Logo

Tak oszuści cofają przebieg auta, a w papierach wszystko się zgadza. Mechanicy znają ten trik od lat

Dodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Oszuści wykorzystują różne techniki do cofania liczników, co zwiększa wartość używanych aut.
  • W przeszłości cofanie liczników było łatwiejsze do wykrycia, obecnie dzięki elektronice można to zrobić dyskretniej.
  • Używanie urządzeń potocznie zwanych „CAN Blokerami” stało się popularne, co uniemożliwia zapis przebiegu.
  • Nowe przepisy wprowadziły surowsze kary za manipulacje przy licznikach, utrudniając oszustwa.
  • Potrzebna jest dokładna analiza stanu technicznego pojazdu, by uniknąć zakupu auta ze sfałszowanym przebiegiem.
Ten "patent" znany jest od dziesięcioleci, choć kiedyś, w czasach analogowych liczników, jego stosowanie wymagało znacznie więcej zachodu — dziś w dobie elektroniki działa to plug&play. O co chodzi? Oczywiście, że o pieniądze!
Na wartość i atrakcyjność używanego auta wpływ ma nie tylko jego wiek, ale też i przebieg — to oczywiste. Ale przecież samochody kupuje się nie po to, żeby zachowywały wartość, ale przede wszystkim po to, żeby ich używać. Czy da się zjeść ciastko i mieć ciastko? W motoryzacji tak, ale wymaga to nieczystej gry.
Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Tak kiedyś oszuści obniżali przebiegi

W czasach, kiedy na drogach królowały Polonezy i Fiaty Cinquecento, a liczniki aut były mechaniczne, a nie cyfrowe, klasyczne kręcenie liczników było popularne, ale często stosunkowo łatwe do wykrycia. Licznik trzeba było wymontować z auta, dostać się do bębna licznika i pokonując blokady i zapadki ustawić oczekiwaną wartość. Często nie obywało się bez strat i uszkodzeń, cyferki licznika nie ustawiały się później w równym rzędzie, licznik czasem się blokował lub przeskakiwał.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jeśli oszustwo miało wyglądać wiarygodnie, trzeba było jeszcze sfałszować historię serwisową — jeśli nabywca był wystarczająco dociekliwy, to mógł sprawdzić bezpośrednio w warsztacie, czy interesujące go auto rzeczywiście się tam pojawiało i przy jakich przebiegach wykonywane były kolejne przeglądy. Dane o przebiegach odnotowywanych podczas obowiązkowych przeglądów są zbierane dopiero od 2014 r. — kiedyś nikt tego nie sprawdzał.
Co sprytniejsi mieli na to lepszy sposób, który wymagał jednak planowania z góry i przygotowań. Patent był jednak stosunkowo prosty — wystarczyło zawczasu zaopatrzyć się w dwa liczniki!

Marcin, handluje samochodami od lat 90., wspomina, jak wtedy "profesjonaliści" oszukiwali klientów

Miałem taką działalność, że tłukłem tysiące kilometrów miesięcznie. Jak odbierałem nowy samochód w salonie, to pierwsze, co robiłem, to szedłem do działu części zamiennych i kupowałem do niego nowe zegary. Nie żadne ze szrotu! Nowe! Kilka tygodni jeździłem z oryginalnymi, żeby zrobić jakiś przebieg, a później zakładałem te drugie, a fabryczne trafiały na półkę. Wymiany oleju i filtrów robiłem tak często, jak mi się chciało, u siebie w garażu albo u znajomego mechanika, ale zawsze wszystko na oryginałach z ASO. Raz do roku zakładałem na jakiś czas oryginalny licznik, a później jechałem do autoryzowanego serwisu na przegląd.

Przez "myk" na dwa liczniki, jak po 3-4 latach samochód szedł na sprzedaż, bo miał np. już 200 tys. km przebiegu i był już nieźle zajechany, to na oryginalnym liczniku było np. 30 tys. km, potwierdzonych autentycznymi rachunkami i wpisami do książki serwisowej. Klient mógł sprawdzać, ile chciał. Licznik był oryginalny i nie był kręcony czy rozbierany. Podrobić plomby z farbki to nie problem, na fotelu kierowcy zawsze miałem pokrowiec, na kierownicy nakładkę. Przed sprzedażą wymieniałem jeszcze gałkę zmiany biegów i gumki na pedały, no i opony, ale trzeba było uważać, żeby były z odpowiedniego rocznika.

