Kiedy trzeba, jest ułożoną limuzyną do jeżdżenia na co dzień, a chwilępóźniej przeistacza się w bezkompromisowego rasowego sportowca, dającegoogromny zastrzyk adrenaliny. BMW M5 to kapitalny samochód, który wraz zkażdym przejechanym kilometrem przekonuje do siebie i niepostrzeżeniezaczyna uzależniać.

Ten samochód, jak żaden inny, w swoim segmencie stanowi idealne połączenie: klasy i ogromnej mocy, świetnych osiągów i wyrafinowania technicznego, pasji oraz radości z jazdy. BMW M5 to dopracowane i wszechstronne auto, którego domeną jest jazda na limicie. W teście: „M-piątka” z benzynowym motorem 4.4 V8 o mocy 560 KM.

Rzut oka na karoserię i szybko dochodzimy do wniosku, że nadwozie M5 to swego rodzaju atrapa, która po mistrzowsku maskuje ogromny potencjał auta. Tak naprawdę zarys bryły jest taki sam jak w wersji podstawowej, a o tym, że to niezwykła „piątka”, informują: duże wloty powietrza, 19-calowe alufelgi, dyskretne spoilery, cztery końcówki wydechu i logo M5. Całość wygląda obiecująco, a powiedzenie, że diabeł tkwi w szczegółach, jest w tym wypadku jak najbardziej na miejscu.

Wnętrze, podobnie jak karoseria, wpisuje się w ideę dyskrecji. W kabinie znalazły się wszystkie dodatki, jakie powinny być w aucie tego kalibru. Od wysokiej jakości wykończenia (plastików, skórzanej tapicerki), przez wygodne i świetnie trzymające na zakrętach sportowe fotele oraz trójramienną kierownicę z łopatkami do zmiany biegów aż po cały sztab systemów, które umożliwiają zarządzanie autem.

Chcesz jechać spokojnie i wygodnie? Ustaw silnik na tryb Efficient, zawieszenie i układ kierowniczy – na Comfort, włącz pierwszy stopień reakcji skrzyni biegów i wszystkie systemy kontroli trakcji. Zapewniamy: będzie bezpiecznie, komfortowo i całkiem oszczędnie. Ale możesz też postąpić inaczej. Jednostkę, zawieszenie i układ kierowniczy ustaw na Sport Plus, przekładnię przełącz na 3., najszybszy stopień działania i wyłącz wszystkie elektroniczne wspomagacze! Topowa „piątka” zmieni się w rasowego sportowca – silnego jak tur, fantastycznie brzmiącego, agresywnego i... nieobliczalnego! Rzadko się zdarza, by ekstremalna jazda dawała takiego emocjonalnego kopa. Żeby było łatwiej i szybciej, rasowe ustawienia skonfigurowaliśmy pod przyciskiem „M2” (na kierownicy). Aktywujemy go i – jazda!

Reakcja silnika jest błyskawiczna. Mocne wciśnięcie pedału gazu kończy się „zamiataniem” tyłu. Żeby temu zapobiec, łopatką przy kierownicy włączamy drugi bieg – 2-sprzęgłowa skrzynia DKG nie wrzuca „dwójki”, tylko wbija! Niestety, ponownie to samo. Tylna oś zaczyna tańczyć, ale też z impetem pcha auto do przodu. Dopiero po zmianie na „trójkę” M5 stabilizuje się na drodze. Na liczniku mamy już grubo ponad 100 km/h. Zakręt. Mimo dużej prędkości auto zachowuje się neutralnie, układ kierowniczy pracuje z oporem, ale precyzyjnie, a sztywno zestrojone zawieszenie pozwala bezpiecznie wyjść na prostą. Zatrzymujemy się.

Włączamy funkcję Launch Control i optymalnie przyspieszamy. „Setkę” osiągamy w 4,4 s – świetny wynik i, co ważne, zgodny z obietnicami BMW.

Na tym zabawa jednak się nie kończy, bowiem jeśli zechcecie szybko wytracić prędkość, ogromne hamulce to ułatwią, zwłaszcza po rozgrzaniu. Trzeba przyznać, że od tego auta naprawdę można się uzależnić i nie będzie to miało nic wspólnego z żadnym narkotykiem, bo owszem, M5 odurza i chce się go więcej i więcej, ale jest to w pełni legalne uzależnienie. Nawet spalanie grubo przekraczające podczas ekstremalnej jazdy 20 l/100 km i cenę blisko 500 tys. zł w obliczu zalet topowej „piątki” da się zaakceptować.