W skrócie

Małe autka segmentu A, czyli tego najmniejszego z najmniejszych, mają trudne życie. Ludzie oczekują od nich wiele, a przecież wiele nie mogą zaoferować, bo są jak 8-latek, którego wysyłamy na igrzyska olimpijskie żeby przywiózł złoty medal, bo przecież jest taki utalantowany. Otóż nie! Mały samochód wiele nie może. Bo jest mały, bo jest tani i ma spełniać tylko jedną funkcję - przemieszczać się. A cała reszta to już tylko dodatki. Zobaczmy zatem jakie dodatki znaleźć można w i10, jakimi szczegółami się wyróżnia. A kilka bez problemu znajdziemy! I to zaskakujących...

Foto: Hyundai

Nadwozie

Samochody jednak nie lubią upływającego czasu. A dotychczasowy i10 wyglądał, jeździł, i prezentował jakość dość kiepską. Nie był tragiczny, ale odstawał - i od czasów, i od poziomu europejskiego. Teraz i10 to zupełnie nowy model. Oparty na nowej platformie technologicznej. Maluch z Korei, co ciekawe zaprojektowany w Europie, przez Niemców, a przynajmniej na niemieckiej ziemi, jest lepszy pod każdym względem od poprzednika. Pod niektórymi względami jest też lepszy od większości swoich konkurentów. Fizycznie mamy więcej auta, długość powiększono o 80mm, szerokość o 65mm, a rozstaw osi symbolicznie o 5mm. Co ciekawe, zmniejszono wysokość, i to aż o 50mm, co powoduje że sylwetka jest atrakcyjniejsza, bardziej proporcjonalna i nie wygląda już jak wysoki minivan. Nawet bagażnik urósł o 10 procent. Poprzednikiem, właściwie praprzodkiem jest model Atos, który zadebiutował w Europie. Tamten był fatalny, ten jest bardzo dobry. Ot, jak wszystko może się zmienić w nieco ponad dekadę!

Jakość wykonania? Nawet jakbym miał zostać zastrzelony za to co za chwilę napiszę, to z pełną premedytacją powiem - jest zaskakująco dobra. Jest świetna. W tak małym autku, tanim i w ogóle, spodziewałem się inkrustacji wykonanych przy pomocy hebla, plastikowych foteli ogrodowych i wygody podobnej do leżenia w rowie. Nic z tego. Wsiadam. Fotele nie są oczywiście najwyższych lotów, ale co zaskoczyło, posiadają nawet trzymanie boczne. A jest ku temu powód, bo - i tutaj znów Wam drodzy czytelnicy się narażam, i wiem że mogę zostać znienacka pchnięty na ulicy pod autobus - ale zawieszenie jest świetne! Zapewnia wygodę, ale też odpowiednią sprężystość i mało jest sytuacji kiedy tracimy pewność wraz z trakcją. Mało tego, układ kierowniczy przypomina swojemu kierowcy, że koła są połączone z podłożem, a informacje o drodze przekazywane są w takiej ilości, że - wybaczcie - jazda jest przyjemna. Nie wierzycie? Możecie. Wystarczy się przejechać i przekonać. Wspomaganie jest dość słabe (to dobrze), dzięki czemu kierownica pracuje z lekkim oporem, precyzja i przełożenie także zasługują na pochwałę. Oczywiście, małe kółka mają swoje granice, a te są dość szybko osiągane.

Foto: Hyundai

Silniki

Niewielkie, mikroskopijne silniki mają dynamikę ślimaka na środkach uspokajających, ale to nie dziwi, bo 66KM z 3-cylindrowego silnika 1.0 l, i 87KM z jednostki o pojemności 1.2 l szału prędkości u nikogo nie spowodują. Z tego auta nie wrócisz wieczorem z wypiekami na twarzy krzycząc - "...ale jazda"! Bo 14,9 sekundy do 100 km/h to czas tak długi, że prawdopodobnie dojechałbym do końca wyspy i wpadł do morza (pierwsze jazdy odbyły się na Sardynii) zanim osiągnąłbym zadaną prędkość. Mocniejszy wariant to 12,3 sekundy do pierwszej setki, i różnicę czuć zdecydowanie. W obu wypadkach wyprzedzanie trzeba poważnie przemyśleć, i to najlepiej dwa razy, ale do naszego "przemieszczenia się" wystarczy. Jednolitrowiec jest przeznaczony dla ludzi, którzy wyprzedzali tylko raz w życiu, podczas zdawania na Prawo Jazdy, gdy "instruktor kazał". Mocniejszy silnik jest zdecydowanie żwawszy, i to czuć właśnie w chwili manewru wyprzedzania. Ma też dodatkową zaletę, ale za to jaką! Brzmi przyjemniej, a wyciszenie wnętrza, absolutnie topowe w tym segmencie (i nie tylko w tym!) jest chyba obok układu kierowniczego najprzyjemniejszą rzeczą jaką i10 oferuje. I tutaj projektantom udało się idealnie. Bo co jest ważniejsze niż cisza, spokój, komfort i wrażenie że mamy kontrolę nad samochodem? Bagażnik? Cały segment "A" oferuje podobne wartości. Silniki? To samo. Zużycie paliwa? Porównywalne wyniki. Miejsce? Wszędzie jest ciasno na tylnej kanapie! Zatem liczy się wygoda i jazda. A tego w i10 jest pod dostatkiem...

