Chris Hahn, założyciel i szef zakładu, w biznesie nie stawiał na skromność. Celem jego strategicznych działań był raczej przepych. Swój warsztat założył w 1979 r. w Hamburgu-Schenefeld. Podczas gdy inni tylko podrasowywali auta, on sam konstruował i budował karoserie. Dla obrzydliwie majętnych, kapryśnych szejków lakierował całe floty samochodów w kolorach tęczy, wydłużał i poszerzał Mercedesy klasy S i dorobił nawet „500-ce” SEC szpanerskie skrzydlate drzwi.

Dlaczego? Bo klient tak sobie życzył. Przebudowa kosztowała 83 000 marek – więcej niż samo auto! I także dlatego, że inżynier Hahn, który legitymował się też tytułami mistrzowskimi w trzech innych fachach, potrafił to zrobić. Wykonanie i funkcjonalność jego realizacji były zawsze bez zarzutu.

Styling Garage wyrobiło sobie renomę i nie odprawiało z kwitkiem klientów, którzy mieli najbardziej zwariowane pomysły. Ten sen jednak długo nie trwał: w połowie lat 80. Chris Hahn ogłosił upadłość. Nie uratowało go nawet to, że sam na co dzień jeździł seryjnym Golfem.