Nie umiemy jeździć normalnie po autostradach i ekspresówkach. To wykracza poza możliwości kierowców

Od kilku lat naprawdę nie możemy narzekać na jakość naszych dróg. Mamy szerokie i bezpieczne autostrady oraz drogi szybkiego ruchu, które wyposażone są w komfortowe MOP-y z łazienkami, stacjami paliw, ładowania i restauracjami. Dobra jakość naszych dróg to komfort, którego mogą nam zazdrościć nasi sąsiedzi. Tylko jakoś my nie potrafimy z nich korzystać zgodnie z przeznaczeniem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Dlaczego kierowcy źle jeżdżą autostradami?

Wszyscy świetnie wiedzą, że na drodze ekspresowej obowiązuje ograniczenie prędkości do 120 km na godz., a na autostradzie można jechać maksymalnie 140 km na godz. W praktyce jednak ta wiedza pozostaje jedynie teorią — rzeczywistość na drogach wygląda zupełnie inaczej. Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy ruszam w dłuższą trasę. Jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się przejechać całej zaplanowanej drogi zgodnie z przepisami. Powód jest zawsze ten sam: inni kierowcy.

Czemu jeździmy albo szybciej, albo wolniej po autostradzie?

Problem polega na tym, że na drogach najwyższych klas mamy dwa pasy ruchu, które w praktyce pełnią zupełnie inne funkcje niż przewidują przepisy. Prawy pas uchodzi za ten "dla frajerów", a lewy — "dla kozaków". Efekt jest taki, że jadąc zgodnie z przepisami, czyli 120 km na godz. na drodze ekspresowej, nieustannie napotykamy przeszkody. Na prawym pasie stale trzeba kogoś wyprzedzać, bo wielu kierowców porusza się 90–110 km na godz.
Wyprzedzanie jednak często bywa kłopotliwe, zwłaszcza jeśli nie dysponujemy mocniejszym autem. Na lewym, "kozackim" pasie zawsze może pojawić się ktoś, kto jedzie 160, 180, a czasem nawet 200 km na godz. W takich warunkach wykonanie manewru wymaga planowania i ostrożności. A gdy już w końcu uda się wyprzedzić wolniejszy samochód, po chwili trafiamy na kolejny — i cała sekwencja zaczyna się od nowa.
Nasze drogi są nowoczesne, szerokie i bezpieczne. Tylko my jakoś nie do końca dobrze z nich korzystamy
Nasze drogi są nowoczesne, szerokie i bezpieczne. Tylko my jakoś nie do końca dobrze z nich korzystamyGDDKiA

Czy jeździmy bezpiecznie po autostradach i drogach ekspresowych?

Problem jazdy po takich drogach wynika nie tylko z różnic prędkości, lecz także z tego, że wielu kierowców nie potrafi zachować odpowiedniego odstępu od poprzedzającego pojazdu. Większość jedzie "zderzak w zderzak", tworząc długie, ściśnięte kolumny. Jeśli ktoś odważy się jechać choć trochę wolniej, natychmiast znajdzie się ktoś, kto musi mu dojechać niemal na zderzak, "wychylić się", tak aby jego reflektor pojawił się w lusterku poprzednika, i wisieć za nim, dopóki ten w końcu nie zjedzie na prawy pas. Ci bardziej niecierpliwi dodatkowo błyskają długimi światłami, bo przecież "frajer" ośmielił się wjechać na pas "dla kozaków".
Później kolejni kierowcy dojeżdżają sobie niemal do zderzaków i muszą jechać te 120 km na godz., oczywiście utrzymując minimalny odstęp, tak jakby poruszali się po mieście z prędkością 40 km na godz. Do tego "autostradowego wyścigu" czasem dołącza jeszcze ciężarówka, bo mimo zakazu wyprzedzania koniecznie trzeba minąć inny pojazd jadący o 2 km na godz. wolniej. I tak właśnie mijają kolejne dni na polskich drogach szybkiego ruchu.

Czy można jeździć szybciej niż ograniczenia?

Oliwy do ognia dolały też same służby, które swego czasu przyznały, że mimo obowiązujących limitów stosują tolerancję 10 km na godz. W praktyce oznacza to, że choć teoretycznie można jechać 120 lub 140 km na godz., to kierowcy zakładają, że realnie "dozwolone" jest 130 albo 150 km na godz., bo i tak nikt ich za to nie ukarze. A skoro lekkie przekroczenie nikomu — w ich mniemaniu — nie szkodzi, to szybko pojawia się myśl, że 160, a może nawet 180 km na godz. też będzie "w porządku". Przecież samochód trzeba czasem "przegonić", żeby silnik lepiej pracował.
Lepiej więc jest jechać albo szybciej, niż przepisy nakazują, albo tak jak po drogach krajowych — 90 km na godz., wtedy psychicznie można odpocząć. Najgorsze pod tym kątem są oczywiście weekendy, kiedy jedni się spieszą, a drudzy już są na urlopie.
Autostrada A4
Autostrada A4FotoDax / Shutterstock

Jest sposób na przepisową jazdę. Kierowcy nienawidzą tych stref

Jedynym momentem, gdy każdy jedzie grzecznie, są przejazdy przez odcinkowe pomiary prędkości. Wtedy nagle okazuje się, że każdy zna ograniczenia i wie, jak jechać przepisowo. Podobnie jest, gdy wyjedziemy za granicę.
Na ogół jednak praktycznie nikt po najszybszych trasach nie jedzie zgodnie z ograniczeniem. To chyba ta nasza husarska krew sprawia, że jak już pędzić to na łeb na szyję, ale na pewno nie tak, jak ktoś nam nakazał. Bo przecież nikt nam nie będzie mówił, jak mamy żyć.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu