Chiński rynek motoryzacyjny za sprawą mocnego przeinwestowania jest u progu wielkiego kryzysu. Nawet przy połowicznym wykorzystaniu obecnych mocy produkcyjnych samochodów jest więcej niż kupujących – i to pomimo iż znaczna część nowych samochodów sprzedawana jest poniżej kosztów produkcji. Tracą producenci, tracą dilerzy, a jednocześnie lokalne władze wielu regionów zmuszają firmy do zwiększenia produkcji. Problem został zauważony przez władze centralne, gdy nieuczciwa konkurencja zaczęła uderzać w chińskie firmy. Pomysłu na ratunek jednak nie ma, a zagraniczne rynki zaczynają się bronić przed napływem dotowanych samochodów.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Tada Images / Shutterstock
Neta to jedna z obiecujących chińskich marek samochodów na salonie motoryzacyjnym w Pekinie w 2024 r. Dziś już w stanie upadłości – to tylko jeden z przykładów, jak szybko narastają problemy na chińskim rynku
Nadmiar produkowanych w Chinach samochodów rozprowadzamy jest w szarej strefie za ułamek pierwotnej ceny
Część nowych samochód nigdy nie trafia do klientów i z czasem ląduje na złomowisku
Z raportu przygotowanego przez Agencję Reutera wynika, iż zarówno liczni producenci, jak i dilerzy samochodów działają poniżej progu rentowności, ale utrzymywani są na powierzchni przez dotacje płynące od państwa oraz władz lokalnych
Ratunkiem w sytuacji dużej nadprodukcji ma być produkowanie jeszcze większej liczby samochodów. W wielu wypadkach chodzi już tylko o utrzymanie jak najdłużej płynności finansowej
W centrum handlowym na obrzeżach 21-milionowego miasta Chengdu wielomarkowy salon oferuje samochody w promocyjnych cenach – tak zaczyna swoją opowieść o nadchodzącym krachu na chińskim rynku motoryzacyjnym David Dolan podsumowujący w obszernym raporcie dla Agencji Reutera pracę analityków, którzy przejrzeli tysiące ofert sprzedaży samochodów, setki urzędowych dokumentów, akt sądowych oraz artykułów zamieszczonych w chińskich kontrolowanych przez państwo mediach. Raport opiera się także na wywiadach z dilerami i osobami z branży – ale w większości bez nazwisk.
Wracając do punktu sprzedaży samochodów w centrum handlowym w Chengdu: można tu wybierać spośród 5000 samochodów gotowych do natychmiastowego odbioru. Na wystawie stoi wypasione Audi przecenione o 50 proc., jest duży, siedmioosobowy luksusowy SUV marki FAW oferowany za równowartość 80 tys. zł – 60 proc. poniżej oficjalnej ceny. Jest tu wiele innych aut różnych marek
Samochody w superatrakcyjnych cenach sprzedaje tu firma Zcar, która – jak twierdzi – skupuje hurtowo samochody od producentów i dilerów. Wiele aut jest już zarejestrowanych i ubezpieczonych, choć są całkiem nowe, bez przebiegu.
To jednak wciąż nie są oferty skierowane do najmniej zamożnych nabywców nowych samochodów. Świetne oferty pojawiają się też u zwykłych dilerów, zazwyczaj pod koniec miesiąca albo pod koniec kwartału. Na aukcjach organizowanych przez sądy pojawiają się nieużywane, choć często 2-3 letnie samochody w cenach w przeliczeniu na złote niewiele ponad 30 tys. zł – po obniżce względem ceny salonowej o 75 proc. Cena musi być niska, gdy trzeba sprawnie znaleźć nabywcę np. na 2000 takich pojazdów.
Jakie są przyczyny kryzysu na chińskim rynku motoryzacyjnym?
Ile samochodów produkuje się w Chinach rocznie?
Jakie są rabaty na nowe samochody w Chinach?
Czy chińskie samochody można kupić w Polsce?
Tanie samochody pojawiają się też na aukcjach na popularnych chińskich platformach sprzedażowych. Badacze Agencji Reutera namierzyli m.in. ponad 5100 ogłoszeń dotyczących mocno przecenionych, nowych, ale ubezpieczonych i zarejestrowanych samochodów popularnej marki BYD. Są sprzedawane jako używane, choć bez przebiegu.
Ile samochodów mogą wyprodukować Chiny?
Statek BYD Explorer No.1 – ratunkiem dla chińskich producentów ma być masowy eksport samochodów na rynki całego świataBYD
Abstrakcyjne wręcz wyprzedaże nie byłyby potrzebne, gdyby nie potężna, wspierana państwowymi dotacjami nadprodukcja i będąca efektem tej nadprodukcji wyniszczająca wojna cenowa, jaka ma miejsce na chińskim rynku motoryzacyjnym. Nie jest jednak tak, że ktoś nad tym panuje. Wręcz przeciwnie: choć "na górze" problem jest już rozpoznany, na dole trwa walka o zwiększanie produkcji. Jest tylko jeden problem: już teraz z chińskich fabryk wyjeżdża więcej samochodów, niż można sprzedać na największym światowym rynku i wypchnąć na eksport.
