W AE86 wkręciłem się przez mojego sąsiada, który długie lata trzymał swoje Hachi Roku pod domem. Jeśli czytacie prasę motoryzacyjną, jego samochód był przed laty w jednym z miesięczników o starych autach. Czerwona Corolla GT (bo jest to wersja europejska) stoi dzisiaj w ciepłym garażu i czeka na skończenie montażu klatki bezpieczeństwa. Potem, mniej więcej sześć lat temu, szukałem tanich egzemplarzy i omal jednego z nich nie kupiłem. Podobno byłem wtedy trzeci w kolejce i musiałbym dać za auto ponad 20 tys. zł; z tego co ustaliłem był to blef i srebrne AE86 sprzedało się za ok. 12 tys.

O historii Trueno z Odessy (chociaż to literalnie AE85, to i tak zacne) pisałem ostatnio. Jednak mniej więcej dwa lata temu, zanim zacząłem interesować się autem z Ukrainy, jeden ze znajomych sprzedał mi historię o Corolli GT na czarnych rejestracjach, którą jeździ starsza pani, wdowa po wykładowcy jednej z lokalnych uczelni. Bardzo poczułem wtedy historię tego auta i zapragnąłem je kupić. Kontaktu jednak nie udało mi się złapać, co gorsza auta nigdy nikt nie widział na oczy, nie ma też żadnych zdjęć w sieci.

Na początku 2021 r. mój mechanik Dawid (ten sam, który teraz próbuje poskładać moje białe AE86) opowiedział mi, że do warsztatu jego ziomka na serwis olejowy przyjechała starsza pani Corollą GT na czarnych warszawskich rejestracjach. Niestety, namiarów nie udało się ustalić. Najnowszą wiadomością przekazywaną pocztą pantoflową jest to, że właścicielka podobno zmarła, ale z tego co wiem auto na razie nigdzie nie wypłynęło. Mam nadzieję, że ta ostatnia informacja to nie prawda i kiedyś zobaczę starszą panią w takim wozie i być może zamrugam jej światłami z mojego AE86.

Jedziemy do Wrocławia

Ponieważ dość aktywnie prowadzę Instagram (@adam_wlodarz) o starych japońskich samochodach w Polsce, mam mniej więcej rozeznanie jakie auta tego typu wrastają w Polsce. Czasem nawet organizuję "Gruz Tripy" i pokazuję te samochody na stories. Zwykle społeczność, którą mam na IG, podsyła mi różne zaniedbane epickie japońskie samochody. Czasem można się grubo zdziwić. Tak było pewnego dnia w tym roku, gdy na swój profil na IG wrzuciłem ładne zdjęcia AE86 znajomego.

Auto odbudowane, w tej chwili już chyba nawet poza granicami Polski, ale to nie ma znaczenia w tej opowieści. Dużo większe ma fakt, że napisał do mnie jeden z moich obserwujących z Wrocławia. Według tej relacji w jego mieście od długiego czasu stoi w jednym z ogródków kompletne, chociaż już na pierwszy rzut oka, mocno skorodowane AE86. Ponieważ brzmiało to bardzo nieprawdopodobnie poprosiłem o zdjęcia (na Google Street View nic nie było widać), a wcześniej zdarzało mi się w takich sytuacjach dostawać zdjęcia kanciastych Nissanów i przednionapędowych Corolli.

To co dostałem spowodowało, że spadłem z krzesła – czerwone AE86, a dokładnie dwudrzwiowa Corolla GT z przodem Levin, czyli mocno europejska specyfikacja AE86. Auto stało sobie w ogródku, pod iglastym drzewem – było widać, że długo. Mech, korozja i igiełki z drzew, ale i tak czerwona Corolla robiła piorunujące wrażenie. Trzeba było szybko jechać do Wrocławia.

Gruz Trip Wrocław

Razem z kolegą pozbieraliśmy jeszcze kilka adresów wrastających starych japończyków we Wrocławiu i wyruszyliśmy w podróż, prawda jest jednak taka, że pojechaliśmy zobaczyć tam tylko jeden wóz, a reszta wrostów była przykrywką i pretekstem. I rzeczywiście – wrastała tam. Była piękna i widać było, że stała bardzo długo (potem ustaliłem, że ok. 10 lat).

Ponieważ w domu nikt nie odbierał domofonu, zagadaliśmy do sąsiadki, która akurat przechodziła. Zostawiłem jej swój numer i miała mnie skontaktować z właścicielem (co oczywiście się nie stało). Po powrocie z Wrocławia szukałem informacji o właścicielu i o aucie. Udało mi się ustalić, że kontakt z nim jest bardzo trudny, auto nie jest na sprzedaż, a jak jest, to za gruby hajs (mówiło się o 35 tys. zł i to przed kilkoma laty, a wiadomo, że AE drożeją z roku na rok). Dawid, mój mechanik, na widok zdjęć powiedział, że w opcji minimum wydać trzeba na remont blacharski 20 tys. zł, projekt zaczynał więc mieć znamiona nieopłacalności. Co gorsza nie było żadnego namiaru na właściciela.

Opublikowałem zdjęcia czerwonej AE86 na Instagramie i na FB, ale nikt się z numerem nie zgłosił. Pomogła płatna promocja (50 zł na 5 dni) na IG, dzięki której dostałem wiadomość. Jedna z osób, do której dotarłem dwa lata temu, kupowała we Wrocławiu silnik 4AGE właśnie od właściciela czerwonej Hachi. Po znalezieniu starego smartfona dostałem numer i mogłem dzwonić.

Legendarny Daytona

Ale nie zadzwoniłem bez "riserczu". Okazało się bowiem (to kolejna informacja, którą dostałem od moich obserwujących), że właścicielem auta jest Robert, ksywa Daytona, a czerwone AE86 przed laty było prezentowane na łamach miesięcznika "Maxi Tuning" (tekst napisał niejaki Złomnik, który był tam redaktorem naczelnym). Pismo nie istnieje, Toyota nie jeździ – mamy historię do opowiadania. Od ludzi wiedziałem zaś, że to nie jedyne AE, które Pan Robert posiada, a do tego podobno ma całą piwnicę części.

Zadzwoniłem. Podczas bardzo miłej pogawędki okazało się, że auto jest na sprzedaż, co więcej cena nijak się ma do tego, co wcześniej usłyszałem "na mieście". Była z gatunku do przełknięcia (czyli mało na AE86, dużo na zardzewiałą Toyotę z lat 80.), chociaż oczywiście z remontem wychodziło bardzo drogo. Zacząłem się zastanawiać i poprosiłem o więcej zdjęć (auto stało za płotem, więc nie było opcji zobaczenia, jak wygląda pod spodem, pod maską, czy też we wnętrzu).

Nie miałem jednak farta i właściciel (który nie mieszka już tam, gdzie wrastało AE86) nie miał czasu i ciągle przekładał sesje. Mi zaś po drodze pojawiła się inna opcja (białe AE86, również z Wrocławia), stąd w końcu czerwonego nie kupiłem. Ale dzięki tej akcji kupił je inny gość, też Robert (z Ustki) i to on doprowadza je teraz do używalności. A o moim białym i o tym, jak to się stało, że pojawiło się drugie AE86 na sprzedaż we Wrocławiu (chociaż nigdzie nie było ogłoszeń) napiszę następnym razem.

Postęp prac przy Toyocie AE86 możecie oglądać na YouTube