Analizy wykazują, że gwałtowny wzrost cen ropy naftowej na światowych rynkach napędzają głównie obawy o trwałość dostaw z Zatoki Perskiej, przez Cieśninę Ormuz, która odpowiada za ok. 20 proc. światowego handlu ropą i transport ok. 20 mln baryłek tego surowca dziennie, po tym, jak w sobotę, 1 marca 2026 r. rano zaczął się atak na Iran. Część analityków ocenia, że rynek coraz poważniej rozważa scenariusz, w którym ceny ropy mogłyby w krótkim czasie przetestować barierę 100 dolarów za baryłkę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Poznaj kontekst z AI
Czy są obawy o braki paliwa na stacjach?
Jak długo mogą trwać podwyżki cen paliw?
Skąd Polska sprowadza ropę naftową?
Czy istnieją zapasy paliwa w Polsce?
O tę sytuację, jej przyczyny i skutki, które można już w tej chwili przewidzieć, i o takie, których przewidzieć się jeszcze nie da, zapytaliśmy Starszego Analityka Rynku Paliw z firmy Reflex, Urszulę Cieślak, która uspokaja polskich kierowców i tłumaczy, dlaczego nie warto poddawać się zbytniej panice na stacjach paliw oraz stara się — choć jeszcze w tej chwili jest to niezmiernie skomplikowane i obarczone ryzykiem dużego błędu — prognozować ceny paliw, jakie będą czekać nas na stacjach w najbliższej przyszłości.
Czy ceny paliw na stacjach drastycznie wzrosną?
Urszula Cieślak mówi nam, że tak samo, jak ceny ropy mogą wzrosnąć — a uzależnione będzie to od tego, jak długo będzie trwać konflikt i jak długo przepływ ropy naftowej przez cieśninę Ormuz będzie zablokowany — tak samo mogą spaść.
W najbliższym czasie można więc z równie dużą dozą prawdopodobieństwa, bo na obecnym — początkowym etapie konfliktu, trudno mówić o jakiejkolwiek pewności co do prognoz, można więc mówić albo o wzroście cen ropy do poziomu 100 dol. za baryłkę, może nawet 120 dol., jak i o powrocie do cen na poziomie 70 dol. za baryłkę, a tyle jeszcze niedawno kosztował ten surowiec. Przede wszystkim bowiem warto pamiętać, że nawet tak intensywny konflikt, jaki ma teraz miejsce w Zatoce Perskiej, nie oznacza, że już nigdy nie wrócimy do poziomu sprzed jego wybuchu.
Niemniej jednak aktualnie reakcja rynku jest raczej nerwowa — ceny ropy Brent (Brent to marka ropy naftowej, która jest jednym z najważniejszych rodzajów ropy naftowej na świecie i jest szeroko stosowana w przemyśle petrochemicznym. Jest ona jednym z głównych surowców, na których opierają się rynki energii i jest używana do określania cen ropy naftowej na całym świecie) już wzrosły powyżej 80 dolarów za baryłkę. Przy czym na rynku obecnie jest lekkie "wyhamowanie", ale jest to jedna z pierwszych reakcji po weekendzie, podczas którego doszło do konfliktu w Zatoce Perskiej.
Ze względu na różnicę czasu, nie wiadomo natomiast jeszcze jednak, jak na te wydarzenia zareaguje giełda amerykańska. Na ten moment jedyne, co jest pewne to duża zmienność i dynamika. Niestety raczej ta zmienność może się utrzymać w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin — przynajmniej, bo na wstępnym etapie konfliktu w zasadzie każda informacja, jaka pojawi się — może w jakiś sposób wpłynąć na reakcję rynku na wzrost albo spadek cen. Na razie jesteśmy na zbyt wczesnym etapie wydarzeń na Bliskim Wschodzie, aby móc prognozować coś więcej, a w szczególności podawać konkretne wartości czy ceny.
Patrząc jedna na to, co już w tej chwili widać i biorąc pod uwagę, że jeszcze przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie (np. pod koniec lutego, o czym zresztą pisaliśmy w materiałach — Diesel przebił psychologiczną barierę. W marcu kolejne podwyżki cen paliw oraz — Ceny paliwa znów w górę. Eksperci podali, ile zapłacimy za benzynę, diesla i LPG), ceny ropy naftowej rosły. Warto zwrócić uwagę, że konflikt ten nie wydarzył się nagle — całkowicie z zaskoczenia. Jeszcze przed nim, kiedy sytuacja zaostrzała się, w cenach ropy było "zawarte ryzyko" zarówno samego konfliktu, który mógł się wydarzyć, jak i ryzyko "zablokowania" Cieśniny Ormuz. Odbicie w cenach ropy było widać po każdej rundzie rozmów Iran — USA. "Premia geopolityczna" była już w cenach ropy uwzględniana wcześniej, z tym że w wysokości raczej kilku dolarów w cenie jednej baryłki. Teraz jednak w momencie otwarcia giełdy już po rozpoczęciu konfliktu, ropa drożeje o ok. sześć dolarów na baryłce.
Tankowanie oleju napędowego – zdjęcie ilustracyjneŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Nie tym jednak powinniśmy martwić się najbardziej. Bardziej niepokojący jest wzrost cen oleju napędowego, oleju opałowego i generalnie całej grupy olejów, ponieważ w ich przypadku wzrosty cen osiągają aż kilkanaście proc. Dla porównania aktualnie ropa drożeje o osiem proc., a oleje podrożały już o 18 proc. Dlatego, jeśli chodzi o prognozowanie potencjalnego wzrostu cen — to właśnie bardziej ten wzrost cen odczujemy na stacjach paliw (w cenach produktów gotowych), a nie wzrost cen ropy, z tym że benzyna podrożeć ma w mniejszym stopniu niż olej napędowy. W przypadku tego paliwa skala importu z rejonu Zatoki Perskiej, a zwłaszcza z Arabii Saudyjskiej jest bowiem dość duży, i rynek reaguje w ten właśnie sposób na możliwość zakłóceń w jego transporcie, zwłaszcza w związku z zablokowaniem Cieśniny Ormuz, przez którą transportowana jest znaczna część ropy naftowej i paliw, albo produktów pośrednich. O możliwych skutkach blokady Cieśniny Ormuz piszemy w materiale — Wróci 8 zł za litr benzyny? To, co dzieje się w cieśninie Ormuz, zaraz odczujemy.
