Powiedzmy sobie szczerze: w dzisiejszych czasach zwykła, nic niemająca komórka nabiera nowego smaku: ładuje się ją raz na kilka dni lub tygodni, a telefonowanie jest tak proste, że tę umiejętność opanuje kilkuletnie dziecko.

Na drugim biegunie są smartfony: ładujemy je co dzień lub dwa i musimy się nimi nieustannie zajmować, natomiast funkcja telefonowania ginie w tłoku niezliczonych aplikacji. W tej sytuacji warto zastanowić się, co w zamian za prostotę obsługi dostaje kierowca? Otóż może używać aparatu jako nawigacji samochodowej.

Może np. znaleźć najbliższą stację wybranej firmy lub miejsce, gdzie da się coś zjeść i wypić. Może poświecić sobie telefonem, zapamiętać, gdzie zaparkował samochód i następnie łatwo go odszukać, zmierzyć przyspieszenie, dokładność prędkościomierza, notować zużycie paliwa, kazać telefonowi przypominać o przeglądach, wysłać wiadomość o wypadku do wybranej osoby... i pewnie jeszcze wiele, wiele innych rzeczy.

KOMÓRKO, PROWADŹ!

Komórka może spełniać funkcję nawigacji samochodowej. Choć ekran smartfona jest mniejszy niż typowej nawigacji, to w przypadku programów z sensownym layoutem nie ma to znaczenia. Telefon ma jednak zasadniczą przewagę nad każdym typowym urządzeniem nawigacyjnym (także fabrycznym, zabudowanym w aucie, za kilka tys. zł!): ma kartę SIM i stały dostęp do internetu. Dzięki temu może mieć najbardziej aktualne mapy: gdy tylko jest dostępna aktualizacja, dostajemy informację o tym. Więcej: są programy na komórkę uwzględniające sytuację na drodze.

Omijanie korków to funkcja, która sprawia, że korzystając z prowadzenia w Polsce, gdzie przesył danych jest tani, nawet nam się nie chce zajrzeć do szuflady z nawigacją akcesoryjną. Za to granicą – już co innego! W tym przypadku jednak możemy także na komórkę wgrać program nawigacyjny, który nie potrzebuje danych pobieranych na bieżąco z sieci. Tyle że takie programy sporo kosztują.

POŚWIEĆ MI!

Każdy smartfon ma aparat fotograficzny i diodę spełniającą funkcję lampy błyskowej. Jak skuteczne są te lampy, każdy wie: nocne zdjęcia robione za pomocą komórki nie są wiele warte. Jednak taka dioda włączona na stałe w ciemności nieźle spełnia rolę... latarki. Niewielkiej wprawdzie, ale wystarczającej, aby oświetlić bagażnik auta, schowek czy pomóc w wymianie bezpiecznika.

Telefon, a więc i latarkę, każdy ma pod ręką. Trzeba tylko ściągnąć sobie prosty program uruchamiający diodę na stałe. Aby ją włączyć, wystarczy kliknąć w ekran. Ale uwaga (szczególnie użytkownicy aparatów z systemem Android)! Nawet tak banalna aplikacja potrafi cichaczem korzystać z transferu danych. Podczas gdy my używamy latarki, na ekranie pojawiają się malutkie reklamy podsyłane przez sieć. Tu 10 kB, tu 20 kB i robi się więcej. Żeby nie bolało, trzeba mieć wykupiony pakiet internetowy.

ZNAJDŹ MI STACJE BENZYNOWĄ!

Kończy ci się paliwo, nie wiesz, gdzie jest najbliższa stacja? Albo masz służbowe auto i musisz tankować na stacjach jednego koncernu? Nic prostszego! Prawie każdy program nawigacyjny ma zapisane tzw. punkty użyteczności publicznej, w tym stacje benzynowe. Wpisujesz np. „Orlen” i pojawia się lista najbliższych stacji. Wybierasz jedną, na kolejnym ekranie wyświetlają się szczegółowe informacje: zakres usług, numer telefonu, dokładny adres, a także propozycja: „Nawigować do tego miejsca?”.

