• Znalezienie auta z 5-cylindrowym silnikiem 2.3, z którym Cabriolet debiutował, jest już coraz trudniejsze
  • Zabezpieczenie antykorozyjne Audi Cabriolet jest wzorowe
  • Kabriolet nadaje się tylko na lato? Prawdziwi hardkorowcy zdejmują dach nawet zimą! 
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Z czym kojarzą wam się modele Audi z lat 80.? Ci, którzy ten okres mają jeszcze w pamięci powiedzą pewnie: z leciwymi i podniszczonymi „setkami” i „osiemdziesiątkami”, które po wypadkach trafiały z zachodu do Polski i były tu lepiej lub gorzej naprawiane (zazwyczaj niestety gorzej). No cóż, jest w tym dużo prawdy, takie były realia tego okresu. W drugiej połowie dekady na drogach zaczęła się pojawiać nowa 80-tka (typoszereg B3), której opływowe kształty były dla wielu wręcz szokujące – wystarczy porównać ją z produkowanym wówczas Mercedesem W124 albo BMW E30. Na tylnych szybach nowego modelu można było zobaczyć tajemniczą naklejkę z napisem „Sicherheitssystem procon-ten” – oznaczenie nowatorskiego systemu bezpieczeństwa, który w razie czołowego zderzenia odciągał od klatki piersiowej prowadzącego kolumnę kierowniczą. To było coś!

W 1988 roku Audi zaprezentowało bazujące na stylistyce sedana jeszcze bardziej wpadające w oko coupé, którego topowa odmiana S2 miała nawet napęd quattro i mogła rozwijać 230 koni. I choć samochód przypominał 80-tkę B3, tak naprawdę auto skonstruowano na nowo, wykorzystując jedynie niektóre podzespoły limuzyny. Rok później, podczas salonu we Frankfurcie, pokazano jeszcze koncepcyjną, otwartą wersję tego pojazdu. Ponieważ na stoisko firmy tłumnie przychodzili klienci, którzy w ciemno chcieli składać zamówienia na taką odmianę, koncern poszedł za ciosem i w marcu 1991 roku na salonie genewskim zaprezentowano produkcyjną wersję Audi Cabriolet – pierwszego w historii firmy odkrytego auta, które miało za zadanie odmłodzenie image'u i – co równie ważne – klienteli marki.

Jeśli ktoś obniża Audi Cabriolet to znaczy, że nie zrozumiał jego idei

Wsiadamy do granatowego Cabrioletu. Nasz egzemplarz pochodzi z początku 1993 roku, a pod maską ma największy dostępny w tym modelu silnik 2.8 V6. Ponieważ nie wyobrażamy sobie jazdy cabrio z zamkniętym dachem, mimo chłodu na zewnątrz (niech was nie zwiedzie słoneczna pogoda na zdjęciach, temperatura podczas sesji wynosiła 6-7 stopni) składamy płócienny dach.

I tu pierwsza niespodzianka – w naszym wczesnym egzemplarzu wszystko odbywa się jeszcze w pełni manualnie. Z jednej strony wiąże się to pewną niedogodnością, bo trzeba wysiąść z auta i dachu nie da się złożyć np. czekając na zielone światło, z drugiej – mechanizm jest bardzo prosty i nie bardzo wiemy, co mogłoby się w nim zepsuć. O występującym w późniejszych Cabrioletach systemie elektryczno-hydraulicznym już tego powiedzieć nie można (choć usterki wynikają po prostu z wieku pojazdów).

W naszym aucie nie znaleźliśmy też airbagów, o których ówczesny szef Audi, Ferdinand Piech, zwykł mawiać, że są niczym pistolet wymierzony w kierowcę. I mówił to zawsze z bardzo poważną miną. Wspomniany wcześniej System procon-ten musi więc w razie czego wystarczyć. Klimatyzacja? Była w opcji, więc do kabrioletu nie wszyscy ją zamawiali (nasz egzemplarz jej nie ma). Tak naprawdę to jedynym udogodnieniem wpływającym na komfort użytkowania naszego zdjęciowego pojazdu jest przycisk przy dźwigni hamulca ręcznego, którym możemy jednocześnie sterować wszystkimi bocznymi szybami (co jest niezbędne przy obsłudze dachu).

Audi Cabriolet - dobrze znosi upływ lat

Czarne plastiki, mimo upływu lat, nadal wyglądają dobrze – deska nie jest nigdzie popękana ani wypalona od słońca. Wykonane z drewna orzechowego panele bardziej pasowały by do Mercedesa niż nowocześnie wyglądającego Audi, ale tak czy inaczej mają swój urok i świetnie oddają ducha początku lat 90. Tym bardziej, że w zestawieniu ze skórzaną, kremową tapicerką foteli cały kokpit Audi z pewnością nie wygląda źle i po jego stanie nie wywnioskowalibyśmy, że auto ma już 28 lat.

