• W pełni autonomiczne samochody to jeszcze odległa przyszłość – aby dobrze jeździły potrzebne są ogromne ilości danych zebranych na całym świecie
  • Testowe Mercedesy przemierzają cały świat gromadząc informacje o nietypowych sytuacjach
  • Na początek samochody autonomiczne będą w stanie poruszać się tylko po dobrze opisanych drogach szybkiego ruchu

Mercedes chwali się niebywałymi osiągnięciami, jeśli chodzi o autonomiczną jazdę. Nie są to jednak medialne wyczyny w rodzaju „przejechaliśmy całe Las Vegas bez dotykania kierownicy”. Tego prototypowa klasa S jeszcze nie potrafi, ponieważ to nie jest pojazd, który ma stworzyć medialne show, lecz auto do ciężkiej roboty. Jego zadaniem jest analizowanie świata i zbieranie danych. W tej roli spełnia się znakomicie, a jego możliwości są naprawdę imponujące.

Zbieranie danych to priorytet

Podczas targów elektroniki konsumenckiej CES w Las Vegas, Mercedes umożliwił jazdy tą właśnie, testową klasą S. Jest ona naszpikowana elektroniką, która pomaga koncernowi zbudować prawdziwie autonomiczny samochód. Było to naprawdę ciekawe wrażenie, bo o ile samochód z zewnątrz wygląda zupełnie normalnie, to na pokładzie dźwiga komputery, rejestratory danych i sprzęt wideo. Auto za pomocą radarów i innych czujników nieustannie analizuje otoczenie, jednocześnie rejestrując wszystkie wykrywane obiekty oraz obraz z kamer umieszczonych dookoła nadwozia.

Podczas jazdy dane te można na bieżąco analizować, spoglądając na umieszczony na centralnej konsoli, duży monitor podłączony do komputera. Na pokładzie jest zresztą klawiatura, dzięki której można uruchamiać oprogramowanie i wpływać na jego działanie. Na monitorze nieustannie widzimy wykres pokazujący podstawowe parametry jazdy odczytywane z komputera pokładowego. Ciekawsze jest jednak graficzne odwzorowanie odczytów z czujników, które odgrywają rolę oczu samochodu. Co ciekawe, czujniki te są o wiele bystrzejsze niż oczy kierowcy.

Samochód zobaczy wszystko

Na ekranie widzimy pieszych i to nawet w dużej odległości – w postaci niewielkich kresek, których ułożenie wskazuje przewidywany kierunek poruszania się oraz prędkość. Na tej podstawie elektronika szacuje, czy pieszy może wkroczyć na jezdnię i znaleźć się przed samochodem. Określa, czy stanowi on zagrożenie, czy nie.

Inne, nieco większe kreski to przede wszystkim samochody: niektóre jadą tak jak my, inni po przeciwnym pasie. Na skrzyżowaniach widzimy też ruch poprzeczny. Linia wskazuje kierunek i zwrot, a jej wielkość oznacza też prędkość poruszania się obiektu. Komputer wszystko przelicza i stara się przewidzieć trajektorię, by wychwycić ewentualne zagrożenie kolizją.

Jest też i obraz naszego auta wraz z trzema długimi liniami, które pokazują, jak komputer szacuje naszą dalszą ścieżkę – m.in. na podstawie danych o skręcie kół, ułożeniu pasów ruchu i sposobie poruszania się innych pojazdów na drodze. Widać też wirtualne wyobrażenie pasów ruchu, które stara się rozpoznawać zamontowana z przodu kamera.

Terabajty danych z całego świata

Gromadzonych danych jest oczywiście tak wiele, że trudno byłoby je wszystkie zapisywać w sposób ciągły. Rejestrowane jest więc, jak w popularnych pokładowych wideorejestratorach, tylko ostatnie 30 sekund. Gdy na drodze dzieje się coś ciekawego, wystarczy nacisnąć przycisk, by na pokładowy dysk zgrać około 30 GB danych. W ten sposób kierowcy testowi i inżynierowie Mercedesa zbierają informacje z całego świata.

Mercedesy klasy S wyposażone w rejestratory jeździły bowiem w wielu różnych krajach: w Chinach, RPA, Australii, USA oraz oczywiście w Niemczech. Co ciekawe, podczas jazd testowych klasy S zawitały też do Polski, po drodze do krajów Bałtyckich przez Warszawę. Słyszałem, że w stolicy naszego kraju doskonale przetestowano reakcje auta na nietypowe zachowania kierowców. To bezcenne dane.

Takich informacji dostarcza jednak cały świat. Przykładowo w Australii natrafiono na drodze na małego żółwia, którego system kamer i czujników nie potrafił wykryć. Pakiet danych zgromadzonych w tej sytuacji – jak podkreślają inżynierowie – jest bezcenny. Dzięki niemu system autonomicznej jazdy może nauczyć się rozpoznawania małych, poruszających się obiektów, jak np. jeż, wspomniany żółw, czy też piłka, po którą może wbiec na drogę dziecko.

Informacji ciągle jest za mało

Danych, potrzebnych do w pełni autonomicznej jazdy potrzeba jednak zdecydowanie więcej. To algorytmy rozpoznawania znaków drogowych – na całym świecie są ich tysiące, różnych oznaczeń pasów ruchu, a także nietypowych sytuacji. Przedstawiciele Mercedesa przytaczają jako przykład amerykańskie autobusy szkolne, które zatrzymują się i fakt ten sygnalizują za pomocą migających świateł. Autobusów tych nie można ani wyprzedzać, ani mijać jadąc z naprzeciwka. System musi więc odpowiednio zareagować.

Jak pokazano mi podczas prezentacji prototypowej klasy S, elektronika musi też prawidłowo reagować na bardzo nietypowe zdarzenia, jak np. dziwnie namalowane pasy, których znaczenia nie znają nawet mieszkańcy danego miasta (np. specjalne wysepki dla rowerzystów, z których jednak nikt nie korzysta).

Ostatni problem, o jakim nam wspomniano (choć na pewno nie ostatni w ogóle) to GPS, a konkretnie jego spora niedokładność. Precyzja danych systemu autonomicznego musi być liczona w centymetrach, podczas gdy GPS i mapy satelitarne stosowane w nawigacji są dokładne w skali kilku metrów. Podczas jazd klasami S z odpowiednim sprzętem na pokładzie zbierane są zatem interesujące dane o obiektach, które można traktować jako punkt odniesienia, np. domach albo betonowych słupach wiaduktów. Dzięki tym informacjom w przyszłości autonomiczne auta będą mogły korzystać z bardziej precyzyjnych informacji o drodze. Samochód nie może przecież wykonać skrętu na skrzyżowaniu z dokładnością do trzech metrów...

Autonomiczne auta? To nie jest kwestia kilku lat

A kiedy pierwsze pojazdy autonomiczne będą samodzielnie jeździć w mieście? Nie nastąpi to prędko, choćby ze względu na brak wspomnianych już, precyzyjnych map. Mercedes podczas jazd swoimi testowymi klasami S najwięcej informacji zebrał w okolicach swojej centrali w Stuttgarcie oraz na niemieckich autostradach. Widać to na GPS-owej mapce pokazującej wszystkie trasy testowych pojazdów. Inżynierowie Mercedesa potwierdzają więc: autonomiczne auta tej marki najwcześniej pojawią się właśnie w Stuttgarcie. To jednak kwestia co najmniej kilku lat.