Zresztą nawet jeśli nie masz programu nawigacyjnego, możesz wykorzystać wyszukiwarkę Google lub program Mapy Google, Miejsca itp. W ten sposób otworzysz wyszukiwarkę barów, stacji benzynowych, sklepów itp. Wpisujesz w okienko nazwę tego, czego szukasz, pojawia się lista odpowiedzi, wybierasz jedną i otrzymujesz szczegółowe informacje.

To dość proste i pozornie darmowe, ale uwaga: zanim skorzystasz z takiej funkcji, wykup wcześniej u swojego operatora komórkowego mały pakiet internetowy. To nie kosztuje wiele, zaledwie kilka- kilkanaście zł miesięcznie, ale jest dość ważne. Transfer danych z pominięciem pakietu jest drogi, a mapy przesyłane online są bardzo „transferochłonne”. Google w komórce niby jest za darmo, ale za każdym kliknięciem ściągasz mapki od nowa.

JAK SZYBKO JADĘ?

Wielu kierowców zdaje sobie sprawę, że samochodowe liczniki prędkości są niedokładne. Wystarczy, że zużyje się bieżnik opon, aby zmniejszyła się zewnętrzna średnica kół i wzrosło wskazanie prędkościomierza. Chcesz znać prawdziwą prędkość? Użyj telefonu! Na stronach z aplikacjami do komórek znajdziecie programy (także bezpłatne w przypadku niektórych systemów operacyjnych), które wykorzystują moduł GPS telefonu.

Na ekranie aparatu umieszczonego w uchwycie możemy wyświetlać aktualną prędkość, przebytą drogę, kierunek. Możemy też... zmierzyć przyspieszenie naszego auta! Szczerze mówiąc, mamy wątpliwości, na ile faktycznie przydatne są takie aplikacje, ale na pewno można się nimi pobawić.

SKĄD JESTEŚ?

Niektóre programy po wpisaniu pierwszych liter tablic rejestracyjnych podają, w jakiej miejscowości jest zarejestrowane auto (to działa dobrze nie tylko w przypadku aut z Polski), inny program rozkodowuje numery VIN na podstawie danych z internetu. Ta funkcja w testowanych aplikacjach działała marnie.

ZNAJDŹ MÓJ SAMOCHÓD!

Wyobraź sobie, że w obcym mieście parkujesz auto, aby udać się za chwilę na pieszą wycieczkę. Jesteś pewny, że znajdziesz potem swój samochód? Nic prostszego jak w komórce włączyć jeden z wielu programów do zapisywania pozycji i potem, w razie wątpliwości, dać się poprowadzić do punktu wyjścia. Można użyć programów „samochodowych” czy też tylko obsługujących moduł GPS. Wszystkie działają na podobnej zasadzie.

Czym się różnią? Te, które nanoszą naszą pozycję na mapę, pobierają dane z sieci (za granicą, korzystając z roamingu, sporo zapłacimy, najwięcej za obrazki satelitarne), inne wykorzystują tylko GPS (transfer danych, niezależnie od pozycji użytkownika na ziemi, jest darmowy) i prowadzą nas, wskazując kierunek strzałką. Uwaga! Lokalizacja GPS nie działa na parkingach podziemnych!

GDZIE BYŁEM?

Komórką możesz zapisać przebytą drogę (znów korzystamy z funkcji GPS) i potem wyświetlić ją na mapie elektronicznej. Aby obejrzeć sobie, którędy (i jak szybko) jechaliśmy, możemy zgrać zapis drogi na komputer domowy lub laptopa, a w przypadku niektórych aplikacji komórkowych obejrzeć zapis naniesiony na mapę bezpośrednio na ekranie telefonu. Ponownie warto zwrócić uwagę na transfer danych: jeśli korzystamy z map firmy Google, telefon pobiera mapy przy każdym odtwarzaniu trasy. A to powoduje duży transfer danych.

