• Gordon Murray przez 20 lat konstruował bolidy F1, później współtworzył dział drogowych aut sportowych McLarena. Obecnie 75-latek buduje superauta noszące jego nazwisko i kieruje się przy tym "7 zasadami"
  • Linia nadwozia i proporcje T.33 to hołd dla estetyki sportowych aut lat 60. Nowe GMA wygląda jak współczesna interpretacja DeTomaso Vallelungi
  • W standardzie GMA T.33 ma ręczną skrzynię biegów – rzecz w dzisiejszych superautach w ogóle niespotykaną, lecz ogromnie pożądaną. Opcjonalnie występuje też przekładnia zautomatyzowana, najszybsza w swojej kategorii
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onetu

Wielki Gordon Murray, mimo że w tym roku skończy 76 lat, wciąż przekuwa swój inżynierski geniusz w sportowe pojazdy, przy których nawet najbardziej ekskluzywne, współczesne supercary mogą wydawać się... nieco pospolite. Po trzyosobowym, aerodynamicznie przewrotnym "funcarze" T.50, przyszedł teraz czas na... coś bardziej przydatnego "na co dzień", nieco tańszego i bardziej komfortowego. Warto jednak usiąść przed przyswojeniem kluczowych liczb: GMA T.33 jest dwuosobowe, ma 615-konne, wolnossące V12 umieszczone centralnie, waży tylko 1090 kg, kosztuje 1,37 mln funtów netto (ok. 7,5 mln zł) i jest tak samo skupione na perfekcji prowadzenia, jak wszystkie inne projekty Profesora Murraya.

Professor Gordon Murray CBE Foto: Gordon Murray Automotive
Professor Gordon Murray CBE

Przypomnijmy, że były dyrektor techniczny zespołów F1 Brabham oraz McLaren Racing ma na swoim koncie skonstruowanie wielu przełomowych bolidów królowej motosportu, które zwyciężyły łącznie w 50 Grand Prix i zdobyły 5 tytułów mistrzowskich. Po przeszło 20 latach spędzonych w F1 w 1990 r. przeszedł do nowo utworzonej dywizji McLarena, gdzie zbudował pierwsze drogowe auto tej marki – F1 – oraz jego wyczynowe odmiany, z których jedna w 1995 r. triumfowała w 24h LeMans. Dziś na aukcjach te wozy osiągają zawrotne sumy (20,46 mln dolarów w 2021 r. w Pebble Beach za drogową wersję), a ich osiągi wciąż zwalają z nóg.

Murray karierę w McLarenie zakończył stworzonym wspólnie z Mercedesem modelem SLR. Od 2007 r. działa na własną rękę w swojej firmie Gordon Murray Design Ltd, której młoda marka Gordon Murray Automotive (GMA) jest częścią. W 2019 r. za 50-letnie zasługi dla brytyjskiego sportu motorowego i przemysłu motoryzacyjnego został przez ksiecia Wiliama odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego i mianowany Komandorem.

GMA T.33 – zbudowane według 7 zasad

Jak podkreśla Murray, T.50, T.33 i wszystkie przyszłe modele GMA hołdują siedmiu zasadom, aż chciałoby się powiedzieć "przykazaniom" marki, bowiem definiują coraz rzadsze dziś "świętości":

  • Perfekcja prowadzenia: chęć dostarczenia najlepszych wrażeń z jazdy.
  • Ekskluzywność: żaden model ani wariant GMA nie powstanie w liczbie większej niż 100 egzemplarzy (tak, tu nie brakuje zer, tylko sto!).
  • Lekkość konstrukcji: obniżanie masy aut to w GMA nie tylko inżynieryjny cel, lecz stan umysłu.
  • Premium: ręczna produkcja według najwyższych standardów.
  • Inżynieryjna sztuka: każdy element auta został specjalnie dla niego skonstruowany w duchu piękna prostoty.
  • Powrót do piękna: samochody GMA mają być ponadczasowe, wyważone i mieć perfekcyjne proporcje. Każda część ma spełniać określone zadanie.
  • Spersonalizowane doświadczenie posiadania: klienci mają mieć poczucie bycia częścią rodziny GMA i otrzymywać unikalne przeżycia. Posługując się nomenklaturą biletów na wydarzenia motosportowe: podczas gdy inni producenci oferują "paddock club ticket", GMA zapewnia "access all areas pit pass", czyli pełen wgląd za kulisy przedsięwzięcia.

"Przykazania" Gordon Murray Automotive odzwierciedlają fantazje, ambicje i perfekcjonizm wywodzącego się z RPA konstruktora. T.33 hołduje kanonom samochodowego piękna lat 60. – estetyki, którą Gordon Murray szczególnie podziwia, o czym świadczy chociażby jego prywatna kolekcja zabytkowych aut.

