Nowe odcinkowe pomiary prędkości są w Polsce lokowane przede wszystkim na autostradach i drogach ekspresowych, choć według danych przywołanych w raporcie to właśnie tam dochodzi do niewielkiej części wypadków. Wojciech Wyszomierski, autor raportu "Radary, mandaty i dżungla znaków. Dokąd zmierza organizacja ruchu drogowego w Polsce?", przygotowanego dla Warsaw Enterprise Institute, wskazuje też na nadmiar oznakowania i rosnącą dotkliwość mandatów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Według raportu, polski system organizacji ruchu coraz mocniej koncentruje się na egzekwowaniu przepisów i wpływach z kar, zamiast na eliminowaniu realnych źródeł zagrożeń na drogach.
Nadmiar znaków i brak jednolitych standardów oznakowania
Jednym z głównych problemów opisanych w raporcie jest skala oznakowania. Wyszomierski przywołuje kontrolę Najwyższej Izby Kontroli, według której nieprawidłowości w organizacji ruchu występowały na 63 proc. sprawdzonych odcinków dróg. Z kolei 89 proc. kierowców ankietowanych przez NIK oceniło, że znaków drogowych jest zbyt dużo.
Raport wskazuje, że za organizację ruchu i ustawianie oznakowania odpowiada w Polsce 331 różnych organów. Zdaniem autora taka liczba instytucji sprzyja niespójności i chaosowi.
Jednym z obrazowych przykładów przytoczonych w raporcie jest 20-kilometrowa trasa z warszawskiej Wesołej do centrum miasta. Na tym odcinku kierowca miałby minąć 483 pionowe znaki drogowe, 21 progów zwalniających, 15 skrzyżowań lub przejść z sygnalizacją świetlną oraz cztery fotoradary. Na trasie o podobnej długości w Nowym Jorku naliczono 185 znaków. Według autora oznacza to, że w Warszawie kierowca może napotkać nawet o 161 proc. więcej znaków niż w amerykańskiej metropolii.
W raporcie przypomniano również ustalenia NIK z lat 2022-2024. Kontrola wykazała m.in. 1179 niewłaściwie ustawionych znaków drogowych. Według tych danych 21 proc. oznakowania miało wprowadzać kierowców w błąd albo wymagać od nich nadmiernej uwagi.
Odcinkowe pomiary tam, gdzie da się jeździć szybko
Drugim ważnym wątkiem raportu są lokalizacje odcinkowych pomiarów prędkości. Autor zaznacza, że bezpieczeństwo na polskich drogach poprawia się od lat: od 2018 r. liczba wypadków spadła o 35 proc., a liczba ofiar śmiertelnych o 42 proc.
canard.gitd.gov.pl
Odcinkowy pomiar prędkości na S8
Jednocześnie, jak wynika z danych przytoczonych w raporcie, w 2026 r. uruchomiono 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości, z czego 41 znalazło się na autostradach i drogach ekspresowych. Według raportu w 2025 r. na autostradach doszło do 1,5 proc. wszystkich wypadków, a na drogach ekspresowych do 2 proc. Łącznie odpowiadały więc za około 3,5 proc. zdarzeń drogowych w Polsce.
Autor zwraca też uwagę, że na autostradach najczęstszą przyczyną wypadków jest niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, a nie nadmierna prędkość. Jak wskazuje raport, udział wypadków spowodowanych niedostosowaniem prędkości jest tam zbliżony do średniej krajowej.
Wyszomierski podkreśla ponadto, że ponad połowa wykroczeń rejestrowanych przez fotoradary dotyczy przekroczenia dopuszczalnej prędkości o nie więcej niż 20 km na godz. — może to podawać w wątpliwość tezę, że rozbudowa systemu pomiarów jest skierowana przede wszystkim przeciwko najbardziej niebezpiecznym zachowaniom na drodze.
Czy w Polsce mandaty są niższe niż w innych krajach?
Według raportu nominalne stawki kar w Polsce, mimo kolejnych podwyżek, wciąż nie należą do najwyższych w Europie, ale po zestawieniu ich z poziomem wynagrodzeń okazują się bardziej odczuwalne niż w wielu zamożniejszych państwach.
Przy przekroczeniu prędkości o 20 km na godz. mandat w Polsce odpowiada około 1/35 przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto. Dla porównania przeciętny Niemiec może za swoją pensję zapłacić około 75 takich mandatów, a Litwin 162.
Raport podaje też, że za używanie telefonu podczas jazdy przeciętny Polak mógłby opłacić równowartość 15 mandatów ze średniej pensji, podczas gdy Niemiec 45, a Łotysz 74. W przypadku przejazdu na czerwonym świetle przeciętna polska pensja odpowiada około 15 mandatom, niemiecka 50, austriacka 70.
Co trzeba zmienić na polskich drogach? Wnioski z raportu
Twórca raportu postuluje, żeby zmniejszyć liczbę znaków drogowych, pozbyć się tych zbędnych i zadbać o poprawę jakości oznakowania dróg. Sposobem na poprawę sytuacji ma być według raportu WEI zmniejszenie liczby instytucji odpowiedzialnych za organizację ruchu oraz ostrożniejsze wybieranie miejsc dla nowych odcinkowych pomiarów prędkości. Polityka bezpieczeństwa drogowego powinna być skupiona przede wszystkim na rzeczywistych przyczynach wypadków, takich jak wymuszanie pierwszeństwa i niezachowanie bezpiecznej odległości, a nie wyłącznie na kolejnych ograniczeniach prędkości oraz rozbudowie systemu mandatowego.
Można się spodziewać, że przed zbliżającymi wyborami takich raportów będzie pojawiać się więcej, znajdą się też politycy, którzy wezmą na sztandary postulaty ulżenia kierowcom i uproszczenia przepisów — a po wyborach prawdopodobnie niewiele się zmieni. Tylko przez pierwszych sześć miesięcy 2026 r. CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym — operator sieci fotoradarów i urządzeń do rejestracji przejazdów na czerwonym świetle) zarejestrował ponad 825 tys. wykroczeń, z czego ok. 384 tys. z odcinkowych pomiarów prędkości. Policja wystawia rocznie ok. 3,5—4,5 mln mandatów za wykroczenia drogowe. Dżungla ze znaków drogowych temu sprzyja — a im więcej mandatów, tym większe wpływy do budżetu. To oznacza wymierne, miliardowe wpływy, zaplanowane w budżecie państwa, więc może brakować politycznej woli, żeby zmieniać te zasady.