• Trasa przejazdu z Azji do Europy wyniosła 32 tys. kilometrów
  • Przygotowania do podróży zajęły 12 miesięcy
  • Załoga Toyoty przejechała przez 25 krajów

Miłość nie zna granic, tych geograficznych również. Hadri Hassan z Malezji żyje w dość nietypowym trójkącie. Może inaczej: w jego życiu są dwie wielkie miłości. Jedna z nich nazywa się Derya, ma 30 lat, piękne ciemne oczy i pochodzi z Zagłębia Ruhry. Para poznała się w 2008 roku przez internet. W zasadzie Derya szukała wtedy na czacie jedynie partnera do rozmowy, by szlifować swój angielski. I nagle poznała słownictwo, które było zbyt ładne, by zostawić je tylko dla siebie. Rok później Hadri stał przed jej drzwiami. Wtedy pierwszy raz przyjechałem do Europy. I pierwszy raz w ogóle widziałem Deryę. Natychmiast między nami zaiskrzyło – wspomina Hadri pewien zimny listopadowy dzień w Kolonii i szeroko się uśmiecha.

Z jego drugą miłością w gruncie rzeczy było dość podobnie. Również pierwsze spotkanie na trwale utkwiło mu w pamięci. Miałem wtedy 17 lat – mówi, a jego oczy aż nabierają blasku. Hadri zawsze lubił samochody, ale gdy zobaczył Toyotę Corollę Coupé, generacji AE86, zupełnie stracił głowę. Wszystko mu się w tym aucie podobało – chowane reflektory, sylwetka, tylny napęd. Wszystko wprawiało go w zachwyt. Ale sportowa Corolla była wówczas dla niego tym samym, czym kilka lat później wydawała się być przyjaciółka z Niemiec – związkiem na odległość. I to dużą, bo cena auta dla młodego człowieka była wówczas po prostu zawrotna. Wiecie jak to jest – wtedy nawet nie marzyłem, że kiedyś kupię sobie to auto.

Toyota AE86 – autem za 15 tys. dolarów do Europy

Ale wróćmy do spraw sercowych. Hadri mógł odwiedzać Deryę raz w roku i zostawał w Europie na kilka tygodni – dzieliło ich 15 godzin lotu. Kilka lat temu w głowie młodego człowieka zrodził się plan, który został konsekwentnie wprowadzony w życie. Najpierw Hadri kupił biało-czarną Toyotę AE86. Auto miało przejechane 142 tys. km i kosztowało ok. 15 tys. dolarów – wspomina nasz bohater. A cztery lata temu Malezyjczyk podjął jeszcze jedną ważną decyzję: spytał Deryę, czy wyjdzie za niego za mąż. Tak konkretnie to sprawa było nieco bardziej skomplikowana: jego rodzice polecieli do Niemiec i spytali rodziców dziewczyny, czy wyrażają na to zgodę (obie rodziny są muzułmańskie).

A ponieważ Hadri miał dwie miłości, do głowy przyszedł mu dość niecodzienny pomysł ich połączenia. Pomyślałem sobie, że pojadę po Deryę moim samochodem – mówi właściciel warsztatu, a brzmi to tak, jakby wybierał się do miasta obok. Przygotowania do podróży trwały rok. W między czasie pytał też znajomych, czy nie chcieliby mu w tej eskapadzie towarzyszyć – wiadomo, w kupie zawsze raźniej. Trzeba było też sprawdzić wszelkie kwestie wizowe, kupić części zamienne, 20-litrowy kanister na paliwo i szpadel (tak na wszelki wypadek). Na dachu coupé Hadri zamontował bagażnik, na który miało trafić wszystko, co nie zmieści się do kufra Toyoty.

Dla naszego Malezyjczyka AE86 to samochód do jazdy na co dzień – autu można ufać, rzadko przysparza jakichś problemów. Ale przejechać nim wzdłuż Azji i połowy Europy? Aby wszystko jeszcze dokładnie sprawdzić, umówił się z japońskim kierowcą wyścigowym Akirą Lida, że wspólnie dokonają ostatniej próby przed wyjazdem i 10-krotnie przejadą Sepang International Circuit, tor Formuły 1 położony na południe od Kuala Lumpur. Później okazało się, że nawierzchnie podczas podróży różniły się znacząco od gładkiego asfaltu toru, ale do tego jeszcze wrócimy.

Toyota AE86 – próba na Nürburgringu

Podróż rozpoczęła się 18 sierpnia. Droga sama w sobie stała się celem, ale jedna data była dla niego wiążąca: 2 listopada. Na ten dzień on i dwójka jego towarzyszy podróży umówili się na jazdy po Nürburgringu. No a potem czekała na niego Derya.

