Twój samochód nie odpala na mrozie? Nie tylko twój, bo wyjątkowo sroga w tym roku zima dała w kość niejednemu akumulatorowi. Najłatwiej przywrócić auto do życia za pomocą kabli rozruchowych albo boostera, ale nie każdy kierowca ma je akurat na podorędziu. Sprawdziłem miejską legendę mówiącą o tym, że w takiej sytuacji warto zadzwonić po... straż miejską.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
UM Bełchatowa
Strażniczka miejska odpala na mrozie samochód z rozładowanym akumulatorem
Ostatnie łagodne zimy trochę nas rozpuściły i prawie zapomnieliśmy o porannych problemach z rozruchem samochodów. Niestety, noce z temperaturami sięgającymi nawet -20 st. C szybko przypomniały kierowcom o ich największym zimowym koszmarze — rozładowanym akumulatorze. Jeśli po przekręceniu kluczyka słyszycie głuchą ciszę, możecie wybrać numer straży miejskiej. Tak mówi legenda, którą postanowiłem sprawdzić. Wystarczył jeden telefon, by przekonać się, że na taką pomoc mogą liczyć tylko niektórzy kierowcy.
Czy straż miejska pomaga odpalić auto w każdym regionie Polski?
Jakie są koszty wezwania taksówki do odpalenia samochodu?
Co to jest booster i jak działa?
Jakie błędy można popełnić przy rozruchu auta na mrozie?
Czy straż miejska pomaga odpalić auto na mrozie?
Straż miejska, a właściwie straż gminna, jest jednostką organizacyjną gminy i podlega lokalnym władzom. Nadzór nad jej działalnością sprawuje wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Co to oznacza w praktyce? W skrócie, że w każdej gminie strażnicy mają różne obowiązki i uprawnienia. Nawet jeśli często się pokrywają, to nie ma tu jednolitego, krajowego regulaminu działania, jak choćby w przypadku policji.
Po tym wstępie pewnie już wiecie, co chcę powiedzieć — ta miejska legenda jest prawdziwa, ale nie wszędzie. To lokalna praktyka, a nie standard w całym kraju. W ubiegłym roku na Mazowszu gotowość do takiej pomocy deklarowały choćby jednostki w Serocku czy Pułtusku. Na pomoc w uruchomieniu samochodu w mroźny poranek nie mogą jednak liczyć np. mieszkańcy Warszawy. Dlaczego? Zapytałem o to rzecznika prasowego.
Straż m.st. Warszawy nie prowadzi tego typu akcji. Ze względu na rozległość obszaru miasta oraz skalę interwencji podejmowanych każdego dnia, usługi polegające na uruchamianiu pojazdów mieszkańców mogłyby sparaliżować lub znacząco ograniczyć realizację podstawowych, ustawowych zadań Straży Miejskiej. Oczywiście, nie wykluczamy, że przypadki udzielania takiej pomocy mieszkańcom mogły i mogą mieć miejsce, nie mają one jednak charakteru systemowo realizowanej akcji
— usłyszałem w Referacie Prasowym Straży Miejskiej m.st. Warszawy. Czyli w stolicy w takiej sytuacji nie ma sensu wybierać numeru 986. Na szczęście są inne sposoby na wyjście z opresji.
Nie masz kabli rozruchowych ani boostera? Jeśli nie mieszkasz w gminie, w której jednym z zadań strażników jest pomoc przy odpalaniu samochodów na mrozie, po prostu wezwij taksówkę. O tym też nie każdy wie, a taksówkarze mają taką pozycję w regularnym cenniku. Ile trzeba zapłacić za taką pomoc? Od 30 do 100 zł. Niestety, zdarza się, że "złotówy" korzystają ze swojej przewagi negocjacyjnej (mają odpalony silnik) i desperacji kierowcy, wystawiając astronomiczny rachunek. Co innego można zrobić?
1
Odpalić samochód z kabli, czyli "pożyczyć prąd" od innego kierowcy. Nie ma bardziej sprawdzonego i popularnego ratunku na mrozie niż pożyczka prądu z drugiego auta. Kluczem jest właściwa kolejność podłączania i porządne, grube kable (te "grube" z marketów bywają grube... tylko z zewnątrz). Dodatkowe, praktyczne wskazówki i cały proces krok po kroku opisałem w pełnym poradniku dotyczącym odpalania z kabli.
2
Skorzystać z boostera. Co to takiego? Przenośna "zapasowa bateria", dzięki której uruchomisz samochód z rozładowanym akumulatorem bez potrzeby angażowania w ten proces drugiego kierowcy. Obsługa boostera jest bajecznie prosta — podłączasz krokodylki, włączasz urządzenie i po kilkunastu sekundach normalnie odpalasz auto. Booster daje tylko chwilowy zastrzyk energii, dlatego po rozruchu trzeba obowiązkowo wybrać się na 30-minutową przejażdżkę. W trakcie niej akumulator będzie miał szansę się naładować.
3
Użyć prostownika. To polecana przez ekspertów, bo bezpieczna dla akumulatora metoda. Niestety, skorzystacie z niej tylko w pobliżu domu i tylko wtedy, kiedy się nie spieszycie. Naładowanie akumulatora tą metodą trwa zazwyczaj od 10 do 12 godzin, ale czas będzie się różnić w zależności od składu chemicznego baterii. Robisz to pierwszy raz? Najpierw dowiedz się, jak wygląda procedura ładowania twojego typu akumulatora.
Ładowanie akumulatora prostownikiemŹródło: Auto Świat
Szkodliwe błędy przy awaryjnym rozruchu auta na mrozie
Oczywiście, to nie wszystkie sposoby awaryjnego odpalania samochodu. Popularne niegdyś metody "na pych" czy na hol dziś już nie są zalecane — w nowoczesnych samochodach można w ten sposób doprowadzić do trwałych i kosztownych uszkodzeń. Uruchamianie z rozpędu może skończyć się np. przeskoczeniem rozrządu lub przeciążeniem dwumasy. Tę metodę można rozważyć wyłącznie w starszych autach i to z manualem — w innych wypadkach jej nie zalecamy.
Inny popularny błąd to... pokładanie zbyt dużej wiary. Jeśli silnik nie odpali od razu, ogranicz próby do 5–7 s i rób przerwy, bo długie "kręcenie" nie tylko drenuje akumulator, ale też szkodzi rozrusznikowi. Czasami do unieruchomienia auta na mrozie dochodzi przez zamarznięte paliwo złej jakości — w takiej sytuacji nie pomoże żadna z wyżej opisanych metod.
Tankowanie samochodu w zimieAuto Świat
Moja rada? Zamiast polegać na miejskich legendach, lepiej sprawdzić stan akumulatora przed zimą, a jeśli to konieczne — wymienić go na nowy. W przypadku aut ze starszymi akumulatorami (albo nowoczesnych hybryd pewnej cenionej japońskiej marki...) warto zaopatrzyć się w booster, który może okazać się niezastąpiony podczas mroźnych poranków. Nie zaszkodzi też wozić ze sobą dobrej jakości kable rozruchowe — to cena spokoju i ewentualnego szybkiego przywrócenia auta do życia.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.