Samochody, które po wypadkach powinny trafić na złom, auta z cofniętym licznikiem czy pojazdy zamieniające się w komorę gazową po uruchomieniu silnika — to codzienność, z którą spotyka się wiele osób chcących kupić używane auto. Jak podaje AAA Auto, z około 240 tys. aut trafiających rocznie do punktów skupu tej firmy, tylko co trzecie spełnia wszystkie wymogi. Potem te odrzucone auta są sprzedawane na własną rękę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
- Przeczytaj także: Niemcy ostrzegają: w tych autach używanych najłatwiej trafić na przekręcony licznik
Jak bardzo złe samochody są na rynku?
Oczywiście, nie każda nietypowa modyfikacja musi oznaczać próbę oszustwa. Jednak wiele przeróbek, zwłaszcza gdy połączone są z użyciem taśmy klejącej, powinno być natychmiast usuniętych, bo nie tylko z reguły nie pasują do samochodu, ale mogą też stanowić zagrożenie. Petr Vaněček, dyrektor generalny AURES Holdings, opisuje przypadek Volkswagena Golfa, którego silnik był tak zalany olejem, że zabezpieczał nawet przednią oś pojazdu. Takie egzemplarze są natychmiast odrzucane przez skup.
Okazuje się, że większość prób sprzedaży aut w złym stanie pochodzi od handlarzy, którzy z tego żyją, a nie od zwykłych kierowców. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ponad 60 proc. oferowanych samochodów nie przechodzi procesu weryfikacji, a te auta później trafiają do ogłoszeń, stając się pułapką dla nieświadomych kupujących.
Co próbują ukryć właściciele samochodów używanych?
Jak podaje AAA Auto, w punktach skupu tej firmy regularnie pojawiają się samochody, które ubezpieczyciele uznali za szkody całkowite — auta całkowicie zniszczone w wypadkach i nieopłacalne do naprawy. Nie brakuje też "fachowców", którzy potrafią tak złożyć pojazd, by na pierwszy rzut oka wyglądał bardzo dobrze, jednak eksperci od razu rozpoznają takie auto i bezwzględnie je odrzucają.
Znawcy samochodów wiedzą, gdzie patrzeć, aby odkryć, czy z samochodem działo się coś złego. Nawet jeśli z zewnątrz auto wygląda dobrze, jego bezpieczeństwo może być poważnie zagrożone, ponieważ elementy konstrukcyjne i systemy wspomagające są często nieodwracalnie uszkodzone. Może to mieć tragiczne skutki podczas kolejnego wypadku. Niestety, takie samochody i tak trafiają na sprzedaż, ale robi to właściciel już na własną rękę. W końcu znajdzie on kupca, który uwierzy na słowo i kupi problematyczny egzemplarz.
Komis samochodowy to miejsce, gdzie trzeba szczególnie uważać. Można trafić na dobry samochód, ale także pudrowanego trupaAuto Świat
Czasem właściciele nawet nie wiedzą o wadach
Jednym z przykładów, jakie podaje firma, był dziewięcioletni Hyundai i30 z silnikiem 1.6 CRDi i przebiegiem 150 tys. km. Samochód był zadbany i wydawał się idealny dla rodziny, jednak w rzeczywistości został wcześniej uznany przez ubezpieczyciela za szkodę całkowitą, miał trzy drobne naprawy, nieszczelne wtryski oraz różne opony — letnie z przodu i zimowe z tyłu, co jest niebezpieczne. Handlarz próbował sprzedać ten samochód poprzez podstawienie żony, jednak próba ta zakończyła się niepowodzeniem.
Podobna sytuacja dotyczyła Skody Octavii II generacji w wersji RS z 2007 r. i silnikiem 2.0 TFSI. Samochód prezentował się atrakcyjnie, jednak specjaliści rzeczoznawcy ustalili, że realny przebieg wynosił około 280 tys. km, a silnik był już mocno wyeksploatowany. Auto miało zaawansowaną korozję i praktycznie nadawało się na złom. Klientem był sześćdziesięcioletni mężczyzna, który latem poprzedniego roku kupił pojazd od osoby sprowadzającej auta z Niemiec, nie zdając sobie sprawy z jego faktycznego stanu. Po kilku miesiącach zorientował się, że coś jest nie tak, jednak nie udało mu się już odnaleźć sprzedawcy i liczył na odzyskanie przynajmniej części wydanych pieniędzy. Firma musiała jednak odmówić odkupu.
Jeszcze tego samego dnia samochód pojawił się w jednym z prywatnych komisów i na portalu ogłoszeniowym, z opisem "silnik i karoseria w doskonałym stanie" oraz ceną 20 000 zł.
- Przeczytaj także: Auta z tym napędem mają najczęściej cofane liczniki. Ciekawy trend
Jak szukać i kupować używany samochód?
Handlarze robią wiele, aby ukryć nieciekawą przeszłość samochodu i jego słaby stan. Myją wszystko, co możliwe, by auto pachniało i błyszczało. Do tego podają nieprawdziwe dane w ogłoszeniu, aby uśpić czujność kupującego. Sam już zderzyłem się z podmienianiem numeru VIN w ogłoszeniu, by auto z pozoru wyglądało na lepsze, niż jest w rzeczywistości.
Część problematycznych pojazdów znajduje jednak nowych właścicieli, którzy później próbują reklamować samochody — najczęściej bezskutecznie. Oszuści są dobrze przygotowani do takich sytuacji, a ewentualne procesy sądowe bywają kosztowne i długotrwałe. Dlatego, jeśli nie czujemy się na siłach, by samodzielnie sprawdzić samochód, lepiej znaleźć kogoś, kto zna się na samochodach i nam pomoże. Na rynku jest wiele ciekawych ofert, ale rzadko można liczyć na okazję.