Mówiąc wprost: bez wydatnej pomocy państwa – na wielu poziomach – zdecydowana większość chińskich marek samochodowych zagrożona jest przejęciem albo likwidacją. Oznacza to, że nabywcy tych samochodów na całym świecie zostaną pozbawieni dostępu do serwisu i bedą mieli problem nawet większy niż dziś mają nieliczni już użytkownicy szwedzkiego Saaba. Los nabywców samochodów nie jest jednak głównym problemem chińskich władz: ważniejsze są miejsca pracy i stabilność gospodarki, tymczasem zagrożenie jest coraz bardziej realne.
W kogo uderza chińska wojna cenowa?
Jeszcze niedawno o nieuczciwych praktykach w chińskiej branży motoryzacyjnej mówiło się otwarcie tylko poza Chinami – np. podczas podejmowania decyzji o cłach antydumpingowych nakładanych przez UE na chińskie samochody elektryczne. Chińskie władze konsekwentnie zaprzeczały. Dziś jednak mówi się już o tym otwarcie nawet w Chinach, gdyż poszczególne chińskie koncerny walczą o tego samego klienta, a więc walczą ze sobą.
Wachlarz nieuczciwych chwytów jest dość szeroki, a oto parę przykładów:
jeśli dilerowi do realizacji celu zabrakło zaledwie kilku sprzedanych samochodów w miesiącu, nierzadko skłonny jest znacząco obniżyć cenę – nawet dużo poniżej kosztu pozyskania tych pojazdów. Dzięki temu np. może skorzystać z premii od producenta albo dostać nagrodę pieniężną od władz lokalnych – i dzięki temu wychodzi na zero lub kończy okres rozliczeniowy z niedużą stratą;
sposobem na zaraportowanie odpowiedniego poziomu sprzedaży jest zarejestrowanie i ubezpieczenie niesprzedanych samochodów. Następnie samochody te rozprowadzane są jako używane, nierzadko w szarej strefie – w takich salonach jak w centrum handlowym w Chengdu. Ceny dla klienta są w tym wypadku znacząco niższe od rekomendowanych przez producenta – oficjalnie jednak są to samochody używane.
zdarza się i tak, że niesprzedane samochody zalegają na parkingach, skąd z czasem są usuwane przez władze i trafiają na złomowiska, pomimo iż są nieużywane. Zachęty do powiększania obrotu – choćby i tylko na papierze – są tak duże, że niektórym opłaca się godzić na takie straty.
Tracą też zagraniczne marki obecne w Chinach
Salon Porsche w SzanghajuShang Saal / Shutterstock
Pomijając już problemy związane z napływem chińskich tanich samochodów na lokalne rynki poza Chinami – m.in. do Europy – zagraniczne marki w ekspresowym tempie tracą chiński rynek. Jest to szczególny kłopot dla tych marek, które zbyt mocno oparły swoją egzystencję o Chiny. Choćby... Porsche. Według Agencji Reutera jeszcze w 2020 roku udział zagranicznych marek w całkowitej liczbie samochodów sprzedawanych w Chinach wynosił 62 proc. W pierwszych siedmiu miesiącach 2025 r. było to już tylko 31 proc. z tendencją spadkową.
Skąd ten nieprawdopodobny wzrost chińskich marek samochodowych?
W 2017 roku powstał rządowy plan zakładający, że do 2025 r. w Chinach będzie powstawać rocznie 35 mln samochodów. Nacisk położono na samochody elektryczne, gdyż na tym polu była szansa wyprzedzenia w rozwoju zagranicznych marek. Branża motoryzacyjna jako całość uzyskała status kluczowej. Od tej pory lokalne władze, chcąc mieć dobre układy z władza centralną, robiły wszystko, aby przyciągnąć wszelkie możliwe inwestycje związane z produkcją samochodów. Takie marki jak BYD czy Xiaomi – pisze Reuters – otrzymywały od władz lokalnych ziemie pod produkcję samochodów znacząco poniżej ceny rynkowej. W różnych regionach Chin – np. w Guangzhou – producenci otrzymywali premie finansowe w zamian za otwieranie nowych linii produkcyjnych i za utrzymywanie umówionego poziomu produkcji. W tym układzie jednak zyskowna sprzedaż samochodów, wyprodukowanych bez brania pod uwagę popytu, przestała być możliwa.
Tyle pieniędzy chińscy producenci aut dostają od państwa
O jakich pieniądzach mowa? W czerwcu tego roku władze Guangzhou ogłosiły, że "przyjmą" na swój teren trzech producentów samochodów, z których każdy miałby produkować 500 tys. samochodów elektrycznych i hybrydowych rocznie. W zamian za uruchomienie nowych linii produkcyjnych i rozkręcenie produkcji do 100 tys. samochodów w ciągu trzech lat, władze lokalne przekażą równowartość 70 mln dolarów rocznie każdemu z nowych producentów. Reuters mówi, iż w ciągu ostatnich dwóch lat co najmniej sześć lokalnych organów administracji wydało podobne zarządzenia.
