• Wnętrze Kii Proceed jest dobrze zmontowane z wysokiej klasy materiałów materiałów
  • Dźwięk silnika jest mocno podrasowany – sam z siebie 1,6-litrowy benzyniak tak brzmieć nie może
  • Wysilony silnik ma ograniczoną elastyczność, dobrze sprawdza się z automatyczną skrzynią dwusprzęgłową, ale w wersji z „manualem” mógłby okazać się męczący

Tak, dobrze widzicie: najnowsza odmiana Kii Proceed to już nie jest ciasny 3-drzwiowy hatchback, to raczej 5-drzwiowy shooting-break. Z daleka Proceed wygląda trochę jak Mercedes CLS, choć niektórzy w tej sylwetce widzą zmniejszone Porsche Panamera. Jeśli chodzi o wnętrze tego samochodu, mnie kojarzy się ono z kilkuletnim Audi. Tak jest za sprawą dużej liczby aluminiowych detali, rozmieszczenia niektórych przycisków, a także charakterystycznych, przyjemnych dla oka i w dotyku plastików. Siedząc za kierownicą Kii Proceed czuć może nie najnowszy, ale dobry, taki... kilkuletni europejski styl klasy premium.

Kia Proceed GT - sportowiec... rodzinny

A dlaczego nie będziesz za kierownicą Kii się umartwiać? No cóż: fotele są bardzo wygodne (choć w sportowym aucie chciałoby się usiąść troszkę niżej niż w Kii jest to możliwe), miejsca jest dość, z tyłu można wozić dzieciaki (tylko trzeba wcześniej wyłączyć komfortową funkcję fotela, który po wyłączeniu silnika przesuwa się mocno do tyłu, ułatwiając kierowcy wysiadanie, jednocześnie ściskając pasażerów), bagażnik, pomijając wysoki próg załadunku, jest duży, no i w razie potrzeby można złożyć oparcia kanapy, uzyskując prawie płaską podłogę. Nie bez znaczenia są kuwety na różne drobiazgi, do których uzyskujemy dostęp po podniesieniu panela podłogi. Ktoś nawet przewidział pod podłogą bagażnika miejsce na roletę – a to jakoś do dziś nie w każdym aucie jest oczywiste.

Kia Proceed GT - sportowiec... w dźwięku

No dobrze: ale gdzie te akcenty sportowe? W środku to głównie aluminiowe podnóżek i nakładki na pedały, a na zewnątrz pomalowane na czerwono zaciski hamulców, dyfuzor, czerwone krawędzie nakładek progowych, czerwone akcenty atrapy chłodnicy – ładnie zrobione. To wszystko przyjemne, jednak to tylko detale. Główną robotę robi... elektroniczny generator dźwięku i sportowy, buczący wydech z aktywnymi klapami. Zwłaszcza po wybraniu trybu „sport”, co nie jest jednak tożsame z rezygnacją z pracy układu ESP, w aucie i na zewnątrz auta robi się głośno, przyjemnie głośno.

Bawiąc się delikatnie gazem, muskając go wtedy, gdy nie trzeba, uzyskujemy syntetycznie generowane „strzały w wydech”. Z jednej strony to trochę „wiocha”, ale po pierwsze, i tak większość gapiów nie wie, że to dźwięk wyciśnięty z auta w sposób sztuczny, a po drugie, takie same metody stosują od lat również europejscy producenci aut, choćby Audi, które w wybranych modelach podkręca głośniki jeszcze bardziej. Wbrew pozorom to robi robotę, działa optymalnie. Dodatkowo przycisk sport zmienia charakterystykę skrzyni (wymusza wyższe obroty silnika) i zmienia trochę reakcję silnika na gaz.

Na niekorzyść Proceeda, jeśli już porównujemy go do czołówki wyrobów europejskich, należy zaliczyć działanie elektroniki wspomagającej kierowcę: asystent pasa ruchu często się gubi i domaga się trzymania rąk na kierownicy, gdy ją cały czas delikatnie, ale jednak trzymam, czujniki parkowania włączają się ze sporym opóźnieniem...

Kia Proceed GT - sportowiec... średnio szybki

A jak to jeździ? Powiedzmy to otwarcie: nie oczekujmy cudów po silniku 1.6, nawet jeśli podkręcony jest do ponad 200 KM. Ten napęd, biorąc pod uwagę sportowe akcenty na oraz w aucie, a także dźwięk, wystarcza na styk! Ale wystarcza. Na autostradzie dociskasz i za chwilę widzisz na zegarach 200. W mieście i tak się nie rozpędzisz, a do sprawnego ruszania mocy i momentu wystarcza. Nie chciałbym jednak, widząc, jak żongluje biegami skrzynia dwusprzęgłowa, robić tego samego ręcznie.

Jeśli mam mieć ręczną przekładnię w takim aucie, to poproszę o większy silnik! Prawdopodobnie zaletą jednostki 1.6, czego w normalnym użytkowaniu nie sposób doświadczyć, jest to, że w testach homologacyjnych mało pali. W życiu bardzo rzadko schodzi poniżej 10 litrów na sto, a gdy jedziemy w godzinach szczytu przez miasto, chętnie trzyma się powyżej 12. W sumie, jakby się tak na spokojnie zastanowić, jest to marnowanie paliwa. Ale, przyznać trzeba, całkiem przyjemne, zaś osiągi auta można uznać po prostu ani za wysokie, ani za niskie, lecz po prostu optymalne.

Kia Proceed GT - liczy się jedna wersja

204-konna, najmocniejsza wersja Kii Proceed z automatem kosztuje 116 tys. zł, ale jest to auto prawie wszystkomające. Za 95 tysięcy można mieć podstawową, 120-konną wersję 1.0, a 105 tysięcy kosztuje Proceed z silnikiem 1.4, i to pozbawiony smaczków wersji GT! To zapewne będzie przyczyną, iż Proceed pozostanie autem niszowym wybieranym zgodnie z zasadą: albo wszystko, albo nic!

Kia Proceed GT - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1591 cm3, R4, turbobenzyna
Moc 204 KM
Moment obrotowy 265 Nm przy 1500-4500 obr./min.
Skrzynia biegów i napęd 7-biegowa automatyczna (dwusprzęgłowa), napęd na przód
Prędkość maksymalna 225 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 7,5 s
Średnie zużycie paliwa 7,2 l/100 km (producent), ok. 10,6 l/100 km w teście
Masa własna 1363 kg, ładowność 537 kg
Cena (Proceed GT 1.6 T-GDI 7DCT) od 115 990 zł