• W Warszawie były właściciel pojazdu miał pokryć wysokie koszty związane z usunięciem auta
  • Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
  • Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzję i uznał, że zostało naruszone prawo procesowe i materialne

Wydawać by się mogło, że w kwestii kosztów związanych z usuwaniem źle zaparkowanych pojazdów nie ma żadnych wątpliwości. Zgodnie z prawem odpowiedzialność za samochód, w tym za wspomniane koszty usunięcia źle zaparkowanego auta, ponosi jego właściciel. W tym przypadku istotne jest to, kto był właścicielem w momencie wydania dyspozycji usunięcia pojazdu.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

33 tys. zł kosztów za auto należące do kogoś innego

Mając na uwadze powyższe zasady, tym bardziej może dziwić przypadek z Warszawy, w którym kosztami usunięcia obciążono byłego już właściciela pojazdu odsprzedanego innej osobie. Sprawa jest o tyle poważna, że mówimy o kwocie 33 tys. zł, tyle bowiem wyniosły wszelkie koszty powstałe od momentu dyspozycji usunięcia auta do zakończenia postępowania.

Do sprawy włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) Marcin Wiącek, który zaskarżył decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) o odmowie stwierdzenia nieważności decyzji prezydenta miasta w sprawie ww. kosztów. RPO zarzucił m.in., że decyzja została wydana z naruszeniem art. 130a ust. 10 ustawy z 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym w związku z art. 365 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego poprzez jego błędną wykładnię.

Informacja była w CEPiK, ale skorzystał z niej dopiero prezydent miasta

RPO przypomina, że zgodnie z art. 130a ust. 1 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym pojazd usuwany jest z drogi na koszt właściciela w przypadku pozostawienia pojazdu w miejscu, gdzie jest to zabronione i utrudnia ruch lub w inny sposób zagraża bezpieczeństwu. W tym konkretnym przypadku były już właściciel pojazdu informował Zarząd Dróg Miejskich (ZDM), że sprzedał auto, co potwierdziła weryfikacja w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK).

Co ciekawe, prezydent miasta wystąpił do SKO o rozważenie możliwości wszczęcia z urzędu postępowania ws. stwierdzenia nieważności decyzji ZDM, ale SKO odmówiło stwierdzenia nieważności tej decyzji, powołując się na związanie organu administracji postanowieniem Sądu Rejonowego o przepadku pojazdu. Zdaniem RPO decyzja ta zapadła z naruszeniem przepisów prawa, bo istota sporu sprowadzała się m.in. do rozstrzygnięcia, czy obywatel był właścicielem pojazdu w dniu wydania dyspozycji jego usunięcia.

RPO podkreśla, że postanowienie sądu nie ustaliło w sposób wiążący dla organów administracji, że obywatel był właścicielem pojazdu w dniu jego usunięcia, chociaż taka informacja była dostępna w CEPiK. Organ administracyjny miał obowiązek wyjaśnić, kto był właścicielem, ale tego nie zrobił, bo oparł się wyłącznie na postanowieniu sądu. Co więcej, tę informację pominęło nawet SKO, chociaż zweryfikował ją prezydent miasta, który nawet złożył wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji ZDM wobec skierowania jej do osoby faktycznie niebędącej stroną w sprawie.

WSA przyznaje rację Rzecznikowi Praw Obywatelskich

W drugiej połowie maja br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie po zapoznaniu się ze skargą RPO uchylił decyzję SKO dotyczącą odmowy stwierdzenia nieważności decyzji ZDM. Wyrok nie jest prawomocny, ale w ocenie WSA skarga zasługuje na uwzględnienie, bo zakwestionowana decyzja dotknięta jest naruszeniem prawa procesowego, a także prawa materialnego.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że były właściciel pojazdu zgłosił jego sprzedaż w czerwcu 2012 r. Tym samym potwierdził, że od początku marca 2011 r. samochód należał już do innej osoby. Tymczasem organ administracyjny wydał decyzję dopiero w listopadzie 2018 r. i niemal cztery lata później, we wrześniu 2022 r., dopiero Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy zweryfikował informacje zawarte w CEPiK.