Tak, nie pomyliłem się – śmiem twierdzić, że już w momencie debiutu flagowego SUV-a Volvo przygotowywało się na rok 2020. Bo jak powinniście wiedzieć, bieżący rok w przypadku wszystkich producentów to walka o jak najniższą emisję CO2. Jest to o tyle ważne, że żarty się skończyły i za każdy gram ponad limity narzucone przez prawo kary mogą być duże. Więc trzeba zrobić coś, aby ograniczyć emisję szkodliwych gazów, a co za tym idzie płacić jak najmniejsze kary. Volvo jest w o tyle dobre sytuacji, że ich auta nie należą do najtańszych, więc nawet jeśli trzeba będzie przerzucić cześć kar na odbiorcę końcowego to będą to symboliczne stawki o ile w ogóle będą.

Sposobów na to aby emisja CO2 była jak najniższa jest wiele i obecnie każdy producent stara się tak budować swoją ofertę aby auta zużywały jak najmniej paliwa – a co za tym idzie emisja „opodatkowanych” gazów była jak najmniejsza. To, że w ofercie Volvo XC90 znajduje się hybryda Plug-in dla nikogo kto choć trochę interesuje się motoryzacją nie jest niespodzianką – bo taki zespół napędowy jest w gamie flagowego SUV-a Volvo oferowany od samego debiutu tego modelu. Na tą wersję w ciągu liku lat od debiutu wysypało się mnóstwo hejtu. Nic dziwnego – bowiem hybrydy plug-in to specyficzny napęd.

Dlaczego specyficzny? Tak jak w przypadku większości hybryd, najlepsze wyniki zużycia paliwa w przypadku takiego auta uzyskamy w ruchu miejskim, gdzie często ruszamy i równie często hamujemy – właśnie w takich warunkach eksploatacji napęd hybrydowy zużywa mało paliwa. Jednak w przeciwieństwie do typowych hybryd, system zastosowany w Volvo XC90 jest wyposażony w zestaw akumulatorów o pojemności 9,5 Ah. Jednak nie ładują się one tylko podczas jazdy, a można - czy też powinno się je ładować ze standardowego gniazda. Efekt – 40 km zasięgu zeroemisyjnego.

Foto: Robert Rybicki / Auto Świat
Volvo XC90 – która hybryda będzie lepszym wyborem

Powiecie, że to mało. Nie to całkiem rozsądna propozycja. Bo musicie zdawać sobie sprawę z tego, że statystyczne auto poruszające się po polskich drogach przejeżdża średnio 50 km dziennie. Efekt – niemal codziennie dużym, luksusowym SUV-em możecie poruszać się niemal nie zużywając paliwa. I się okazuje, że w Polsce niemal 35 procent przebiegów Volvo XC90 T8 to jazda z wykorzystaniem energii zgromadzonej w akumulatorach – czyli w trybie zeroemisyjnym.

Ja podczas tygodniowego testu poszedłem jeszcze dalej i postanowiłem, maksymalnie wykorzystać zalety jazdy na prądzie. Co ciekawe, nie wymagało to z mojej strony żadnych wyrzeczeń. Auto ładowałem, kiedy tylko miałem taką możliwość – czyli w pracy i podczas nocnego postoju w garażu. Efekt takiego użytkowania dużego i ciężkiego SUV-a to zużycie paliwa na poziomie nawet 2,1 l/100 – ale tylko podczas dojazdów do pracy, czyli na trasie którą w 100 proc. byłem w stanie pokonać głównie dzięki silnikowi elektrycznemu. Imponujące?

Foto: Robert Rybicki / Auto Świat
Volvo XC90 – która hybryda będzie lepszym wyborem

Powiecie, że po wyładowaniu akumulatora już tak zadowolony nie byłem? Mylicie się. Bo jestem jednym z tych kierowców, który stara się jeździć zgodnie z przepisami – czyli według większości polskich kierowców jestem zawalidrogą, przestrzegającym ograniczeń prędkości. Efekt takiej jazdy na trasie o długości niemal 60 km, z czego 2/3 przypadało na drogę ekspresową to zużycie paliwa na poziomie 8,1 l/100 km – jak widać do imponujących inaczej wyników z wielu innych testów, które mogliście przeczytać sporo brakuje.

W ciągu tygodnia za kierownicą Volvo XC90 T8 przejechałem niemal 470 km i ani razu nie wyjechałem z garażu z rozładowanym akumulatorem, co zresztą widać na wykresie zużycia paliwa, oraz prądu – efekt, średnie zużycie benzyny na poziomie 4,8 l/100 km. Jak widać da się jeździć taką hybrydą tak aby być dumnym ze zużycia paliwa. Oczywiście dane są takie, a nie inne, bo w tym tygodniu poruszałem się głównie w mieście i nieco poza nim. Nie miałem potrzeby jazdy na drugi koniec Polski. Gdyby tak było, to zużycie paliwa byłoby większe.

