Oto przypadek beznadziejny: zamknięte profile naszego zdjęciowego VW Garbusa są pełne bazującego na wosku środka antykorozyjnego. Problem polega jednak na tym, że w zasadzie nie ma już co zabezpieczać - blacha jest po prostu bardzo słaba. Niestety, tak wygląda wnętrze karoserii wielu starych aut. Tu musi już ingerować blacharz. I nie będzie miał łatwej roboty. Dlaczego?

Zebrany w zakamarkach nadmiar środka podczas spawania rozgrzewa się i zaczyna spływać. W efekcie może dojść do tzw. strzału, podobnego jak np. przy wrzucaniu schabowego na rozgrzaną patelnię. Stąd już tylko krok do prawdziwego pożaru i dużych kłopotów. Wszelkie oparte na wosku środki mają temperaturę zapłonu ok. 300 stopni, a więc przy szlifowaniu czy cięciu blachy szlifierką kątową nic nam nie grozi, bo takiej temperatury raczej nie uzyskamy, ale spawanie wymaga specjalnej uwagi.

Foto: Auto Świat
Zabezpieczenie antykorozyjne: ukryte niebezpieczeństwo

Ogień przy spawaniu? To może zdarzyć się zawsze. Ważne, byśmy byli odpowiednio przygotowani. Mały płomień można po prostu zdmuchnąć sprężonym powietrzem

Czy oznacza to, że w ten sposób zabezpieczonych aut nie można już blacharsko naprawiać? Na szczęście nie, ale trzeba zachować szczególną ostrożność. Jeśli samodzielnie zabezpieczaliśmy profile zamknięte woskiem, lanoliną czy olejem, uprzedźmy o tym blacharza. Zazwyczaj przeprowadzający tego typu prace specjaliści są przygotowani na ewentualny zapłon (w końcu zapalić może się też lakier, środki bitumiczne itd), ale w autach, gdzie z wszystkich otworów odpływowych cieknie tłuszcz, do zapłonu może dojść bardzo szybko.

Foto: Auto Świat
Zabezpieczenie antykorozyjne: ukryte niebezpieczeństwo

Opalarką szybko pozbędziemy się nadmiaru środka antykorozyjnego, który może stanowić realne niebezpieczeństwo przy spawaniu

Druga rzecz to zapobieganie. Wystarczy opalarką podgrzać przeznaczony do spawania element i wytopić jak najwięcej zabezpieczającego preparatu. Lepiej zawczasu trochę więcej popracować niż później naprawiać.