Na ile może być przydatne takie narzędzie? Hm... głównie do zabawy albo np. do rejestrowania osiągnięć sportowych (bieganie, jazda na rowerze). Ale niewątpliwie robi to wrażenie. Jeśli mamy telefon podłączony do zasilania w aucie, program nawigacyjny i zapisujący drogę mogą działać jednocześnie. Za pomocą takiego programu można sprawdzić prędkość jazdy w każdym punkcie trasy, a także zobaczyć, gdzie osiągnęliśmy najwyższą prędkość.

CZARNA SKRZYNKA, CZYLI MASAKRA APARATU

Jednym z ciekawszych programów, których jednak po krótkim teście nie możemy potraktować inaczej niż prezentacji przyszłych możliwości technicznych, jest Car Black Box oferowany do telefonów Nokia. Jeśli wpiszemy do programu nr telefonu przyjaciela, żony, męża itp. oraz krótką „awaryjną” wiadomość tekstową, telefon wyśle do wybranej osoby SMS-a z informacją o wypadku, gdy zarejestruje silny wstrząs.

Oprócz tego aparat zamocowany w uchwycie wykona serię zdjęć dokumentujących zdarzenie. Po zarejestrowaniu wstrząsu aparat zaczyna „pikać”, a na ekranie pojawa się informacja: „Wyłącz mnie, bo za 30 sekund wyślę wiadomość”.

Niestety, program ma istotne wady: jest energochłonny i pamięciochłonny. W trakcie testów przez przypadek telefon wysłał wiele SMS–ów z informacją o wypadku do wybranej osoby, w ciągu krótkiego czasu wykonał i zapisał na karcie pamięci 2,5 tysiąca (!!!) zdjęć, wyładował baterię w 2 godziny i tak rozgrzał aparat, że prawie pobiegliśmy po gaśnicę... Przywrócenie aparatu do życia trwało dłuższy czas. Powinni tego zabronić!

ILE PALI MOJE AUTO?

Znaleźliśmy też łatwe w użyciu kalkulatory zużycia paliwa. Wystarczy, jeśli przy każdym tankowaniu zapiszemy w programie aktualny przebieg auta, liczbę wlanych litrów paliwa i jego cenę, aby po jakimś czasie uzyskać sporo ciekawych danych przedstawianych cyfrowo lub na wykresach.

Dowiemy się, czy zużywamy stale podobną ilość paliwa, czy też nauczyliśmy się oszczędzać, ile wydajemy na paliwo w ciągu miesiąca itp. Na podobnej zasadzie działają programy przypominające o przeglądach technicznych.

SKĄD APLIKACJE?

W zależności od tego, jaki system operacyjny ma nasz telefon, z różnych źródeł pobieramy aplikacje. Jeśli to Nokia – źródłem programów jest OVI Store, jeśli iPhone – Apple Store, jeżeli telefon z systemem Android – Android Market. Każdy, kto używa smartfona, szybko się tego dowiaduje. Chyba najwięcej aplikacji oferuje Android, o wiele mniej Nokia, mniej także Bada (stosunkowo nowy, rozwijający się system), dużo jest (ale w tym dużo płatnych) programów na iPhone’a.

Praktyka pokazuje, że wśród darmowych programów da się znaleźć działające, ale zwykle aplikacje sprzedawane po kilka-kilkanaście zł są lepsze. Np. w Android Markecie znajdziemy sporo bezpłatnych programów, za które jednak warto... zapłacić. Wówczas przestają nas zadręczać reklamy, a program lepiej działa. Niektóre programy można ściągać (wyjątek to zamknięty iPhone) także bezpośrednio od producentów. Niektóre instalujemy wbrew woli producentów telefonu, bo odblokowują one przydatne, a zablokowane funkcje.