Ludzie rzucali się na te samochody. Jeden właściciel, serwis w ASO z książką, minimalny przebieg. Czego chcieć więcej? A że samochód się zaczynał sypać? No co ja poradzę, że takie buble robią! Przez takie kombinacje auto było warte lekko licząc 1/3 więcej, niż gdyby miało prawdziwy przebieg, a po drodze można było zaoszczędzić grubą kasę na przeglądach w ASO. Najbardziej się to opłacało przy busach i lawetach, które po 3 latach bez kombinacji miałyby często po pół miliona na blacie. Takich samochodów przecież nikt nie chce.

Kiedyś skręcenie licznika to była zegarmistrzowska robota. Nie zawsze udawało się to zrobić bez śladów. Lepiej było wymienić cały licznik na taki z niższym przebiegiem.
Kiedyś skręcenie licznika to była zegarmistrzowska robota. Nie zawsze udawało się to zrobić bez śladów. Lepiej było wymienić cały licznik na taki z niższym przebiegiem.
Później, kiedy auta miały już liczniki elektroniczne z cyfrowymi wyświetlaczami, na podobnej zasadzie wielu kombinatorów kreatywnie modyfikowało przebiegi przed wizytami w ASO czy na przeglądach.

Kręcenie liczników dziś: łatwiej o wpadkę, a kary są surowe

Dziś z kręceniem liczników jest zupełnie inaczej, niż było kiedyś. Pod niektórymi względami jest łatwiej (nic nie trzeba wymontowywać, z reguły wystarczy wpiąć odpowiednie urządzenie do gniazda diagnostycznego), ale jednocześnie pojawiły się dodatkowe utrudnienia (np. to, że samochody zapisują dane o przebiegu w wielu miejscach, a nawet zdalnie łączą się z serwerami producentów, wysyłając tam dane także o przebiegu).
Dane o przebiegach spisywane są nie tylko podczas badań technicznych, ale też w czasie każdej kontroli drogowej. Prawdopodobieństwo zdemaskowania oszusta jest większe niż dawniej, a w dodatku kilka lat temu zmieniły się przepisy dotyczące karania za fałszowanie przebiegu.
Kiedyś każdy mógł sobie dłubać przy liczniku własnego auta do woli, kara groziła tylko wtedy, kiedy fałszowane wskazanie licznika zostało wykorzystane do wprowadzenia potencjalnego nabywcy w błąd. Od maja 2019 r. jest zupełnie inaczej — sam fakt ingerencji w licznik przebiegu, nawet jeśli auto nie jest wystawiane na sprzedaż, traktowany jest jako przestępstwo.

Art. 306a. Kodeksu karnego [Cofanie lub inna ingerencja we wskazania licznika przebiegu w pojeździe mechanicznym]

§ 1. Kto zmienia wskazanie drogomierza pojazdu mechanicznego lub ingeruje w prawidłowość jego pomiaru, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.

§ 3. W wypadku mniejszej wagi, sprawca czynu określonego w § 1 lub 2,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

W przypadku kiedy dojdzie do oszustwa (czyli doprowadzenia innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd, wyzyskanie błędu lub niezdolności do zrozumienia działania), czyli sprzedaży (lub próby sprzedaży) auta ze skręconym licznikiem, na karze z art. 306a Kodeksu karnego się nie kończy! Wtedy dochodzi jeszcze kara za oszustwo: od 6 miesięcy do 8 lat więzienia, przy mniejszej wadze do 2 lat, a przy kwotach powyżej 200 tys. zł nawet do 10 lat więzienia!