Na klapkach chowanych reflektorów nasza drużyna nakleiła flagi Unii Europejskiej i Malezji. „AE86 World Tour“ wystartowało przy głośnym biciu werbli ministerstwa turystyki Malezji, które było też jednym z wielu sponsorów podróży. Tak swoją drogą ciekawe, czy urzędnicy i inni darczyńcy na pewno wiedzieli w co się pakują i na co naklejają swoje loga? W końcu w cale nie tak rzadko ludzie samochodami pokonują dziesiątki tysięcy kilometrów, ale raczej się nie zdarza, by robić to 2-drzwiowym, sportowym coupé z lat 80. Wszędzie, gdzie się pojawialiśmy, ludzie patrzyli na nas z niedowierzaniem i pytali, gdzie nasze samochody serwisowe – mówi Hadri i śmieje się. Ale ich oczywiście nie było. Byliśmy zdani wyłącznie na siebie. Hadri, Sharmila i Rahman: trio z głowami pełnymi marzeń. Sharmila, doświadczona w podróżach po świecie przyjaciółka, zajmowała się nawigowaniem. Architektka wnętrz długo mieszkała za granicą, m.in. w Londynie i w Dubaju. Rahman to mechaniki samochodowy – ostatecznie trzeba być przygotowanym na wszystko.

Ich trasa wiodła przez 25 krajów. 97-konnym autem pojechali najpierw do Tajlandii, później do Chin i Rosji. W wielu miejscach czekali na nich fani AE86 – Toyota ma w Azji bardzo dużą grupę wiernych sympatyków. Do tego identyczny samochód grał główną rolę w ukazującej się w latach 1995-2013 popularnej mandze, na podstawie której powstał równie popularny serial telewizyjny „Initial D“. I było to dokładnie takie auto, jak naszych globtroterów: biało-czarne AE86 w odmianie Sprinter Trueno, coupé z chowanymi reflektorami, rocznik 1987.

Toyota AE86 – w Chinach auto otrzymało tymczasowe tablice

Szczególnie dużą uwagę AE86 skupiało na sobie w Chinach. Tam na ulicach nie widuje się tak starych aut – mówi Hadri. Pewnego dnia facet jadący za nami zaczął strasznie trąbić i mrugać światłami. Później okazało się, że chciał tylko obejrzeć sobie samochód. W ogóle Chiny były szczególnym miejscem na trasie podróży. Aby móc tam jeździć autem, Hadri musiał postarać się o lokalne prawo jazdy, a Toyota otrzymała tymczasowe chińskie numery rejestracyjne. Do tego przy wjeździe trójka przyjaciół musiała udostępnić przedstawicielom władzy swoje smartfony, by mogli oni przejrzeć ich zawartość. To było naprawdę dziwne – przypomina sobie nasz bohater.

Jako maskotka przynosząca szczęście w prawym tylnym oknie Toyoty podróżowała przyczepiona pluszowa, żółta kaczuszka. I najwyraźniej wywiązała się ze swojego zadania, bo załoga nie miała po drodze żadnych poważniejszych przykrych przygód. Oczywiście, od czasu do czasu coś się wydarzyło – w Pekinie złapali gumę (a po raz drugi na Nürburgringu). Do tego na trasie dwukrotnie trzeba było wymienić olej. Na Węgrzech Toyota wymieniła nam wysprzęglik, filtr powietrza i świece – normalne czynności serwisowe wynikające z przebiegu. Wiele odcinków trasy wyglądało na przeznaczone bardziej dla aut terenowych niż 33-letniego oldtimera, ale AE86 dało radę. Najgorszy był offroadowy odcinek w Mongolii – na pokonanie 230 km potrzebowaliśmy aż 11 godzin.

Prawie każdego dnia podróży nasi bohaterowie posuwali się naprzód – przez piaszczyste trasy Laosu i 5300 km chińskich dróg. Średnio przejeżdżaliśmy dziennie od 300 do 700 km – mówi Hadri. A później przyszedł czas na Rosję i bezkresne połacie Syberii. Wszystko po to, by zrobić 7 okrążeń Red Ringu w Krasnojarsku i 4 okrążenia toru Kuzbass. Nagle okazało się, że trzeba się spieszyć. Chyba źle ustaliliśmy terminy naszych wiz, które zaczęły upływać, a my mieliśmy jeszcze do pokonania masę kilometrów przez Rosję. Toyota z trójką naszych podróżników zrobiła więc jeszcze szybki skok do Kazachstanu, przy czym określenie „szybki” jest dość relatywne – przekraczanie granicy zajęło im dokładnie 11 godzin – od 2 w nocy do 13 po południu.

Toyota AE86 – 96 dni pełnych przygód

Ostatecznie, po 96 dniach w drodze, 8 wizytach na najróżniejszych wyścigowych torach Europy i Azji i przejechaniu ponad 32 tys. kilometrów cała ekipa znalazła się u celu podróży. No, może nie do końca, bo zanim Hadri pojawił się u Deryi, przyjaciele wpadli jeszcze „na chwilę” na Nürburgringu – czyli dokładnie tak, jak zaplanowano.

Hadri i Derya wzięli ślub i Święta Bożego Narodzenia spędzili w Niemczech, po czym odlecieli do Malezji. Ale jak to odlecieli? A co z Toyotą? Auto zostało w Europie, bo w wakacje para chce przejechać nią przez cały Stary Kontynent. Już dziś wiadomo jednak, kto będzie siedział za jej kierownicą: Ja w ogóle nie mam prawa jazdy – mówi Derya i szeroko się uśmiecha.