Prototypy mają chyba najsmutniejszy żywot w świecie motoryzacji. Powstają tylko po to, żeby najpierw mógł się na nich wyżyć zarząd firmy, a nawet gdy zostaną zaakceptowane, to kierowcy testowi wykonują na nich mordercze próby. W przeciwieństwie do aut koncepcyjnych – rzadko porządnie jeżdżących, ale dopieszczonych wizualnie – prototypy po spełnieniu swej funkcji giną lub trafiają do nieprzytulnych magazynów.

Dzieje się tak niesłusznie, gdyż projekty, na których czegoś się próbuje, przyczyniają się przecież do rozwoju motoryzacji. Gdy powstają, są pilnie strzeżone, a czasem nawet wiele lat później wciąż nikt nie pokazuje ich publiczności. Porsche też tak robiło. Zachowywało różne próbne modele, z których do produkcji seryjnej przejmowano tylko niektóre elementy lub też wszystko odrzucano. Te auta obrazują czasem przedziwne tory myślowe inżynierów, koncepcje, które musiały kosztować krocie – czasem dopiero tuż przed planowanym początkiem produkcji seryjnej ktoś z szefostwa po konsultacji z księgowymi krzyczał: „weto”.

Uwielbiamy takie historie i gdy Porsche pozwoliło nam pobuszować w swych magazynach, nie mogliśmy uwierzyć w szczęście, jakie nas spotkało. Na początek wybraliśmy cztery auta, których pokręcone losy wam przybliżymy.

Najstarszym z prototypów, którymi się zajmiemy, będzie model 754 T7, czyli bardzo stara wizja 4-osobowego auta sportowego z natchnienia Ferry’ego Porschego. Jak dziś wiemy, do tej koncepcji powrócono później i obecnie przynosi ona (w postaci Panamery) spore zyski firmie, ale w latach 60. XX w. do fazy seryjnej dotrwał jedynie design.

Więcej szczęścia miała pierwsza „911-ka” z doładowaniem – 240-konny prezent dla Louise Piëch, córki Ferdynanda Porschego, zbudowany specjalnie na jej 70. urodziny. Stanowił początek legendy turbo. Dalej przyjrzeliśmy się dwóm kabrioletom. 928 cabrio wydaje się tu najmniej egzotyczne – aż dziwne, że nie weszło do produkcji seryjnej. 984 to wczesny wzór Boxstera – powstał 5 lat przed wprowadzeniem małego Porsche na rynek. Zapraszamy na lekcję historii na „tajnym komplecie”.