Obejrzałem te samochody w jednym z urzędów skarbowych w Warszawie. Jeden z nich zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie tylko na mnie. "Ile chce Pan za niego dać?" — spytał inny zainteresowany czarnym crossoverem. Pojazdy można oglądać w wyznaczonym terminie, przeważnie tuż przed zaplanowaną licytacją. "Możemy się dogadać, żeby nie podbijać niepotrzebnie ceny" — dodał.
Był to jeden z handlarzy, którzy są głównymi uczestnikami takich licytacji, ale zdarzają się również osoby prywatne. Oczywiście im mniej chętnych, tym lepiej. W opisywanym przypadku do licytacji stanęło aż kilkanaście osób, co mocno wpłynęło na ostateczną cenę sprzedaży.
W skali kraju licytacji zajętych samochodów jest sporo, ale jeśli ograniczymy się do wybranych modeli i zawęzimy rejon poszukiwań, to interesujących propozycji nie ma zbyt wiele. Standard na rynku aut używanych. Trzeba być czujnym i śledzić obwieszczenia poszczególnych Izb Administracji Skarbowej.
Jak przekazał Robert Ołdak, kierownik Działu Egzekucji Administracyjnej w Urzędzie Skarbowym Warszawa-Wola, w 2025 r. urząd 24 razy obwieszał o licytacji ruchomości lub sprzedaży z tzw. wolnej ręki. W tym roku, do początku marca, było już 10 takich przypadków.
Samochody licytowane przez urząd skarbowyŹródło: Auto Świat / Krzysztof Słomski
Skąd pochodzą licytowane samochody? W Jakim są stanie?
Samochody, które są wystawiane na licytacje przez urzędy skarbowe, pochodzą z dwóch źródeł:
- są zajmowane w trakcie postępowania egzekucyjnego, np. z powodu zaległości podatku VAT;
- sąd orzekł ich przepadek na rzecz Skarbu Państwa — są to również pojazdy skonfiskowane pijanym kierowcom.
"W sytuacji, kiedy brak jest możliwości wyegzekwowania zaległości objętej tytułem wykonawczym z wierzytelności lub z gotówki, a zobowiązany posiada środek transportu (samochód), organ egzekucyjny dokonuje zajęcia ruchomości (pojazdu). Jeżeli zobowiązany w terminie 7 dni od zajęcia nie ureguluje zaległości, pojazd jest odbierany i wystawiany na licytację" — wyjaśnia Robert Ołdak.
Licytacje komornicze to inny adres. Te w urzędach skarbowych nie są elektroniczne, więc trzeba się pofatygować na miejsce. Samochód i tak powinno się obejrzeć przed zakupem, więc nie stanowi to problemu.
Jak wziąć udział w licytacji skarbówki?
Aby wziąć udział w publicznej licytacji, wystarczy mieć 18 lat i wpłacić wadium (10 proc.), jeśli szacunkowa wartość pojazdu przewyższa 10 tys. zł. Środki zostaną zaliczone na poczet kupionego samochodu, a pozostałą część kwoty trzeba będzie dopłacić. Zwycięża najwyższa oferta. Pozostałym uczestnikom pieniądze są zwracane w terminie siedmiu dni od zakończenia licytacji. Forma przetargu ofert nie jest stosowana z uwagi na małą skuteczność.
W pierwszej licytacji cena wywoławcza stanowi 75 proc. ceny szacunkowej, w drugiej — połowę. Jeżeli pojazd nadal nie zostanie sprzedany, organ egzekucyjny obwieszcza o sprzedaży z wolnej ręki. Wówczas cena pojazdu nie może być niższa niż 10 proc. wartości szacunkowej (w praktyce jest to około 30-40 proc. wartości szacunkowej).
"Do sprzedaży z wolnej ręki dochodzi rzadko, są to pojazdy uszkodzone, ponad 20-letnie, nieatrakcyjne. W jednym przypadku doszło do złomowania, czyli sprzedaży na kilogramy do firmy zajmującej się złomowaniem" — precyzuje Robert Ołdak z Urzędu Skarbowego Warszawa — Wola.
Nabywca otrzymuje fakturę VAT lub postanowienie o nabyciu — to zależy, czy zajęty pojazd należał do firmy, czy od osoby prywatnej.
Ważne: urząd skarbowy nie odpowiada za wady ukryte pojazdu, nie udziela gwarancji, nie ma też co liczyć na rękojmię. Obowiązują przepisy Ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.
Pojechałem obejrzeć MINI Countryman JCW. Zaskoczyłem się
Oto rodzynek, który zwrócił nie tylko moją uwagę: MINI Countryman drugiej generacji, model po liftingu, w sportowej wersji John Cooper Works (JCW). Auto z Polski, wyprodukowane w 2021 r. (zarejestrowane dopiero w grudniu). Do tej pory przejechało zaledwie niecałe 35 tys. km. Z historii pojazdu na rządowej stronie wynika, że miało dwóch właścicieli (firmy).
"Taka oferta to rzadkość" — dowiedziałem się na miejscu. Przeważnie na licytacje trafiają starsze, kilkunastoletnie samochody, często mają uszkodzenia. Zdarza się, że dłużnik celowo utrudnia przejęcie pojazdu, np. "gubi" wszystkie kluczyki, nie przekazuje żadnych dokumentów. Z MINI tak nie było, auto było kompletne.
Młody egzemplarz z niskim przebiegiem wydawał się łakomym kąskiem. Topowy wariant JCW ma benzynowy silnik 2.0 Turbo o mocy przeszło 300 KM, ośmiostopniowy "automat" i napęd na wszystkie koła. Może przyspieszyć do 100 km na godz. już po upływie 5,1 s. Oczywiście nie jest to auto dla każdego, ponieważ koszty eksploatacji będą wysokie, jednak był to atrakcyjny egzemplarz dla osoby poszukującej taki model.
