Drophead to także najbardziej ekskluzywne, największe i najdroższe cabrio na świecie! Cena wyjściowa to 440 tys. euro (ok. 1,67 mln zł). Auto mierzy 5,61 m długości i waży 2,62 tony - same superlatywy, "ubrane" w najdelikatniejsze i najwykwintniejsze materiały: drewno teakowe, aluminium i stal szlachetną. Anglicy planują wytwarzać rocznie ok. 200 sztuk tego cacka, a i tak do końca 2008 roku cała produkcja została już sprzedana! Jednak bogaci też nie mają łatwego życia. Bo jak tu pławić się w luksusie, który do niedawna zarezerwowany był dla dobrze urodzonych i bogatych z dziada pradziada, gdy dziś (za sprawą kilku raperów, bynajmniej nie znad Wisły) topowe modele Bentleya czy nawet Rolls-Royce'a może kupić nie tylko hrabia czy lord, ale także gwiazda muzyki młodzieżowej pokazująca się w MTV? Tak czy inaczej, głównym odbiorcą Rolls-Royce'a jest show-biznes, zazwyczaj umiejscowiony w USA i trzeba się do tego faktu przyzwyczaić. Wsiadamy do środka. Ciężkie, obite skórą i ręcznie szyte fotele pasują doskonale. Nieważne, czy siedzi się z przodu, czy z tyłu. 70 proc. kierowców "Rollsów" samodzielnie dzierży kierownicę w dłoniach. Jej rozmiar przypomina rozłożoną mapę i czujemy się trochę jak w oldtimerze. Dookoła nas twarde, metalowe przełączniki, jeden z nich służy do obsługi 6-stopniowego "automatu". Uruchamianie silnika odbywa się jak w nowoczesnym BMW - przez naciśnięcie przycisku. {player}1186550332511.flv{/player}Na postoju 12-cylindrowy motor cichutko bulgoce pod maską, ale dodanie gazu podczas jazdy powoduje natychmiastową reakcję, i to niezależnie od aktualnej prędkości. 460 koni rozpędza olbrzymi kabriolet do "setki" poniżej 6 s. A wszystko przy aerodynamice nadwozia podobnej do cegły!Kiedyś Rolls-Royce nie ujawniał prawie żadnych danych technicznych, kwitując wszystko wiele wyjaśniającym słowem: "wystarczające". Ale czasy się zmieniły i Unia Europejska jest bezlitosna nawet dla niepokornych Brytyjczyków - dane dotyczące średniego spalania (a co za tym idzie emisji gazów cieplarnianych z CO2 na czele) nie są już tajemnicą. Tyle że RR podaje je według amerykańskiej normy "mile na galon", którą komputer pokładowy przelicza również na litry na 100 km - 15,7 l wystarczy. Raj na ziemi zaczyna się chwilę po wciśnięciu przycisku odpowiedzialnego za otwarcie dachu. Po 30 s konstrukcja chowa się pod teakową pokrywą (opcja za jedyne 30 tys. zł, w standardzie skóra). Do 70 km/h kapelusz na głowie jeszcze się trzyma, później bywa gorzej. Windszot? Z założenia brak. Przednia szyba? Prawie w pionie. Ten blisko 3-tonowiec dzielnie znosi dziury w nawierzchni, ale przed wiatrem nie może się obronić. Twardy dach nie wchodzi w rachubę - także tu Anglicy pozostają tradycjonalistami. Mimo aluminiowego nadwozia, deski rozdzielczej z magnezu i innowacyjnej konstrukcji RR sprawia wrażenie średniowiecznej twierdzy, tyle że wykończonej kaszmirem, jasną skórą i przełącznikami z masywnego metalu. W bagażniku czerwony dywan. Ale pod tą powłoką kryje się prawdziwy high-tech na kołach: nawigacja, pokładowy telewizor czy profesjonalny zestaw audio Dolby-Surround z 15 głośnikami - podobnego (tyle że o mniejszej mocy) podczas koncertów używa Phil Collins. Basy wibrują nawet w brzuchu...