"Zgadzam się, że muszą nastąpić zmiany w systemie egzaminowania i szkolenia kierowców. Przygotowujemy się do tego, mam przygotowaną ustawę, w szczegółach zaprezentuje ją pan minister Stanisław Bukowiec, który jest odpowiedzialny za ten obszar Ministerstwa Infrastruktury" — zapowiedział 27 marca, podczas wywiadu w RMF FM minister infrastruktury Dariusz Klimczak, dodając, że zmiany mają być głębokie. Z niecierpliwością czekam więc na to, co wkrótce ma się pojawić w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów, ale szczerze mówiąc, nie spodziewam się po projekcie zbyt wiele.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jak wygląda egzamin na placu manewrowym?
Pomysł rezygnacji z części egzaminu przeprowadzanej na placu manewrowym to nic nowego. W ciągu ostatnich lat i tak liczba zadań do wykonania na placu manewrowym, przed wyjazdem do miasta, wyraźnie się skurczyła — jeszcze na początku lat dwutysięcznych kursant zdający na prawo jazdy kategorii B musiał nie tylko przejechać kawałek do przodu i do tyłu i ruszyć pod górkę, tak jak ma to miejsce dziś, ale też zaparkować auto tyłem i równolegle czy cofać się po łuku.
Jakie plany ma rząd względem egzaminów na prawo jazdy?
Już w 2024 r. informowaliśmy o tym, że Ministerstwo Infrastruktury, odpowiadające za system szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców, ogłosiło przetarg na "Analizę istniejących rozwiązań w wybranych obszarach bezpieczeństwa ruchu drogowego w niektórych krajach członkowskich UE". Zgodnie z wymogami przetargu, analiza miała dostarczyć informacji o sposobach przeprowadzania egzaminów w innych krajach, a przede wszystkim wyjaśnić kwestię, jakie w innych krajach obowiązują zasady "szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców kat. A i B w tym z wykorzystaniem infrastruktury polskiego odpowiednika placu manewrowego i wykonywanych na nim zadaniach".
Można było sprawę uprościć i zapytać u źródła — CIECA (fr. Commission Internationale des Examens de Conduite Automobile) czyli organizacja zrzeszająca podmioty odpowiedzialne za szkolenie i egzaminowanie kierowców, od lat stoi na stanowisku, że egzaminy na placach manewrowych nie mają żadnego wymiernego wpływu na bezpieczeństwo.
Ministerstwo analizy nie dostało z powodu "braku możliwości wyboru najkorzystniejszej oferty" — o czym w ubiegłym roku informował posłów wspomniany wcześniej wiceminister Stanisław Bukowiec. Dobre i to, bo pewnie dzięki temu w budżecie resortu zostało trochę pieniędzy. Nie trzeba zbyt wiele wysiłku, żeby się przekonać, że w znakomitej większości krajów po prostu nie ma już "odpowiedników placów manewrowych". Ba! W wielu krajach nie ma też instytucji, które mogłyby zostać uznane za bezpośrednie odpowiedniki polskich Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, odpowiedzialnych za przeprowadzanie egzaminów.
Ekspert ocenia system egzaminów na prawo jazdy w naszym krajuKatine Design / Shutterstock
Ile jest w Polsce WORD-ów? To cała wielka sieć
Choć województw mamy 16, to WORD-ów, czyli Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, i ich filii mamy dziś w Polsce ponad 80. Ma to swoje uzasadnienie, bo przynajmniej w teorii, kandydaci na kierowców nie muszą daleko jeździć na egzamin. Każdy WORD ma budynek, duży plac, zatrudnionych egzaminatorów, pracowników biurowych i technicznych oraz park pojazdów egzaminacyjnych: jednośladów, samochodów osobowych, przyczep, aut ciężarowych, ciągników. Ten system jest wart w skali kraju miliardy!
Oczywiście, przynajmniej w teorii, działalność WORD-ów nie ogranicza się wcale do egzaminowania kandydatów na kierowców, ich misją jest też działalność edukacyjna dotycząca bezpieczeństwa drogowego.
Ile osób zdaje na prawo jazdy i jaka jest zdawalność?