Przednie fotele są głęboko wyprofilowane i wygodne nawet dla rosłych i szerokich w ramionach osób. Tylna kanapa, jak należało się spodziewać przy aucie o długości 4,36 m, jest raczej miejscem na odłożenie bagaży, bo mała przestrzeń na nogi wyklucza przewóz dorosłych osób. Z drugiej strony – kto chciałby siedzieć w kabriolecie z tyłu, gdzie podczas jazdy bez dachu trudno nawet złapać powietrze? Producent zdawał sobie z tego sprawę i do auta dodawał ograniczający zawirowania we wnętrzu windszot. Bagażnik auta nie jest duży, do tego za sprawą umieszczonej przed nim komory na dach ma nieregularne kształty, ale udało się wygospodarować rękaw do przewożenia długich przedmiotów (np. nart). Do Audi Cabriolet przewidziano również hardtop, ale ponieważ był on zamawiany bardzo rzadko dziś jest bardzo poszukiwany – jeśli pojawia się gdzieś na świecie, ceny sięgają nawet 1200-1500 euro.

Audi Cabriolet - tan kabriolet miał być komfortowy

Odpalamy silnik. Mimo groźnie wyglądającego podwójnego wydechu we wnętrzu jest zadziwiająco cicho – widać, że Cabriolet miał być przede wszystkim autem komfortowym (o czym przekonywały też liczne reklamy modelu). Byliśmy nawet trochę zawiedzeni, że we wnętrzu nie słychać charakterystycznego dla widlastych silników bulgotu – jedynie przy naprawdę mocnym wciskaniu gazu można powiedzieć, że silnik brzmi odrobinę bardziej rasowo.

Moc 174 koni na początku lat 90. z pewnością robiła wrażenie. A dziś? Pamiętajmy, że silnik musi sobie radzić z ważącym ponad 1400 kg autem. Nie, nie chcemy przez to powiedzieć, że Audi jest ospałe czy powolne. Moc pozwala na poradzenie sobie w każdej sytuacji drogowej, ale z pewnością nie nazwalibyśmy Cabrioletu autem sportowym.

Zawieszenie udowadnia, że nie sport był głównym założeniem twórców pojazdu. Samochód jest zadziwiająco wręcz miękki i komfortowy (mimo zastosowania nieoryginalnych 18-calowych kół z niskoprofilowanymi oponami, które obecny właściciel chce niebawem zmienić). Oczywiście, większe nierówności przenoszone są do wnętrza, ale z mniejszymi układ jezdny Audi radzi sobie wyśmienicie. Podczas jazdy po nieregularnych nierównościach nadwozie wpada co prawda w charakterystyczne dla kabrioletów drgania, ale nie są one duże – znamy znacznie nowsze konstrukcje, które pod tym względem nie radzą sobie wcale lepiej. Do tego nie powodują one trzasków elementów wnętrza czy deski rozdzielczej. W tym ostatnim przypadku duże znaczenie odgrywa z pewnością dodatkowe, pionowe wzmocnienie umieszczone za centralnym panelem deski, które usztywnia całą konstrukcję i wpływa też na poprawę bezpieczeństwa biernego.

Audi Cabriolet - zabezpieczenie antykorozyjne jest wzorowe

W samych superlatywach trzeba mówić o poziomie zabezpieczenia antykorozyjnego Cabrioletu: wszystkie blachy nadwozia były obustronnie cynkowane, później nakładano na nie warstwę fosforanową, grunt, dodatkową warstwę ochronną i dopiero na nią lakier (w przypadku metaliku bazę i lakier bezbarwny). Jeśli więc na karoserii Audi widzicie rdzę, to musi to być efekt nieprofesjonalnej naprawy powypadkowej. Z przodu naszego egzemplarza można było zauważyć kilka odprysków lakieru – w żadnym z powstałych ubytków nie widać było nawet śladu korozji.

Pierwszy Cabriolet w powojennej historii Audi okazał się autem bardzo udanym i popularnym. Początkowo planowano zakończyć wytwarzanie samochodu w 1997 roku. Ponieważ jednak cabrio nadal świetnie się sprzedawało, kierownictwo Audi zdecydowało o powierzeniu wytwarzania modelu Karmannowi (w fabryce w Rheine), gdzie auto powstawało do sierpnia 2000 roku.