Kusiła również cena wywoławcza w wysokości zaledwie 91 875 zł. Zdecydowanie poniżej średniej rynkowej, ponieważ wartość oszacowano na 122,5 tys. zł.
Jak na żywo wyglądał "Miniak" po postępowaniu egzekucyjnym? Przede wszystkim był cały, nie miał połamanych zderzaków czy obtarć nadwozia. Pomiar grubości lakieru nie wykazał żadnych napraw, a wszystkie szyby były z rocznika produkcji samochodu.
Pojazdy wystawiane do licytacji są w takim stanie, w jakim zostały przekazane organowi egzekucyjnemu. Samochód stał kilka miesięcy pod chmurką, więc był brudny. Drobna kosmetyka i robiłby świetne wrażenie.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Minusy? Praktycznie łyse letnie opony Pirelli P Zero 225 45 R19. Widać, że ktoś wykorzystywał osiągi tego auta. Ciemne felgi były ponadto wyraźnie porysowane. Łatwe do usunięcia niedoskonałości, choć będą trochę kosztować. Za to tarcze hamulce wydawały się porządku (klocki i tarcze).
Wnętrze Countrymana z brązową, skórzaną tapicerką wyglądało jak nowe — zarówno kokpit, przednie i tylne fotele, jak i bagażnik. Wystarczyło posprzątać. Po włączeniu zapłonu na środkowym wyświetlaczu pojawił się komunikat o konieczności wymiany oleju. Wydaje się, że ktoś mógł to zrobić poza ASO, ponieważ pod maską znajdowała się kartka informująca o wymianie przy przebiegu 25 tys. km. Tak czy inaczej, dla pewności powinno się wymienić olej. Silnik nie miał wycieków.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Pracownicy urzędu skarbowego uruchomili silnik, choć nie jest to regułą. Z pomocą boostera, ponieważ mroźna zima pokonała akumulator. Czterocylindrowy motor pracował bez zastrzeżeń. Niestety nie było możliwości odbycia jazdy próbnej. "To nie jest autokomis" — usłyszałem.
W licytacji wzięło udział 10 osób. Walka była zacięta, ponieważ Mini Countryman JCW zostało sprzedane za 114,5 tys. zł, czyli o ponad 22 tys. zł drożej niż wynosiła kwota wywołania. To nadal dobra cena, ale zmniejszająca zysk przy ewentualnej odsprzedaży. Dodam tylko, że to auto można było już znaleźć w popularnym serwisie ogłoszeniowym. Sprzedający wystawił je za 127 tys. 900 zł do negocjacji.
A może BMW odebrane pijanemu kierowcy lub "flotowy" Passat?
Po dokładnym obejrzeniu głównego bohatera spojrzałem jeszcze na pozostałe auta znajdujące się na ciasnym placu. BMW serii 5 (generacja E60) pochodziło z przepadku od pijanego kierowcy. Egzemplarz z 2003 r. mógł wpaść w oko z odległości co najmniej kilkunastu metrów. Bliższy kontakt szybko uwidaczniał liczne niedoskonałości.
To model 530d z trzylitrowym dieslem. Przebieg? Prawie 300 tys. km. Intensywna eksploatacja była widoczna gołym okiem — BMW miało sporo uszkodzeń lakieru i mocno "zmęczone" wnętrze (zniszczona skóra, "obgryziona" dźwignia lewarka ręcznej skrzyni biegów), a w bagażniku zalegały jakieś resztki styropianu. Po niemal idealnym MINI była to przepaść. Po stronie plusów zapisałem prawie nowe opony zimowe z 2024 r. i ubezpieczenie OC ważne aż do końca listopada 2026 r.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Mimo to udało się znaleźć chętnego na to auto. Zostało sprzedane w II licytacji za kwotę 13,5 tys. zł, czyli cenę wywołania.
Obok BMW stał jeszcze Volkswagen Passat z 2014 r., ale zarejestrowany w styczniu 2025. Niemieckie kombi wyposażone w silnik 2.0 TDI i skrzynią DSG również miało spory "przelot", wynoszący prawie 330 tys. km, ale było zadbane. Środek nie wskazywał, że auto ma już tyle na liczniku. Przyjemna w dotyku skórzano-zamszowa tapicerka na fotelach była w świetnym stanie. Wadą była tylko nietypowa skaza na drzwiach kierowcy. Samochód miał też skorodowany rant klapy bagażnika i przytarty tylny lewy błotnik.
Było jeszcze przed licytacją Passata. Cena wywołania wynosiła 21 600 zł, czyli mniej więcej połowę jego wartości szacunkowej.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Samochody na licytacjach skarbowych — moim zdaniem
Przykład MINI Countryman JCW dowodzi, że na licytacji urzędu skarbowego można znaleźć atrakcyjny samochód — nie tylko w dobrej cenie, ale również w dobrym stanie. Oczywiście, o ile potwierdzi się to po zakupie, ponieważ wcześniej licytowanym autem nie można się nawet przejechać, nie mówiąc o dokładniejszym sprawdzeniu go na stacji kontroli czy w serwisie.
Potencjalny zysk wiąże się z ryzykiem — to oczywiste. Największe szanse na znalezienie okazji mają handlarze, którzy dysponują czasem i wiedzą. Po prostu znają ten biznes. Nie oznacza to jednak, że osoba prywatna jest bez szans, szukając auta z tego źródła. Jeśli kupuje auto dla siebie, z pewnością przebije oferty handlarzy, którzy muszą na nim zarobić.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski