• W Capturze wprowadzono wiele poprawek, ale zbyt mało, by stał się liderem w swoim segmencie
  • Crossover Renault bardzo dobrze wygląda i nawet nie udaje, że ma jakiekolwiek zdolności do jazdy w terenie
  • Kabina Captura, jak na auto tej wielkości, jest obszerna i praktyczna, a bagażnik ma dużą pojemność

Już widzę miny miłośników francuskiej motoryzacji, którzy po przeczytaniu powyższego wstępu parskną z politowaniem i przestaną dalej czytać. Cóż, bardzo mi przykro, ale obiektywnie rzecz biorąc, Captur 1.3 TCe nie jest wybitnie udanym samochodem. W ramach modernizacji kilka spraw poprawiono, jednak część minusów znanych z poprzednika nadal trochę przeszkadza. Ale po kolei.

Z zewnątrz poliftingowy egzemplarz łatwo poznać po innych reflektorach – dostępne są teraz LED-y, i to na pewno jedna z dobrych wiadomości – oraz po nieco innym grillu i zderzakach. Sylwetka, co jasne, wielkiej transformacji poddana nie została, nadal jest to więc nieco „podniesiony” (prześwit wynosi 17 cm) miejski hatchback, którego chyba należy zaliczyć do modnej ostatnio rodziny crossoverów. Na pewno Captur wciąż może się podobać, bo ma zgrabne proporcje i miłe dla oka linie. Należy przy przy tym jednak pamiętać, że zwiększony prześwit pozwala na lepsze obserwowanie drogi zza kierownicy i ułatwia wsiadanie, gdyż terenówką Captur z pewnością nie jest.

Renault Captur - kabina jak z auta kompaktowego

Co jednak ważniejsze, modna karoseria skrywa całkiem praktyczną kabinę. Mimo że auto powstało na platformie Clio, to może pochwalić się zaskakująco funkcjonalną kabiną. Plus na pewno za ilość miejsca na przednich fotelach i przesuwaną tylną kanapę, dzięki której można regulować pojemność bagażnika (377-455 l, po złożeniu oparć – 1235 l). Kufer ma podwójną podłogę – praktyczne! W drugim rzędzie na długość miejsca jest pod dostatkiem, i to nawet gdy oba przednie fotele zostaną mocniej przesunięte do tyłu. Ale uwaga: na szerokość i wysokość robi się już ciasno, więc dobrze zbudowanych pasażerów na dłuższe trasy raczej tam nie wsadzajcie. Osobny temat to schowek przed pasażerem – z jednej strony ma aż 11 l i formę praktycznej szuflady, z drugiej – w zasadzie nie da się z niego skorzystać (brak możliwości pełnego otwarcia!) wówczas, gdy na prawym przednim fotelu ktoś siedzi. Na plus – duża liczba małych schowków i kieszeni na przedmioty.

Wersja S-Edition dostała własne „sportowe” akcenty, m.in. czarny dach, połączony z naprawdę ładnym niebieskim lakierem, fotele obszyte alkantarą z niebieskimi wstawkami, ozdobne listwy progowe i nakładki na pedały. Szkoda, że w ramach modernizacji nie zmieniono zegarów, bo zwłaszcza wyświetlacz pomiędzy nimi jest po prostu archaiczny i wygląda, jakby przeniesiono go tu z muzeum techniki. Także zestaw multimediów pamięta już chyba lepsze czasy, bo ma taką sobie grafikę i nie jest zbyt szybki w działaniu. Plastiki? Te użyte do wykończenia kabiny są w znakomitej większości twarde i brzydkie, przez co zupełnie nie licują z ceną testowanego egzemplarza (aż 100,8 tys. zł).

Renault Captur - rozmiar silnika rośnie, to nowy trend

Pod maskę testowanego Renault trafił nowy benzynowy silnik 1.3 TCe, który zastępuje odmianę 1.2 TCe. W topowej wersji Captura rozwija 150 KM i ma chyba w założeniu być tym „sportowym” członkiem rodziny silników montowanych w tym modelu. Cóż, może w wersji z ręczną skrzynią faktycznie daję trochę radości z jazdy, ale zamontowana w testowym egzemplarzu dwusprzęgłowa skrzynia EDC bardzo skutecznie maskuje większość zalet nowej jednostki. Przede wszystkim, pogarsza osiągi (0-100 km/h w 9,2 s, czyli o sekundę wolniej niż ze skrzynią ręczną!), co jak na dzisiejsze czasy i typ skrzyni jest po prostu szokujące. Ale chwila za kółkiem Captura z EDC i wszystko robi się jasne – skrzynka szarpie, jest powolna i prawie nigdy nie wie, czego się od niej chce. Reakcja na kick-down jest tak powolna, że w trakcie można by się zdrzemnąć. Szkoda, że akurat to za kółkiem nie jest wskazane.

Sam silnik robi dobre wrażenie, bo poza tym, że na układzie kierowniczym przy ostrym przyspieszaniu wyraźnie czuć wpływ napędu, to jest wystarczająco oszczędny (średnio niecałe 7,5 l/100 km!) i elastyczny. Kultura pracy? Mogłaby być nieco wyższa, chwilami motor brzmi tak, jakby miał trzy cylindry zamiast czterech.

Renault Captur - komfortowy, ale nie we francuskim stylu

Jak jeździ Captur S-Edition? Jeśli za kryterium „francuskości” jakiegoś pojazdu przyjmiemy wysoki komfort resorowania, to wyjdzie, że Captur zbyt francuski... nie jest. Podniesione zawieszenie wymusiło usztywnienie jego charakterystyki – auto jest stabilne, ale na krótkich nierównościach poprzecznych potrafi dać podróżującym niezłego łupnia. Odczucia dodatkowo potęgują duże, 17-calowe felgi zastosowane w S-Edition. Mnie to akurat nie przeszkadza, bo lubię, gdy małe miejskie auto pewnie się prowadzi i nie podpiera lusterkami w zakrętach, ale na pewno znajdą i tacy, którzy woleliby nieco bardziej przyjazny układ jezdny.

Reasumując – Captur tak, ale nie ze skrzynią EDC i niekoniecznie w topowej, bardzo drogiej wersji S-Edition. Co ciekawe, silnik 1.3 TCe chwilowo zniknął z cenników i jedyną odmianą benzynową dostępną na chwilę obecną jest trzycylindrowe 0.9 TCe!

Renault Captur - dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 1330 cm3, R4, turbo benz.
Moc 150 KM przy bd.
Moment obrotowy 250 Nm przy bd.
Skrzynia biegów i napęd 6-biegowa dwusprzęgłowa, napęd na przód
Prędkość maksymalna 205 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,2 s
Średnie zużycie paliwa 5,3 l/100 km (producent), 7,3 l/100 km (test)
Masa własna Od 1173 kg (0.9 TCe)
Cena 100 800 zł (egz. testowany; obecnie niedostępny)