Teraz rzadziej kręcą, a częściej blokują liczniki

Ze względu na wysokie kary — zarówno dla zlecających manipulacje przy licznikach, jak i dla wykonujących takie usługi — popularność "klasycznego kręcenia" w ostatnich latach spadła. Od kilku lat coraz popularniejsze stają się jednak urządzenia, których sen działania jest z grubsza taki, jak w przypadku trików sprzed lat. Licznik ma zostać oryginalny i bez żadnych manipulacji, chodzi o to, żeby nie zapisywał wszystkich pokonanych autem kilometrów.
Po kilkuset tysiącach przejechanych kilometrów używany bus wciąż może wyglądać nieźle i być w dobrym stanie technicznym, ale wysokie przebiegi odstraszają klientów. Dlatego oszuści stosują triki pozwalające ukryć prawdziwy przebieg.
Piotr Szypulski / Auto Świat
Po kilkuset tysiącach przejechanych kilometrów używany bus wciąż może wyglądać nieźle i być w dobrym stanie technicznym, ale wysokie przebiegi odstraszają klientów. Dlatego oszuści stosują triki pozwalające ukryć prawdziwy przebieg.
Urządzenia, które mają to zapewniać, można łatwo kupić online, a ich sprzedawcy deklarują, że to zupełnie legalne. To tzw. CAN Blokery, nazywane także blokadami czy emulatorami przebiegu — da się je kupić za 180-1500 zł (w zależności od modelu, z którym mają być kompatybilne). Ich działanie polega na tym, że są one wpinane do cyfrowej magistrali danych w samochodzie, gdzie "przefiltrowują" sygnały przesyłane między pomiędzy poszczególnymi podzespołami — dzięki temu, mimo że sterownik auta rejestruje informacje o tym, że koła się obracają (to niezbędne do działania m.in. wielu systemów asystujących), to do licznika przebiegu nie trafiają informacje o kolejnych pokonywanych kilometrach.

Oficjalnie: to sprzęt dla warsztatów. Nieoficjalnie każdy wie, do czego to służy

Oczywiście, oficjalna wersja jest taka, że to sprzęt do specjalnych zastosowań warsztatowych, nie do użytku na drogach publicznych. CAN Blokery w teorii mają służyć do tego, żeby np. podczas warsztatowych testów i procedur diagnostycznych, albo w czasie pomiarów na hamowni, mechanicy nie nabijali w autach klientów dodatkowego przebiegu.

Cytat z oferty sprzedaży CAN Blokera w popularnym sklepie internetowym: Emulator zapewnia możliwość czasowego zawieszenia pracy licznika kilometrów podczas testowania samochodu, zapobiegając naliczaniu dodatkowego przebiegu. Jest przeznaczony wyłącznie do użytku profesjonalnego. Produkt nie służy do ingerencji w działające systemy pojazdu. Produkt ten nie może być montowany w pojazdach dopuszczonych do ruchu na drogach publicznych. Przeznaczenie: wyłącznie w celach szkoleniowych.

Są też blokery, które blokują nie tylko zapis przebiegu, ale też i innych, wybranych parametrów — np. po to, żeby zmodyfikować działanie systemów asystujących lub układów oczyszczania spalin. Niektóre blokery czy filtry służą do tego, żeby np. po zamontowaniu używanej części (albo po "skręceniu licznika"), sterownik auta nie pobrał danych o przebiegu auta zapisanych w innych modułach – w niektórych samochodach, gdzie dane przechowywane są w sposób rozproszony, działa to tak, że sterownik uznaje za prawdziwy najwyższy przebieg odnotowany w którymkolwiek z ważnych sterowników.
Wybór blokerów i emulatorów do wpinania w magistralę CAN auta jest w popularnych serwisach sprzedażowych naprawdę duży. Oficjalnie urządzenia te mają także legalne zastosowanie, a obrót nimi nie jest zabroniony.
Zrzut ekranu/Allegro.pl
Wybór blokerów i emulatorów do wpinania w magistralę CAN auta jest w popularnych serwisach sprzedażowych naprawdę duży. Oficjalnie urządzenia te mają także legalne zastosowanie, a obrót nimi nie jest zabroniony.

Moduł montowany tylko na czas wizyty w serwisie?

