W Ameryce mają coś takiego, co nazywa się hotrodem. To pojazdy zmodyfikowane pod kątem prędkości. Niekoniecznie tej na zakrętach, raczej na prostej. Ważny jest też wygląd. Odpowiednio agresywny, nietuzinkowy, czasem wręcz absurdalnie przesadzony. Jeep Grand Cherokee Trackhawk to taki hotrod w wersji light. Przygotowany w fabryce I możliwy do kupienia u dealera. Na dodatek, biorąc pod uwagę jego wyposażenie i możliwości, ten szczególny Jeep wcale nie jest taki znowu drogi. Przynajmniej w zakupie, bo eksploatacja to już zupełnie co innego. Ale o tym za chwilę.

Jeep Grand Cherokee Trackhawk – wspaniały brak kompromisów

Porsche w najmocniejszych wariantach niektórych modeli montuje napęd hybrydowy, ma też swoje auto na prąd, inni producenci sportowych wozów też stawiają na elektryfikację i na hybrydy. Silniki spalinowe maleją, dostają turbo. Takie czasy. Jeep zdaje się nimi nie przejmować. Pod maską Trackhawka pracuje bowiem 6,2-litrowe V8 Hemi, któremu dodatkowych dawek powietrza dostarcza kompresor. To silnik wyjęty wprost z Dodge’a Challengera Hellcata. Moc? To imponujące 710 KM. Moment obrotowy? Niesamowite 868 Nm. To osiągi, jakie spokojnie wystarczą, by całkiem sprawnie napędzać całkiem spory czołg. A tu? Ot, zaledwie 2,5 tony. Skutek tego zestawienia jest taki, że ten Jeep rozpędza się do setki w 3,7 s. Wiele sportowych aut może się schować. Trackhawk to nadal jeden z zaledwie dwóch tej wielkości SUV-ów, które rozpędzają się do setki w czasie poniżej 4 sekund. Drugim jest Lamborghini Urus. Gorsze osiągi ma wiele modeli Porsche, wolniej jeżdżą sportowe Mercedesy, Audi i BMW. I przede wszystkim, żaden nie robi tyle hałasu.

Klang zastosowanego przez Jeepa V8 jest niesamowity. W tym dźwięku jest ukryta historia motoryzacji. Tak kiedyś brzmiały również niektóre europejskie silniki. Dudniąco, soczyście, bardzo dobitnie pokazując swoją siłę. Niektórzy powiedzą, że to na pokaz i będą mieli rację. Przecież cały ten samochód jest na pokaz. Bo jakie pragmatyczne przesłanki miałyby kogoś skłonić do zakupu 710-konnego SUV-a? Nie ma takich. W tym przypadku muszą decydować emocje. Albo zachcianka.

Jeep Grand Cherokee Trackhawk – akceptowalny komfort

Ciekawych przeżyć Jeep w wersji Trackhawk na pewno nam dostarczy. Wciskanie w fotel, głośny klang, ćwierć mili w czasie około 11,5 sekundy... To czas, jaki nieobcy jest kierowcom Porsche 911 Turbo albo Nissana GT-R. Tyle że, muszę to z żalem przyznać, Jeep, choć jest mistrzem prostej, to na zakrętach ustępuje konkurencji. Jego zawieszenie jest dość sztywne i przy małych prędkościach nie najlepiej amortyzuje nierówności. W roli auta rodzinnego ta wersja sprawdzi się zatem umiarkowanie. Na trasie jest ciut lepiej. Jeśli droga nie przypomina krajobrazu księżycowego, Grand Cherokee Trackhawk jedzie wręcz idealnie, ale to nic specjalnego – w takich warunkach nawet Polonez będzie wygodny. Gdy pojawiają się pofałdowania nawierzchni i zakręty, robi się gorzej, bo niestety auto ma tendencję do podskakiwania i niestety nie jest tak pewne w prowadzeniu, jak np. Porsche Cayenne Turbo lub Audi SQ7.

Na korzyść Jeepa przemawia to, że jeśli już przełamiemy pewne opory przed szybkim pokonywaniem zakrętów, to tak naprawdę nie jest tak źle. Owszem, zwinność to nie jest właściwe słowo, gdy chcemy opisać Trackhawka, ale mimo to auto daje się prowadzić w miarę precyzyjnie i – gdy już poznałem jego ograniczenia – faktycznie da się bezpiecznie i dynamicznie skręcać. Na pewno pomaga w tym stały napęd na cztery koła, ale mają swój udział także adaptacyjne amortyzatory. Nie ma za to wyrafinowanej techniki, z której korzystają niektórzy rywale, jak np. cztery koła skrętne albo stabilizatory poprzeczne o zmiennej charakterystyce.

Jeep Grand Cherokee Trackhawk – czy warto go kupić?

Trzeba mieć fantazję i dużo pieniędzy. Nie tylko dlatego, że Grand Cherokee Trackhawk kosztuje ponad poł miliona złotych, bo to akurat jego zaleta – ta cena, wbrew pozorom, jest dość niska, zważywszy na to, co otrzymujemy w zamian. To w końcu potężne auto z 710-konnym V8! Problem w tym, że na zakupie nie kończą się poważne wydatki. Potem wydamy mnóstwo na paliwo, bo ten Jeep w mieście potrafi spalić 25 l/100 km i to bez najmniejszego wysiłku. Tak po prostu. Na trasie też zużyjemy co najmniej duże „naście”. Cóż, coś za coś. W zamian otrzymamy auto nietuzinkowe, i to delikatnie mówiąc. Pamiętajmy tylko, że w dzisiejszych czasach niektórzy będą krzywo patrzeć na właścicieli taki pojazdów. Na pewno nie sprzyjają one ochronie klimatu i idą pod prąd obecnych mód i trendów. Ale Jeep Grand Cherokee Trackhawk robi to z rozmachem. To trzeba mu przyznać.

Jeep Grand Cherokee Trackhawk - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 6166 cm3, V8, benz. z kompr.
Moc 710 KM przy 6000 obr./min
Moment obrotowy 868 Nm przy 4800 obr./min
Skrzynia biegów i napęd 8-biegowy automat, napęd 4x4
Prędkość maksymalna 290 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 3,7 s
Średnie zużycie paliwa 17,1 l/100 km (NEDC)
Masa własna 2531 kg
Cena od 540 000 zł