Tadeusz Tabencki jest dobrze znaną postacią dla każdego miłośnika starych samochodów. To bez wątpienia największy powojenny kolekcjoner zabytkowych aut nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Na dwóch posesjach w podwarszawskim Grodzisku Mazowieckim (krążą legendy, że placów z autami mogło być więcej, tak samo jak garaży w Warszawie, gdzie ponoć do dziś stoją zapomniane zabytki) w czasach świetności mogło znajdować się nawet 200 aut i 300 unikatowych motocykli. Były to nie tylko rzadkie modele zabytkowe, ale także samochody, z którymi wiązały się ciekawe historie, zapewniające dodatkowy smaczek całej kolekcji.

Kolekcja zebrana dzięki układom

Niektóre źródła twierdzą, że Tabencki wiele klasyków pozyskał w nieoficjalny sposób, dzięki temu, że po wojnie pracował w komisji zajmującej się odzyskiwaniem zagrabionego mienia oraz weryfikacji wartościowych rzeczy pozostałych po Niemcach. Stąd dostęp do tak wyjątkowych aut – w kolekcji pana Tadeusza znajdował się m.in. Mercedes Grosser używany przez Goeringa.

Dlaczego takie auta znalazły się na działkach Tabenckiego, a nie w polskich muzeach? Tego można się już tylko domyślać. Według informacji podanych przez stronę tabencki-collection.pl, kolekcjoner prawdopodobnie krótko po wojnie współpracował także z wojskami radzieckimi, które wywoziły z Polski różne kosztowności. Podobno w tamtym okresie udało mu się pozyskać naprawdę wiele wartościowych eksponatów, nie tylko aut i motocykli, ale i unikatowych modeli kolejek czy miniatury lokomotywy z kolekcji Goeringa.

Trzeba jednak wspomnieć, że część bardzo wartościowych aut ze swojej kolekcji, jak przedwojenne modele Bugatti, w tym jeden model wyścigowy, Tabencki zgromadził jeszcze przed wojną. Podobno udało się mu ich nie stracić, dzięki temu, że podczas okupacji handlował z Niemcami. Jednak jego kolekcja zaczęła się rozrastać w szybkim tempie dopiero po wojnie.

Wtedy to do zbiorów trafiły: słynny Mercedes 540 K, czyli auto, którym jeździły elity hitlerowskich Niemiec; Opel GT należący wcześniej do Andrzeja Jaroszewicza; Maybach Zeppelin; Porsche należące wcześniej do Maryli Rodowicz oraz polskiego pianisty i kompozytora Wacława Kisielewskiego,; Plymouth Romana Polańskiego czy Renault Fregata z 1952 r. premiera Cyrankiewicza.

Smutny koniec kolekcji Tabenckiego

Niestety, z całą kolekcją wiąże się też smutna historia. Co prawda, podobno najbardziej wartościowe samochody Tabencki sprzedał jeszcze w latach 60. i 70. na Zachód, ale sporo z nich przepadło. Jeszcze za życia Tadeusza Tabenckiego kolekcja zaczęła być systematycznie rozkradana z posesji, na których nikt nie mieszkał.

Na początku zaczęło się od wykręcania wartościowych elementów aut, a po śmierci Tabenckiego dochodziło do wywożenia zabytkowych aut w całości, a nawet cięcia ich na części. Dziś z ogromnej kolekcji zostało już naprawdę niewiele oprócz rdzewiejących oraz mocno zdekompletowanych wraków, które mogą tylko świadczyć o tym, jak wartościowe zbiory posiadał Tadeusz Tabencki. Szkoda, że kolekcjonerowi nie udało się zabezpieczyć kolekcji przed złodziejami, złomiarzami i naturą…

Zapraszamy na klimatycznej fotorelację z tego, co pozostało po kolekcji Tadeusza Tabenckiego. Autorem tych wyjątkowych zdjęć jest fotograf prowadzący fotobloga szaryburek.pl.