DeTomaso Vallelunga Foto: Auto Bild
DeTomaso Vallelunga

Znajduje się w niej m.in. DeTomaso Vallelunga – GMA T.33 silnie nawiązuje do niego linią nadwozia, proporcjami, kształtem świateł i wizualną lekkością. Choć sam Murray unika określenia retro, to wóz w istocie wygląda jak współczesna kontynuacja włoskiego klasyka. Mógłby równie dobrze mieć znaczek DeTomaso i pomóc nieco zapomnianej firmie wrócić do żywych.

Gordon Murray Automotive T.33 Foto: Gordon Murray Automotive
Gordon Murray Automotive T.33

Emblemat GMA zdobi jednak wizerunek syreny – choć trochę przypomina herb Warszawy, to oczywiście z Miastem Stołecznym nic wspólnego nie ma (ani tym bardziej z pewnym wyrobem samochodopodobnym niegdyś tu wytwarzanym...). Herb z wizerunkiem syreny jest używany przez ród Murraya ponoć od XII wieku. On zaadaptował go na potrzeby swojego przedsięwzięcia, dodając w tle zieleń, granat i czerwień typowo szkockiej kraty, by zaznaczyć i te korzenie.

GMA T.33 – o 300 kg lżejsze od rywali

Karbonowa karoseria skrywa karbonowy monokok (inny niż w T.50) z unikalną, aluminiowo-karbonową ramą pomocniczą iFrame – to klucz do masy aż o ok. 300 kg niższej niż najbliżsi "rywale" (np. Ferrari F8 Tributo). Masa własna 1090 kg jest porównywalna ze znacznie słabszym, raptem 4-cylindrowym (ale wspaniałym, bo nadal lekkim) Alpine A110. T.33 mierzy 4,40 m długości, 1,85 m szerokości i 1,14 m wysokości, co oznacza, że na wąskich i krętych bocznych drogach nie powinien wadzić swoimi gabarytami, co bywa kłopotliwe w pewnych sportowcach o potężnych możliwościach.

Gordon Murray Automotive T.33 Foto: Gordon Murray Automotive
Gordon Murray Automotive T.33

Co niesamowite, w relatywnie kompaktowym nadwoziu udało się wygospodarować łącznie 280 litrów przestrzeni bagażowej. Część przypada na schowek pod przednią klapą, reszta – na wnęki ukryte między drzwiami a tylnym błotnikiem. By się do nich dostać należy odchylić tylne panele, które otwierają się "pod wiatr". Jak zwykle w przypadku tego typu wozów, właściciel będzie mógł dokupić skrojone na wymiar torby, pozwalające maksymalnie wykorzystać przestrzeń bagażową.

GMA T.33 – bez wiatraka, ale z aerohamulcem

Inaczej niż GMA T.50, T.33 nie ma wiatraka przysysającego go do drogi. Jego harmonijnej linii nie zakłócają też wystające skrzydła. Aerodynamiczna magia zapewniająca pożądany docisk ma się dziać w podłodze, a konkretnie dzięki właściwie ukształtowanym, ukrytym kanałom prowadzącym powietrze od wlotów z przodu do dyfuzora z tyłu. GMA nazywa to rozwiązanie Passive Boundary Layer Control (Pasywna Kontrola Warstwy Granicznej), i twierdzi, że taka koncepcja zapewnia najlepszą równowagę między oporami powietrza, siłą docisku i stabilnością przy wysokich prędkościach, bez konieczności sięgania po agresywne zabiegi stylistyczne. Automatycznie wysuwany spoiler mimo to z tyłu jest, i działa on też jako hamulec powietrzny przy mocnych hamowaniach.

Gordon Murray Automotive T.33 Foto: Gordon Murray Automotive
Gordon Murray Automotive T.33

Wystający znad kabiny wlot powietrza tłoczy powietrze do umieszczonego centralnie silnikowego arcydzieła, które tak samo zachwyca swoimi parametrami, jak i estetyką. Wolnossące V12 skonstruowała legendarna firma Cosworth, z którą Gordon Murray współpracował jeszcze za swoich czasów w Brabhamie w F1. Jednostka z 3,9 l pojemności osiąga moc 615 KM – tyle, co np. AMG przy pomocy dwóch turbosprężarek ze swojego 4-litrowego V8. To dwa kompletnie różne światy...

GMA T.33 – 564 KM na tonę

Silnik GMA T.33 kręci się do – uwaga, wyrażę to słownie, by nie było wątpliwości – jedenastu tysięcy stu obrotów na minutę. Maksymalną moc osiąga przy 10 500 obr./min. To absolutny ewenement w drogowym aucie. Moment obrotowy 451 Nm szczytuje przy 9000 obr./min, jednak 75 proc. tej wartości ma być dostępne już od 2500 obr./min, a 90 proc. – w zakresie 4500-10 500. Ależ to musi reagować na gaz, brzmieć i żyć...! Aha, z uwagi na przykazanie nr 3, jednostka waży tylko 178 kg.

