Najważniejsze koncerny motoryzacyjne już od dawna przenoszą produkcję nie tylko poza Niemcy, ale w coraz większym stopniu również poza Europę. Zakaz silników spalinowych i bezsensowne cele Zielonego Ładu mają toksyczny wpływ na gospodarkę.
Wystąpienie Döllnera u boku Donalda Trumpa było przemyślanym posunięciem marketingowym Audi. Już kilka godzin później jego wartość można było wyrażać w milionach euro. Być może znajdzie się jakiś ekosocjalista, który czyta „Spiegla” lub „Die Zeit” i nadal jeździ starym Audi.
Jednak klienci, którzy jeżdżą w Niemczech drogimi SUV-ami, kombi lub limuzynami Audi, z reguły dysponują zapewne takim wyczuciem ekonomicznym, którego niemieckiemu drobnomieszczaństwu, a także niejednemu politykowi SPD, Zielonych, FDP i innych ugrupowań, całkowicie już brakuje.
Dwa kompleksy niższości w kraju moralnych mistrzów świata
Niemcy postanowili zejść ze sceny jako niepokonani mistrzowie świata w dziedzinie moralności. Fala oburzenia jest ogromna, a mieszają się w niej dwa kompleksy niższości.
Pierwszy wynika z niepowodzeń gospodarczych. Niemcy tkwią w stagnacji od ośmiu lat, a ten niewielki wzrost, który obecnie zaczyna się rysować, wynika po prostu z faktu, że za rządów Friedricha Merza kraj zadłużył się na nowo na kwotę 900 miliardów euro.
Drugi kompleks polega na tym, że dyrektor generalny z Niemiec, działający na globalnym rynku, po prostu nie może podporządkowywać się moralnym oczekiwaniom tej właśnie wyższej klasy średniej. W ciągu ostatnich 15 lat nie tylko zniszczyła ona cnoty pracowitości i obowiązkowości, które towarzyszyły niemieckiemu cudowi gospodarczemu, lecz także osłabiła jego oddziały innowacyjne w nauce i badaniach, podważyła instytucjonalne warunki prowadzenia polityki gospodarczej, a wreszcie zniszczyła kulturę celebrowania sukcesu ekonomicznego.
To, że nawet gazety ekonomiczne ostro krytykują znakomite wystąpienie Döllnera u boku prezydenta USA Donalda Trumpa, wynika z faktu, że wszystkie one stały się w Niemczech częścią tego samego środowiska. Środowiska, które przedstawia upadek Niemiec jako moralne zwycięstwo. Można by, nieco cynicznie, powiedzieć, że zagłada niemieckiej gospodarki jest ostatecznym zwycięstwem, jakie w Niemczech odniosła antykapitalistyczna moralność.
Jako gość jednej z najbardziej innowacyjnych na świecie fabryk silników elektrycznych autor tego komentarza mógł niedawno na własne oczy zobaczyć w Marienfelde, co udaje się Mercedesowi, gdy firma uwalnia się od ciasnych ograniczeń drobnomieszczańskiej moralności. Niemieckie innowacje wciąż istnieją. AMG ponownie zajmuje pierwsze miejsce w dziedzinie silników elektrycznych. I to bezdyskusyjnie.
Nadal istnieje również niemiecki przemysł motoryzacyjny. Firmy Audi, BMW, Mercedes i Porsche robią obecnie wszystko, co w ich mocy, aby ponownie dołączyć do grona najlepszych producentów na świecie.
Odwaga szefa Audi
Kto jednak rozmawia z dyrektorem ds. produkcji Mercedesa i dowiaduje się, że w Rumunii stawki godzinowe wynoszą 17 euro, podczas gdy w Niemczech przekraczają 70 euro, a IG Metall odmawia nawet rozmów o 40-godzinnym tygodniu pracy, ten wie, że za moralnością kryją się również lenistwo, wygodnictwo i próżna forma arogancji. Arogancji, która już dawno odwróciła się od globalnych mechanizmów światowego rynku.
Gernot Döllner jest odważnym dyrektorem generalnym. Radykalnie zmienia język stylistyczny Audi, zdecydował się na wejście do Formuły 1, a teraz ryzykuje również ataki ze strony niemieckiego rynku macierzystego, który pod względem politycznym przesunął się głęboko na lewo.
Być może właśnie to stanowi nowy, dobry wizerunek Audi: budowanie samochodów dla ludzi sukcesu, którym robi się niedobrze na widok moralnych mistrzów świata, którzy sami nie potrafią niczego osiągnąć we własnym życiu. Przewaga dzięki technice – dla tej nastawionej na sukces mieszczańskiej klasy średniej i wyższej, która obecnie nie czuje już, że ma polityczną reprezentację.
Wszyscy rozsądni Niemcy, a przynajmniej podatnicy, którzy wpłacają do budżetu więcej, niż otrzymują, powinni być wdzięczni Döllnerowi, jeśli uda mu się dzięki temu ocalić przynajmniej najważniejsze miejsca pracy w Ingolstadt.
Jeszcze ważniejsza byłaby jednak polityka reprezentująca mieszczańskie centrum, która ponownie umożliwiłaby produkowanie w Niemczech w sposób tani, wydajny i konkurencyjny. Jesteśmy od tego oddaleni o lata świetlne.
O tym należałoby dyskutować. A nie o wystąpieniu Döllnera u boku Trumpa.