• Dawniej prostsze były samochody, a ich obsługa... zazwyczaj też
  • Kiedyś łańcuch rozrządu starczał na cały żywot auta, dziś bywa z tym różnie
  • Kiedyś auto można było naprawić samemu na drodze, dziś bez choćby prostego komputera serwisowego wiele się nie zdziała

Właściciele samochodów dzielą się na dwie frakcje. Jedni twierdzą, że kiedyś wszystko było lepsze, auta obsługiwało się łatwiej i taniej, a teraz motoryzacja schodzi na psy, a samochody są tak konstruowane, żeby po gwarancji nadawały się na złom. Drudzy uważają, że jazda starszymi modelami aut była i jest udręką i tylko nowoczesna technika gwarantuje spokój i niskie koszty eksploatacji. Prawda – jak to zwykle bywa – leży gdzieś pośrodku.

Postęp w motoryzacji ma swoje dobre i złe strony. Nowe auta planowo trafiają do serwisów znacznie rzadziej niż kiedyś – rutynowe przeglądy są potrzebne już nie co 10 czy 15 tys. km, lecz nawet co 50 tys. km. Nawet malkontenci przyznają, że tak jest wygodniej, tyle że od razu wytkną, że na oszczędności i tak nie ma co liczyć. Co z tego, że serwisuje się je rzadziej, skoro kosztuje to wielokrotnie drożej – bo droższy jest olej, droższe opony, części potrzebne do napraw. Serwisy muszą też więcej wydawać na sprzęt potrzebny do obsługi nowoczesnych aut, a wydatki te są później przerzucane na klientów. W galerii podsumowujemy, co w obsłudze aut zmieniło się w ciągu ubiegłego ćwierćwiecza.