Gordon Murray Automotive T.33 Foto: Gordon Murray Automotive
Gordon Murray Automotive T.33

W porównaniu z modelem T.50 w silniku zmodyfikowano wałki rozrządu, mapę sterującą, układ wydechowy i układy chłodzenia. Moc trafia wyłącznie na tył za pomocą sześciobiegowej skrzyni brytyjskiej firmy Xtrac, sterowanej manualnie, przepiękną dźwignią, lub opcjonalnie, łopatkami przy kierownicy. W tym drugim przypadku zmiana biegu odbywa się w rekordowym czasie, bez przerywania dostawy momentu, zupełnie jak w dwusprzęgłówce. Jest to też najlżejsza tego typu przekładnia, waży zaledwie 78 kg. Manual jest o 4 kg cięższy, ale tak samo w swojej kategorii rekordowo lekki.

Co ciekawe, tylne zawieszenie jest mocowane bezpośrednio do obudowy skrzyni biegów. Przy obu osiach znalazły się podwójne wahacze, stabilizator jednak – tylko z przodu. Układ wspomagania kierownicy jest hydrauliczny (jak we współczesnych McLarenach), co jest jedynym słusznym wyborem dla perfekcyjnego czucia kół.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

GMA T.33 – jeździ na tych samych oponach co Ford Mustang czy AMG A 45 S

Jak na swoje unikalne rozwiązania techniczne, T.33 toczy się na relatywnie "normalnych" oponach, które można znaleźć także w wielu innych sportowych autach, kosztujących ułamek ceny GMA: Micheliny Pilot Sport 4 S mają z przodu rozmiar 235/35 R 19, a z tyłu 295/30 R 20. Dzięki temu, że auto jest lekkie, opony mogą być węższe niż w autach o porównywalnej mocy, lecz wyższej masie.

Gordon Murray Automotive T.33 Foto: Gordon Murray Automotive
Gordon Murray Automotive T.33

Z takim samym nastawieniem i uwagą dla szczegółów co napęd, ekipa Gordona Muraya zaprojektowała także wnętrze. Tu przebija się lekkość. Na minimalistycznej desce rozdzielczej nie znajdziemy ani ekranów dotykowych (których obsługa niepotrzebnie odwracałaby uwagę od prowadzenia, i nie trzeba być profesorem, żeby to wiedzieć!), ani elementów obsługi zapożyczonych z wielkoseryjnych aut, co zdarza się w niektórych małoseryjnych supercarach. Mało tego – przełączniki wytoczone z aluminium, dające już samym wyglądem haptyczną satysfakcję, są w T.33 nawet inne niż T.50!

Estetyka guzików, pokręteł i paneli obsługi w obu modelach GMA nawiązuje z resztą do technicznego chłodu McLarena F1, co powinno ucieszyć nie tylko ucieszyć właścicieli przesiadających się... Na wzór tegoż obrotomierz jest duży i analogowy, klarowny, ale wyskalowany do... 12 tys. obrotów. Sąsiadują z nim 2 ekrany, są też CarPlay i Android Auto. Nietypowym widokiem jest 4-ramienna kierownica z tylko lekko podciętym, okrągłym wieńcem. Na środku nie widnieje logo GMA lecz napis przypominający co pracuje za plecami kierowcy: GMA.2 V12. Patrząc na to wnętrze można się domyślać, co Gordon Murray sądzi o hipernowoczesnych i przekombinowanych kokpitach współczesnych aut...

GMA T.33 – ile ma do setki?

A osiągi T.33? Tych Gordon Murray Automotive nie podaje. Póki co musi nam wystarczyć twierdzenie, że "pod każdym znaczącym aspektem konstrukcyjnym, T.33 ma mechaniczną przewagę nad nowoczesnymi supercarami". Nigdzie w 7 przykazaniach nie jest też napisane, że auta GMA mają być najszybsze, choć z pewnością będą należeć do ścisłej czołówki. Na pierwszym miejscu stoi jednak perfekcja prowadzenia. To mają być auta dla ludzi, którzy uwielbiają i potrafią kontrolować wóz podczas szybkiej jazdy.

Pierwsze sztuki mają trafić do klientów na początku 2024 r. Pula 100 zamówień jeszcze się nie wyczerpała. Bukując swój "slot" trzeba się liczyć z wydatkiem 1,37 mln funtów netto, czyli licząc po kursie średnim ok. 7,5 mln złotych. Z akcyzą i VATem – prawie 11 milionów złotych. Plus opcje. I jeśli miałoby to komuś pomóc w podjęciu decyzji: T.33 jest ostatnim niehybrydowym autem drogowym marki GMA.