Z zewnątrz Volswagen Golf GTE niewiele różni się od "siódemki". Wykorzystano elementy sportowe znane z "normalnych" Golfów, ale wyróżnia go kolor niebieski – przede wszystkim w detalach - oznaczający w VW elektryczność mobilną, bo to właśnie hybrydowy napęd jest elementem najważniejszym w… GTE.

Pod maską zobaczymy silnik z bezpośrednim wtryskiem i doładowaniem (TSI), który rozwija moc 150 KM oraz silnik elektryczny o mocy 102 KM. Układ hybrydowy generuje maksymalny momentem obrotowym na poziomie 350 Nm, a napęd przenoszony jest przez 6-biegową skrzynię DSG.

W trybie elektrycznym samochód może przejechać do 50 kilometrów, a łączny zasięg wynosi ok. 940 kilometrów. Producenci deklarują, że średnie zużycie paliwa wynosi 1,5 l/100 km, a energii 11,4 kWh/100, ale w naszych testach spalanie wyniosło o 0,3 l/100km mniej, czyli 1,2. Tym samym Golf pokazał, że perfekcyjnie nadaje się do miasta i niewielkie trasy.

Po skończonej jeździe wystarczy, że kierowcy podłączą samochód do gniazdka domowej instalacji elektrycznej, by po ok 4 godzinach cieszyć się w pełni naładowaną baterią. Akumulator litowo-jonowy zamontowany w podłodze samochodu przed tylną osią nie zabiera miejsca przestrzeni ładunkowej.

GTE, czyli hybryda z pazurem

W trybie sportowym (po wciśnięciu guzika przy gałce skrzyni biegów "GTE"), przechodzimy na tryb dynamiczny. Od jest razu wyczuwalny wzrost mocy dzięki "boostowaniu". GTE hybryda plug-in jest równie dynamiczna, jak Golf GTD: przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7,6 sekundy i jest prawie identyczne, jak w GTD (7,5 sekundy). Prędkość maksymalna to 222 km/h! Bez obaw można nim jeździć w mieście czy na torze Nurburgring. To w końcu ekologiczna, ale w pełni zadowalająca wersja GT!

Wrażenia z pierwszej jazdy są zaskakujące, ale dwubiegunowe. Z jednej strony to spokojny i grzeczny elektryk, idealny na miasto dla rodzin, z drugiej potwór o olbrzymiej mocy, dzięki której można stanąć w szranki z rywalami GT czy innymi hot hatchami. Prowadzenie idealne, do jakiego przyzwyczaił nas Golf. Ale… no właśnie. Nie ma żadnego "ale". Nawet do plastików czy wyposażenia nie można się doczepić. Samochód spełnił wszystkie moje oczekiwania. Bez "ale".

No dobra. Cena może być przeszkodą, ale na razie nie ma jeszcze oficjalnych cen dla polskich salonów, a GTE pojawi się na pierwszych rynkach pod koniec roku. Cena w Niemczech: 36,9 tys. euro.