Żeby ten rozbudowany system działał i przynosił pieniądze, potrzebni są kandydaci na kierowców — ale tych nie ma wcale aż tak wielu, w ubiegłym roku do egzaminu na prawo jazdy kategorii B przystąpiło ok. 690 tys. osób. Od lat wśród młodych ludzi zainteresowanie zdobywaniem uprawnień do prowadzenia aut raczej maleje.
Żeby interes się kręcił, zdawalność nie może być duża, bo dzięki temu na większości chętnych można zarabiać po kilka razy — każde podejście do egzaminu kosztuje 57 zł za część teoretyczną i 230 zł za część praktyczną. W dużych ośrodkach zdawalność egzaminów to ok. 30 proc. w części praktycznej, ale są ośrodki, gdzie zdaje co piąty kursant i takie, w których zdawalność jest zbliżona do 50 proc., mimo że teoretycznie zasady i warunki wszędzie powinny być takie same.
Tajemnicą poliszynela jest fakt, że sporym zainteresowaniem cieszą się WORD-y w mniejszych ośrodkach. W małym miasteczku, z trzema światłami i pięcioma skrzyżowaniami na krzyż, bez torów tramwajowych czy wielkich rond zdać jest znacznie łatwiej niż w dużym mieście — turystyka egzaminacyjna kwitnie, a przecież WORD-ów miało być dużo, żeby ludzie nie musieli do nich daleko dojeżdżać. No i nie muszą, ale chcą.
Egzaminator nagle przerwał egzamin na prawo jazdy. Kursant był nietrzeźwy. Zdjęcie ilustracyjneKrzysztof Dabkowski / Shutterstock
Jak egzaminują kierowców w innych krajach?
Jak to wygląda w innych krajach? W Niemczech nie ma żadnych federalnych czy landowych ośrodków egzaminacyjnych — do egzaminów teoretycznych można przystępować w placówkach TÜV i Dekry, czyli specjalistycznych stowarzyszeń zajmujących się nadzorem technicznym, tych samych, które odpowiadają za przeglądy aut. To nie są organizacje państwowe ani samorządowe, ale zostały przez państwo upoważnione do przeprowadzania egzaminów państwowych. Nie jest potrzebna flota pojazdów egzaminacyjnych, bo kursant zdaje egzamin praktyczny autem szkoły nauki jazdy, w której się przygotowywał.
We Francji egzaminy teoretyczne na prawo jazdy zdawać można w prywatnych, certyfikowanych placówkach, a egzaminy praktyczne przeprowadzają egzaminatorzy mający status urzędników państwowych. Do egzaminów wykorzystywane są pojazdy certyfikowanych szkół nauki jazdy (można odpowiednio wyposażone auto także wynająć). Placu manewrowego nie ma, bo... nie ma odpowiednika WORD-u.
W Holandii za egzaminy odpowiadają filie urzędu pod nazwą CBR (Centraal Bureau Rijvaardigheidsbewijzen — Centralny Urząd do Spraw Praw Jazdy), ale tam też nie ma ani placów manewrowych, ani aut egzaminacyjnych — kursanci zdają egzaminy, korzystając z aut swoich szkół nauki jazdy.
To tylko kilka przykładów, ale krajów, gdzie wciąż wykonywane są egzaminy na placach manewrowych, ze świecą szukać — no, chyba że spojrzymy na Wschód, bo taki system wciąż funkcjonuje np. w Rosji.
To nie prawda, że tylko w Polsce są jeszcze egzaminy na placach manewrowych. W Rosji też tak to działaShutterstock/Maximillian cabinet
Póki jednak istnieją WORD-y w obecnej formie, to opór materii będzie potężny, a i zdawalność egzaminów znacząco nie wzrośnie, podobnie jak nie poprawi się poziom wyszkolenia kierowców. Bo dziś kursantów szkoli się, w najlepszym razie, jak zdać egzamin, a nie jak jeździć.
Zlikwidowanie egzaminów na placach manewrowych to krok w dobrym kierunku, ale może już czas na poważnie wrócić do pomysłu obowiązkowych szkoleń dla początkujących kierowców, które miały się odbywać na profesjonalnych torach Ośrodków Doskonalenia Techniki Jazdy — niedawno minęło 10 lat od pierwotnie planowanego terminu wdrożenia tych przepisów w życie.