Foto: Robert Rybicki / Auto Świat
Volvo XC90 – która hybryda będzie lepszym wyborem

Jakie? Zakładam, że zbliżyłbym się do 10 l/100 km – ale to i tak byłby wynik, który można zaakceptować. Bo idea hybrydy plug-in jest taka, że tam gdzie to najbardziej optymalne czyli w ruchu miejskim, korzystamy z dobrodziejstw napędu elektrycznego, a w trasie nie ogranicza nas zasięg energii zgromadzonej w akumulatorach i czas ich ładowania. Wiem, musimy pogodzić się z tym, że po wyładowaniu się akumulatorów takie auto jak Volvo XC90 T8 potrafi nie być oszczędnym autem, ale jeśli policzymy, ile paliwa a co za tym idzie pieniędzy oszczędzimy podczas codziennych dojazdów do pracy, czy też najzwyklejszego przemieszczania się w mieście - to, to co wydamy na paliwo podczas dłuższej trasy i tak będzie mniejszym wydatkiem, jak codzienna jazda autem z klasycznym układem napędowym.

Jeśli jednak taka hybryda Ciebie nie przekonuje i stawiasz na odchodzące powoli w zapomnienie tradycyjne układy napędowe to Volvo ma również coś co powinno trafić w Twoje gusta. Mowa o Volvo XC90 B5 – tak B jak battery. To tak zwana miękka hybryda, która na dobra sprawę jest hybrydą tylko z nazwy i nie ma opcji jazdy zeroemisyjnej nawet przez chwilę. To taki wynalazek ostatnich lat, którego głównym celem jest sprawienie, że silnik spalinowy podczas jazdy mniej się męczy – a skoro męczy się mniej, to zużywa mniej paliwa.

Foto: Robert Rybicki / Auto Świat
Volvo XC90 – która hybryda będzie lepszym wyborem

Nie są to tak imponujące wartości jak w przypadku benzynowej hybrydy plug-in z wersji T8, zawsze to jakieś oszczędności. Sam układ jest prosty bo mamy tak zwany alternatoro-rozrusznik o mocy około 30 KM, którego jedynym zadaniem jest dyskretne wspomaganie silnika benzynowego, lub wysokoprężnego – w zależności od wybranej konfiguracji. Wszystko po to, aby zminimalizować tak zwaną turbodziurę i poprawić elastyczność silnika spalinowego. To takie trochę ratowanie sytuacji w celu skromnego ograniczenia paliwa i nieznacznego ograniczenia emisji CO2 – ale czego się nie robi dla zmniejszenia opłat za nadmierną emisję? Zwłaszcza, że za przekroczenia większe niż 4 gramy to kara 95 euro za każdy gram – to naprawdę nie są małe pieniądze.

Zatem który wybór będzie lepszy? Odpowiedź na to pytanie nie będzie prosta, bo wszystko zależy od tego w jaki sposób jeździmy i ile jeździmy. Jeśli często pokonujesz duże dystanse to jedynym rozsądnym rozwiązaniem zdaje się być miękka hybryda, bo przyjemność jaką daje rzadkie tankowanie oszczędnego diesla - zwłaszcza podczas jazdy w trasie jest ogromna. Jeśli jednak skłaniasz się ku silnikowy benzynowemu to obecnie według mnie jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest wybór hybrydy i to nie takiej zwykłej ale takiej plug-in – czyli ładowanej z normalnego gniazdka, z zasięgiem w trybie zeroemisyjnym na poziomie 40 km. Dzięki temu poznasz nie tylko przyjemność jaką może dawać jazda na prąd.

Foto: Robert Rybicki / Auto Świat
Volvo XC90 – która hybryda będzie lepszym wyborem

Tak dobrze czytasz – PRZYJEMNOŚĆ. Bo to jak miło jedzie się autem, które nie wydaje dźwięków, nie wibruje w nim żaden element silnika spalinowego – jest miłym uczuciem, do którego szybko się przyzwyczajamy. Efekt tego przyzwyczajenia jest taki, że po naładowaniu baterii staramy się jechać jak najdłużej w trybie elektrycznym, odciągając możliwie daleko moment włączenia się silnika spalinowego.

Taka hybryda jak Volvo XC90 T8 to również, pomost pomiędzy samochodem z silnikiem spalinowym, a elektrycznym którego czasy nadchodzą. Producenci samochodów zdają się być już gotowi na zmianę, ale cały czas mamy problemy z infrastrukturą ładowania. Dlatego też obecnie hybryda plug-in to dobry wybór dla tych, którym zależy na tym, aby w miastach powietrze było czyste. Bo w mieście tym autem możemy poruszać się w trybie zeroemisyjnym, a nawet najdłuższa wycieczka za kierownicą Volvo XC90 T8 nie uziemi was na kilka godzin na ładowarce. To naprawdę ma sens.