferrari. Dodatkowo w bagażniku musi być miejsce na składany dach. Ogranicza to mocno ilość miejsca na zabudowę klasycznej skrzyni subwoofera. Projekt skrzyni musiał uwzględniać kształt dachu chowający się w przestrzeni bagażnika. Wymusiło to na nas zastosowanie odpowiednich subwooferów” – wyjaśnia Paweł Kilian z mieleckiego warsztatu.

Do fabrycznego radia (naprawiono w nim potencjometr) podłączono najnowszy wzmacniacz HELIX model V Twelve, który stał się sercem całego zestawu (zawiera bowiem zaawansowany 14 kanałowy procesor audio). To on zasila przez 4 kanały nowe głośniki wysokotonowe oraz średniotonowe firmy STEG. Kolejne 4 zarezerwowano dla pary wooferów Ferrari (nietypowa konfiguracja dwóch cewek 2 Ohm) w drzwiach. Okazało się, że konstrukcja fabrycznych głośników była zaskakująco dobra. Sprzęt wyposażono bowiem w membranę typu sandwich (tzw. kanapka) wykonaną z włókna węglowego. Pozostało jeszcze jedno: subwoofer. A właściwie to dwa subwoofery.

W Ferrari zmieszczono dwa 20 cm głośniki niskotonowe ArcAudio. Każdy z nich z imponującym potrójnym układem magnetycznym, długą cewką i dużym wychyleniem membrany (duży Xmax). To wersje dwucewkowe co oznacza, że wykorzystano kolejne 4 kanały wzmacniacza. Tym samym uzyskano wreszcie to, co próbowali nieudolnie zamaskować akustycy Ferrari – porządne brzmienie najniższych tonów (nie wspominając o uzyskaniu prawdziwej sceny dźwiękowej i zrównoważenie na miarę porządnych domowych zestawów audio).

Nie sposób zapomnieć o czymś jeszcze: wykonaniu. Cały nowy zestaw audio zainstalowano tak, by możliwe w jak najmniejszym stopniu ingerować w fabryczny wystrój samochodu. Zresztą, oceńcie sami efekt prac. Czy podobne wykończenie byłoby mile widziane w waszych autach?