Nie ma się co oszukiwać – po zalaniu przez wodę wielu miejscowości naszego kraju czeka nas teraz zalew aut, które w mniejszym lub większym stopniu ucierpiały w wyniku niechcianej kąpieli. Trochę czasu trzeba było na załatwienie formalności ubezpieczeniowych, nieco więcej – na prace przywracające pojazdom przywoity wygląd. Ale już trafiają one na giełdy i do komisów, najczęściej za pośrednictwem handlarzy kupujących je bezpośrednio od powodzian bądź na aukcjach organizowanych przez ubezpieczycieli.

Warsztaty zajmujące się czyszczeniem i doraźnym doprowadzaniem do stanu używalności samochodów popowodziowych mają ręce pełne roboty. Wystarczy zerknąć na Allegro.pl, by zobaczyć, ile jest ofert w rodzaju „kompletna tapicerka do…”. Gdyby nie powódź, można by sądzić, że Polacy masowo zabrali się do odświeżania swoich kilku- czy kilkunastoletnich pojazdów. Niestety, jest inaczej –właściciele i handlarze próbują po prostu zatrzeć ślady po zalaniu.

Foto: Auto Świat
Samochody po powodzi: Auta wymyte z wartości

Trudno się zresztą dziwić powodzianom. Wielu z nich nie ubezpieczyło swoich aut. Inni, po otrzymaniu odszkodowania pomniejszonego o tzw. wartość pozostałości (zwykle powinna wynosić ona tyle, ile wypłacają zakłady demontażu pojazdów, czyli kilkaset złotych, ale często jest inaczej) próbują zmniejszyć swoje straty, a czasem też zarobić.

Zawsze – co naturalne – chcą zarobić handlarze. Wszystkim, którzy w najbliższym czasie zamierzają kupić samochód używany, przypominamy więc o dwu zasadach, jakich właśnie teraz przestrzegać trzeba bardziej bezwzględnie niż kiedykolwiek. Po pierwsze: kupując auto w komisie itp., nie gódźmy się na żadne wybiegi typu „umowa bezpośrednio z poprzednim właścicielem”. Żądajmy faktury – tylko wtedy mamy szansę na dochodzenie czegokolwiek od sprzedawcy. Po drugie: żeby później odzyskać swoje pieniądze, nie próbujmy oszukiwać fiskusa metodą zaniżania wartości samochodu na fakturze.