Foto: Hyundai

Wnętrze

Jest kilka rzeczy, których nie zrobisz w tym aucie. Ale też w żadnym innym z segmentu A Oczywiście nie pojedziesz nim na wyprawę dookoła świata, a nawet na wakacje poza naszą granicę, no chyba że jesteś potomkiem liliputów, i cały Twój bagaż mieści się w kobiecej torebce. Miejsca wewnątrz, jak i w bagażniku, jest tyle że poważniejszy wdech powoduje że zaczyna brakować powietrza. Przestrzeni w pierwszym rzędzie jest wystarczająco dla każdego, a ja mając ponad 190 cm wzrostu nie zakleszczyłem się, mało tego, jest mi całkowicie wygodnie. Z tyłu? Gorzej. Znacznie. Ale się zmieściłem, nogi cały czas są ukrwione i krótkie trasy nie są niczym, czego dorośli powinni się obawiać. To spore zaskoczenie. No, może nieco gorzej jest z miejscem nad głową, ale tylko jeżeli mówimy o wysokich osobach. Przejdźmy dalej - bagażnik. To już strefa dla tych, których hobby jest miniaturyzacja rzeczy. Bo przestrzeń na poziomie 252 litrów oznacza w wolnym tłumaczeniu: "kochanie, czy naprawdę musisz brać tyle par skarpetek na wakacje?!". Ale, ponownie - w żadnym innym samochodzie tego segmentu inaczej nie będzie. Wręcz najpoważniejszy konkurent - Volkswagen Up! - ma o 1 litr mniej przestrzeni, podobnie Fiat Panda, a Opel Adam to już przepaść, bo włożymy do niego tylko 170 litrów bagażu! Ciężko powiedzieć jak Hyundai'owi się to udało, ale z małego auta wyszło całkiem sporo przestrzeni. Jak złożymy oparcia tylnej kanapy otrzymamy 1046 litrów miejsca, a to sugeruje nawet załadowanie niewielkiego stolika z Ikei, czy roweru, gdy go wcześniej rozmontujemy co do śrubki. Ale jednak.

Opinie

Jakie jest zatem przeznaczenie i10? Takie jakie jest przeznaczenie wszystkich podobnych samochodów w tym rozmiarze. Mają spełniać rolę skutera, rolę wygodnych trampek z dachem, mają przewieźć Ciebie z miejsca w którym jesteś, w miejsce w którym chciałbyś być. I to szybciej niż pieszo, i o suchej stopie oraz głowie. Tyle. Aż tyle, i tylko tyle. I nie wymagajmy od nich tego że przewiozą babciną komodę z epoki wiktoriańskiej, albo 14 Twoich labradorów na zabieg weterynaryjny, czy paczkę przyjaciół z Pomoża w Bieszczady z bagażami na tydzień. Do tego segment A się nie nadaje. Ale wybornie, wspaniale i w stu procentach nadaje się do miasta, albo gdy nie masz potrzeby tego wszystkiego o czym było wyżej, jeżeli szukasz taniego, zwinnego, wygodnego dla Ciebie jako kierowcy, i bezproblemowego autka do przemieszczania. Dla młodej mamy z dziećmi. Jako drugie auto w rodzinie - świetne! Jako mieszczuch do dojazdów do pracy - wyborny! Jako oszczędność - w sam raz! I nic ponad to...

Foto: Hyundai

Hyundai celuje w Europę. Podczas konferencji prasowej bardzo podkreślano ilość pracy jaką koreański koncern wkłada w nasz kontynent. Cel? W przyszłym roku osiągnąć ponad 6-procentowy udział w segmencie aut miejskich. Nie widzę żeby celu nie dało się osiągnąć. Z tak dopracowanym produktem, tak kompletnym i w wielu aspektach lepszym od konkurencji. W dodatku z "europejską" jakością i wyglądem. Z 5-letnią fabryczną gwarancją, atrakcyjną ceną (której jeszcze nie znamy, wspomina się o bazowej wersji w granicach około 30 tysięcy złotych). Uda się? Spójrzmy na to z tej strony - dokładnie 5 lat temu udział w rynku Hyunaia wynosił 3,3%, teraz to już 5,6%! I rośnie...