Aczkolwiek Cieśnina Ormuz, choć zablokowana w ramach odwetu za zaatakowanie Iranu przez Stany Zjednoczone i Izrael, ma ogromne — wręcz kluczowe — znaczenie także dla samego Iranu. Podsumowując więc — wzrost cen ropy na świecie na pewno przełoży się na ceny na polskim rynku. Przy tym poziomie wzrostu cen ropy, z jakim mamy aktualnie do czynienia, biorąc pod uwagę, że obecnie również złotówka — co prawda nieznacznie, ale jednak — traci na wartości, co wzmacnia skalę podwyżek cen, można być prawie pewnym, że od 3 marca 2026 r. będziemy mieć już do czynienia ze wzrostem hurtowych cen paliw.
Warto teraz tankować na zapas? Czy zabraknie paliwa na stacjach?
Wzrost cen i to możliwe, że gwałtowny, dość naturalnie wiąże się z ryzykiem "paniki" wśród kierowców, którzy będą chcieli jak najszybciej — jeszcze przed wzrostem cen detalicznych — zatankować samochody, albo dotankować ile się da, a nawet napełnić na zapas kanistry. Jest to dość zrozumiałe, bo w przypadku oleju napędowego podwyżki cen mogą być naprawdę odczuwalne — może być to 40 - 50 gr więcej na litrze ON. Takie zjawisko może zresztą wystąpić nawet już bez dalszego wzrostu cen. Jeśli nawet hurtowe ceny paliw wzrosną "tylko" o 30-40 groszy na litrze, to jest to wzrost, którego żaden właściciel stacji paliw nie weźmie na siebie, a to odbije się na realnych podwyżkach cen na stacjach. Można być zatem pewnym, że wzrost cen paliw jeszcze w tym tygodniu nastąpi. Kwestią sporną jest jedynie — jak duży.
Urszula Cieślak, Starszy Analityk Rynku Paliw, mówi nam jednak, że, co prawda motywacje kierowców, co do chęci zatankowania "na zapas" są w pełni zrozumiałe, bo zapewne doskonale pamiętają sytuację, jaka miała miejsce, choćby kiedy tuż za naszą granicą wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie, to uspokaja, że teraz sytuacja jest jednak inna. Warto pamiętać, że jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwać jakiś czas, powiedzmy — nawet trzy, cztery tygodnie, to Polska ma zapasy paliwa. W naszym kraju działa bowiem gospodarka zapasowa, którą stosuje się właśnie dlatego, aby Polacy byli zabezpieczeni przed nagłymi następstwami takich konfliktów, jaki właśnie wybuchł na Bliskim Wschodzie.
Tankowanie samochodu - zdjęcie ilustyracyjneŹródło: Auto Świat
Polscy kierowcy zabezpieczeni są pod względem paliwowym na aż 90 dni — zarówno, jeśli chodzi o paliwa, jak i o samą ropę naftową. Dodatkowym zabezpieczeniem polskiego rynku paliw jest dywersyfikacja dostaw. Inaczej niż wcześniej, do naszego kraju niecałe paliwo płynie z Bliskiego Wschodu, choć faktycznie np. z Arabii Saudyjskiej i tamtego regionu sprowadzamy stosunkowo dużo ropy naftowej. Dużo ropy sprowadzamy jednak także z innych kierunków — np. ze Stanów Zjednoczonych i z krajów Europejskich. Dywersyfikacja dostaw jest więc w przypadku aktualnego konfliktu na Bliskim Wschodzie nieco inna, niż w przypadku wcześniejszych konfliktów, które odbijały się negatywnie na cenach paliw i w sytuacji na stacjach. Ponadto warto do tankowania na zapas warto podchodzić jednak z dystansem, bo tym razem najprawdopodobniej tak samo, jak poprzednim razem, czyli podczas "paniki na stacjach" wywołanej atakiem Rosji na Ukrainę, tak i teraz wzrost cen będzie się utrzymywać kilkanaście dni, po czym ceny spadły, ponieważ okazało się, że nie tylko Rosja jest źródłem ropy naftowej i można ją z powodzeniem kupić również gdzie indziej, i rynek się uspokoił. Ceny co prawda ceny wtedy — prawdopodobnie tak samo będzie i teraz — pozostały już na nieco wyższym poziomie, ale paliwa nie zabrakło, a ceny także nieustannie nie wzrastały.
Podobne zdanie, co do bezpieczeństwa paliwowego Polski ma zresztą również Orlen, który poinformował PAP, że obecnie nie widzi zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw do Polski ani dla funkcjonowania rafinerii, ponieważ firma nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz. Koncern zaznaczył też, że na bieżąco monitoruje sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie.
Ostatnim czynnikiem, który powinien uspokoić kierowców zaniepokojonych o to, czy zabraknie paliwa na stacjach, jest fakt, że konsekwencje zablokowania Cieśniny Ormuz nie odbijają się wyłącznie na rynku światowym. Taka blokada działa niekorzystnie także na sam Iran, w którego sferze zainteresowań gospodarczych jest przywrócenie transportów odbywających się na tej trasie.