Reuters cytuje też He Xiaopenga, dyrektora generalnego marki Xpeng, który przewidywał w 2023 r., że do 2030 r. na rynku przetrwa tylko osiem firm, które będą sprzedawać po trzy mln samochodów rocznie.
Dziś Xpeng (obecny także w Polsce), który w ubiegłym roku sprzedał "zaledwie" 190 tys. samochodów, nie chce komentować tamtych zapowiedzi. Nic dziwnego, bo wyprodukować można, tylko co potem? W Chinach robi się coraz ciaśniej, bo choć już nastąpił kryzys nadprodukcji, państwowe koncerny takie jak FAW, Changan czy Dongfeng są zmuszane przez państwo do dalszego zwiększania produkcji oraz udziałów w rynku. Rentowność? Mniejsza o to.
To dość oryginalny sposób na niskie marże, które nie pozwalają na pokrycie kosztów: produkować i sprzedawać jeszcze więcej. To znakomita recepta na solidny kryzys.
Tymczasem jednak w czerwcu tego roku, równolegle ze staraniami prowincji Guangzhou o pozyskanie nowych inwestorów z branży motoryzacyjnej, ze strony władz centralnych –reprezentowanych przez sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin – zaczęły napływać ostrzeżenia: że warto się zastanowić, czy każda prowincja musi koniecznie inwestować w rozwój zaawansowanych technologii. Może już starczy?
Czy w Chinach można zarobić na sprzedaży samochodów?
Tylko ok. 30 proc. chińskich dealerów nowych samochodów jest w stanie zarabiać pieniądze. Najczęściej problemy biorą się stąd, że dealerzy zamawiają więcej samochodów, niż są w stanie sprzedać, gdyż jest to warunkiem uzyskania premii z różnych źródeł. Część tych samochodów sprzedawanych jest potem tuż przed końcem okresu rozliczeniowego nawet z 20-proc. stratą. O tym, że takie praktyki są powszechne, mówią już nawet rządowe media, wzywając do opamiętania.
Czy chińskie koncerny motoryzacyjne mogą upaść?
Samochód marki Ji Yue – zdjęcie z 2024 r. dziś już marka nie istnieje, choć niektórzy mają jeszcze kupione od nich samochodyRobert Way / Shutterstock
Gdyby podchodzić do tematu na podstawie danych ekonomicznych, odpowiedź bylaby jednoznaczna. Tymczasem niektórzy chińscy producenci samochodów są już "za duzi, aby upaść" – to znaczy, że ich upadek pociągnąłby za sobą duży kryzys. Jednocześnie ich istnienie i udział w wyścigu na najniższe ceny samochodów staje się coraz bardziej kosztowny. Na razie rozwój produkcji i sztuczne napędzanie sprzedaży jest doraźną receptą na przetrwanie, bo zapewnia bieżącą płynność finansową. Na razie upadają mniejsze marki i startupy, nawet jeśli mają na koncie bardzo dobre, zaawansowane projekty. dzieje się to szybko – rok temu pokazywali się na salonach, dziś ich nie ma.
Czy chińskie tanie samochody "używane jak nowe" można kupić w Polsce?
Chińskie samochody traktowane są jako zagrożenie dla lokalnych producentów już w wielu regionach świata. Import tych aut do USA został praktycznie zatrzymany, właśnie także Meksyk podjął decyzję o nałożeniu 50-proc. ceł m.in. na chińskie samochody, co jest sporym kłopotem m.in. dla marki BYD. W Europie podwyższone cła dotyczą chińskich samochodów elektrycznych, przy czym nie każda marka traktowana jest tak samo – zależy to od udowodnionych "zasług" w korzystaniu z niedozwolonego państwowego finansowania. Niektóre chińskie marki próbują jak najszybciej przenieść produkcję do Europy.
Tymczasem cła cłami, a używane chińskie "używane" auta bez przebiegu, za to w dużym wyborze, od pewnego czasu obecne są już także na polskich platformach sprzedażowych – w tym na Otomoto. Są to zarówno modele obecne także w oficjalnej sieci dilerskiej, jak i samochody marek nieobecnych (jeszcze) na polskim rynku. Wyróżniają się one bardzo atrakcyjnymi cenami, co ma zrekompensować brak gwarancji udzielanej przez oficjalnego dilera na polskim rynku.
Nie ma się co dziwić: ceny tych samochodów w Chinach są już tak niskie, że nawet po opłaceniu cła i kosztów transportu wciąż opłaca się taki indywidualny import.
Zanim kupimy jednak taki samochód na własny użytek, warto pamiętać o "przepowiedni" uznanej firmy konsultingowej Alix Partners: w ciągu pięciu lat ponad 80 proc. chińskich marek samochodów grozi likwidacja albo przejęcie przez większego gracza. A to oznacza, że dziś kupione nowoczesne i niedrogie samochody elektryczne będą warte tyle, za ile można spieniężyć zawarte w nich materiały podlegające recyklingowi.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.