Oczywiście sprzedawcy zapewniają, że taka "chwilowa modyfikacja samochodu" to zupełnie coś innego niż trwałe sfałszowanie wskazań licznika przebiegu i że nic za to nie grozi. To byłaby prawda, gdyby nabywcy używali takich urządzeń zgodnie z ich przeznaczeniem, ale to raczej wyjątek niż reguła. Trudno to sprawdzić, ale prawdopodobnie znacznie częściej chodzi o ukrycie prawdziwego przebiegu auta. Manipulacja nie następuje dopiero tuż przed sprzedażą, lecz trwa nieprzerwanie przez wiele lat, tak żeby przebieg rósł znacznie wolniej, niż powinien. Jeśli samochód już na wczesnym etapie eksploatacji zostanie wyposażony w bloker przebiegu, warsztaty czy diagności od początku dokumentują zafałszowany stan licznika. W takim przypadku historia pojazdu może wydawać się kompletna i spójna, ale w rzeczywistości może być zaniżona nawet o dziesiątki tysięcy kilometrów!
Nie zawsze chodzi tylko o "utrzymanie wartości rezydualnej auta"" — blokery są stosowane np. przez osoby leasingujące auta lub korzystające z wynajmu długoterminowego. W umowach przy takich formach finansowania jest określony maksymalny przebieg w czasie trwania umowy, a przekroczenie go wiąże się z wysokimi opłatami dodatkowymi. Im niższy maksymalny zadeklarowany przebieg w umowie, tym tańsza comiesięczna rata.

Oszustwo (niemal) doskonałe

Blokery przebiegu nie są jednak całkowicie niezawodne, a ich użytkownikom zdarza się popełniać błędy. Do wykrycia takiego sprzętu w aucie dochodzi zwykle wtedy, kiedy ktoś zapomni zdemontować go na czas wizyty w serwisie. Bywa też tak, że podejrzenia wzbudzają zapisane w sterownikach błędy dotyczące komunikacji między podzespołami. Czasem też emulatory przestają działać po aktualizacji oprogramowania sterownika auta.
Czasem na ślad oszustwa da się wpaść nawet dzięki stosunkowo prostym skanerom OBD. Jeśli np. dane dotyczące przebiegu nie są spójne z liczbą godzin pracy silnika, to jest to poważny sygnał ostrzegawczy, którego lepiej nie ignorować.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Czasem na ślad oszustwa da się wpaść nawet dzięki stosunkowo prostym skanerom OBD. Jeśli np. dane dotyczące przebiegu nie są spójne z liczbą godzin pracy silnika, to jest to poważny sygnał ostrzegawczy, którego lepiej nie ignorować.
Dla dobrego diagnosty lub rzeczoznawcy, znalezienie śladów, które mogą świadczyć o stosowaniu blokera — nawet jeśli urządzenia nie ma już fizycznie w aucie — to wcale nie aż taki duży problem. Wystarczy np. porównać zapisy dotyczące przebiegu auta z liczbą godzin pracy silnika samochodu — w autach, które nie są np. radiowozami czy karetkami, które często stoją z włączonym silnikiem, łatwo jest ustalić, jakie wartości są wiarygodne, a jakie można uznać za podejrzane. Zaszyte w sterownikach dane o zużyciu paliwa też mogą dać sporo do myślenia — jeśli silnik pracuje, a auto według ogłupionego emulatorem sterownika głównie stoi w miejscu, to zarejestrowane zużycie paliwa będzie nieproporcjonalnie wysokie.

Co sprawdzić przy zakupie używanego samochodu?

Historia serwisowa i dane zbierane podczas obowiązkowych przeglądów są ważne, ale nie można traktować ich już jako niepodważalną prawdę o historii samochodu. Auto trzeba po prostu dokładnie sprawdzić, niezależnie od tego, jak mocne ma papiery.
Czy stan zachowania auta koresponduje z niskim, deklarowanym przebiegiem? Historię pojazdu da się dziś łatwo zmanipulować.
Auto Świat / Robert Pykała, Piotr Szykana
Czy stan zachowania auta koresponduje z niskim, deklarowanym przebiegiem? Historię pojazdu da się dziś łatwo zmanipulować.
Czy zużycie odpowiada wiekowi auta? Czy historia wydaje się spójna? Czy odstępy między przeglądami, stan techniczny i sposób użytkowania pasują do siebie? Czy stopień zapełnienia filtra cząstek stałych jest spójny z deklarowanym przebiegiem? Szczególnie w przypadku samochodów z wyższej półki i aut używanych z reguły do pracy (busy!), warto skorzystać z opinii niezależnego rzeczoznawcy. W przypadku takich aut pokusa, żeby pokombinować przy przebiegach, jest największa.

To jest materiałPremium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytajsłuchajskracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!