Przeciętnemu kierowcy może się wydawać, że samochód po przejechaniu 40 tys. km jest zaledwie dotarty. To zazwyczaj prawda, ale nie w sytuacji, gdy chodzi o egzemplarz przeznaczony do testów.

Taki przebieg oznacza, że jeździło nim wcześniej kilkudziesięciu kierowców, wśród których przynajmniej kilku stawiało sobie za punkt honorusprawdzenie tego, jak samochód zachowuje się w ekstremalnych sytuacjach. Dlatego nasze testowe Mitsubishi ASX prawdopodobnie niejedno już przeszło. Jak to zniosło?Bez eksperymentów

ASX pojawiło się na rynku w 2010 r. jako nieco spóźniona odpowiedź na popularne crossovery konkurencji, m.in. Nissana Qashqaia. Model ten jest blisko spokrewniony z większym Outlanderem, zastosowano w nim sprawdzone od lat rozwiązania. Miłośnicy technicznych nowinek będą rozczarowani – pod tym względem ASX to absolutny przeciętniak.

Testowana przez nas wersja to model z podstawowym silnikiem benzynowym o pojemności 1.6 i mocy 117 KM, ale za to z topowym wyposażeniem Instyle, obejmującym m.in. aluminiowe felgi, szklany dachi skórzaną tapicerkę (obecnie taka wersja nie jest już oferowana).

Jak jeździ ASX?

Bazowa jednostka benzynowa nie oszałamia osiągami. To napęd dobry do miasta, gdzie nie dokucza ani jego umiarkowany temperament, ani spory poziom hałasu. Kierowcy, którzy jeżdżą spokojnie, będą za to bardzo zadowoleni z niskiego zużycia paliwa – uzyskanie średniego na poziomie ok. 7 l/100 km nie stanowi problemu.

Konkurencja, która uległa modzie na downsizing, o takich wynikach podczas normalnej jazdy może tylko pomarzyć. Na trasie, szczególnie przy wyprzedzaniu, wyraźnie brakuje mocy i momentu obrotowego. Sprzęgło i skrzynia biegów przetrwały wcześniejsze testy bez uszczerbku – działają miękko i precyzyjnie, jak w nowym aucie.

To nie jest auto na bezdroża

Choć ASX wygląda jak terenówka,to nią nie jest. W testowanej przez nas wersji ma napęd wyłącznie na przednią oś, a umiarkowany prześwit nie zachęca do zjazdu z utwardzonej drogi. Na miejskie krawężniki wystarczy! Mimo że auto solidnie wykonano, na nierównościach słychać już pierwsze stuki i poskrzypywania – prywatnie użytkowany egzemplarz po takim przebiegu byłby zapewne w lepszej kondycji.

Wnętrze jest przestronne – w końcu ten model ma taki sam rozstaw osi jak większy Outlander. W porównaniu ze starszym bratem ASX oferuje mniejszy (choć nadal wystarczająco duży) bagażnik.

Deskę rozdzielczą zaprojektowano bez zbędnych udziwnień, a jej największą zaletą okazuje się dziecinnie łatwa obsługa. Wszystkie przełączniki są duże, a ich przeznaczenie – oczywiste. Na twardych plastikach nie widać śladów zużycia, zobaczymy, jak będą wyglądały po kolejnych tysiącach kilometrów.