Dziś po Berlinie wiezie mnie Edgar. Edgar nie jest człowiekiem, lecz zaawansowanym technologicznie Volkswagenem Multivanem, naszpikowanym elektroniką. Dzięki czujnikom samochód samodzielnie odnajduje drogę przez zatłoczone centrum miasta — i radzi sobie znakomicie.
Na pokładzie znajdują się także egzaminatorzy z TUV, którzy sprawdzają, czy pojazd autonomiczny przestrzega wszystkich zasad ruchu drogowego. Tylko wtedy auto może w Niemczech otrzymać pozwolenie na poruszanie się po drogach bez kierowcy.
Jak wygląda jazda samochodem autonomicznym?
Nazwa Edgar to skrót od Excellence Driving Garching — pojazd został opracowany przez Monachijski Uniwersytet Techniczny w filii w Garching. Edgar monitoruje otoczenie przy pomocy licznych kamer, radarów i lidarów, tworząc w czasie rzeczywistym cyfrową mapę wokół siebie. W bagażniku potężny komputer oblicza, jak bieżąca sytuacja na drodze wpływa na decyzje o hamowaniu, przyspieszaniu i skręcaniu.
Za kierownicą musi siedzieć tzw. kierowca bezpieczeństwa — zawsze gotów zareagować. Frank Schneider ze stowarzyszenia TUV tłumaczy najważniejsze aspekty jazdy: — Wkraczamy tu na zupełnie nowy teren. Niemcy jako pierwsze państwo na świecie stworzyły podstawy regulacji dla pojazdów poziomu 4.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kto ponosi odpowiedzialność za jazdę auta autonomicznego poziomu 4?
W autonomicznej jeździe odpowiedzialność kierowcy i pojazdu rozdziela się na różne stopnie. Poziom 2 ("jazda częściowo zautomatyzowana") oferuje już wiele obecnie dostępnych modeli. Kierowca może korzystać na przykład z aktywnego tempomatu z asystentem pasa ruchu. Auto prowadzi się, skręca i hamuje praktycznie samo, ale kierowca musi nieustannie monitorować sytuację i być gotowy do przejęcia sterowania.
Na poziomie 3 ("jazda wysoko zautomatyzowana") samochód porusza się jeszcze bardziej samodzielnie — kierowca może czytać maile czy odwrócić uwagę od drogi, ale w razie ostrzeżenia od systemu musi przejąć kontrolę. W Niemczech dotyczy to obecnie tylko kilku luksusowych modeli i tylko w ściśle określonych warunkach (autostrada, dobra pogoda i widoczność); odpowiedzialność za ewentualny wypadek nadal spoczywa na kierowcy. Natomiast na poziomie 4 ("jazda w pełni zautomatyzowana") kierowca jest już pasażerem i może nawet zdrzemnąć się w czasie jazdy. Auto porusza się samodzielnie w określonym obszarze, a za szkody odpowiada właściciel pojazdu (nadzorujący), nie pasażer.
RAPHAEL SCHUDERER / Auto Bild
Kamery i czujniki umożliwiają Edgarowi postrzeganie świata zewnętrznego.
Dlaczego w Europie jeszcze nie jeżdżą robotaksówki?
To ogromna odpowiedzialność. Dlatego Europa podąża własną ścieżką — w przeciwieństwie do USA i Chin, gdzie autonomiczne taksówki już jeżdżą po ulicach. — Mamy inne systemy prawne w Azji i Ameryce, których nie da się porównać z europejskim porządkiem prawnym. U nas bezpieczeństwo stawiane jest wyżej niż tempo wprowadzania nowości. Testowanie to podstawa, by na drogi trafiały bezpieczne pojazdy. W Azji i Ameryce testuje się na żywym organizmie — ostrzega Schneider.
- Przeczytaj także: Przejechałem 120 km (prawie) bez dotykania kierownicy. Tak działa pełny Autopilot Tesli w Europie
Autonomiczne samochody w Niemczech mają egzaminy. Tak jak ludzie
Aby uzyskać pozwolenie na poziom 4 w Niemczech, trzeba spełnić dwa warunki: najpierw producent musi uzyskać homologację typu, czyli udowodnić, że dany pojazd spełnia podstawowe wymogi dla jazdy autonomicznej. Drugi etap to tzw. zgoda na eksploatację na konkretnym obszarze. O taką zgodę występuje właściciel pojazdu, czyli na przykład operator robotaxi, dla wyznaczonego terenu działania.
Aby otrzymać zgodę na eksploatację, auto musi udowodnić swoje możliwości dokładnie tam, gdzie ma być wykorzystywane. I tu właśnie pojawia się nasza testowa jazda w Berlinie-Mitte. Schneider: — My z TUV opracowaliśmy właśnie koncepcję, jak udowodnić, że pojazd jest bezpieczny w docelowym obszarze eksploatacji.
Podstawą oceny jest w Niemczech od dekad system egzaminów na prawo jazdy, a przede wszystkim praktyczny egzamin. — Tak samo jak człowiek, auto musi "wykazać się odpowiednimi umiejętnościami jazdy" — wyjaśnia Schneider. Podobnie jak na egzaminie, egzaminatorzy TUV siedzą w aucie i bardzo dokładnie obserwują błędy w prowadzeniu, przestrzeganie przepisów, zachowanie odstępów i reakcje podczas hamowania.
— Różnica między autonomiczną jazdą a egzaminem na prawo jazdy dla ludzi polega na tym, że człowiek podczas egzaminu może popełnić pewne błędy. Wystarczy ocena dostateczna, by otrzymać dokument. Samochód musi być od razu "bardzo dobry" — mówi Schneider. Sprawdzian w warunkach rzeczywistych został tego dnia przeprowadzony przez monachijską politechnikę trzykrotnie. Na koniec organizacja egzaminacyjna (TUV) sporządza protokół z rekomendacją dotyczącą dopuszczenia pojazdu do ruchu. Dokument ten trafia do odpowiednich władz landowych, które — w najlepszym wypadku — wydają zgodę na użytkowanie w wyznaczonym obszarze.
Volkswagen
Autonomiczny Volkswagen ID. Buzz już istnieje. Na razie jednak sam nie jeździ i cały czas jest pilnowany przez osobę za kierownicą
Czy w Niemczech są już samochody autonomiczne poziomu 4?
Wtedy w danym regionie droga byłaby otwarta dla tego typu autonomicznych taksówek — na razie jednak tylko teoretycznie. — Od 2021 r. mamy już ramy prawne, wydano ponad 250 zezwoleń próbnych, choć w większości dotyczą one poziomu 3. Dotychczas nie wpłynął jeszcze żaden wniosek o poziom 4. Mam nadzieję, że w 2027 r. pojawią się pierwsi chętni — mówi Schneider.
Berlińskie jazdy testowe były pierwszymi egzaminami pojazdu w warunkach poziomu 4 w Niemczech. Ostatecznie Edgar pokonał 5,5-kilometrową trasę przez centrum Berlina trzykrotnie. Co jeszcze istotniejsze: sama metoda egzaminacyjna sprawdziła się. To duży krok naprzód dla robotaxi w Niemczech.
Na innych kontynentach rozwój jazdy autonomicznej postępuje szybciej, w Europie najważniejsze jest bezpieczeństwo. I bardzo dobrze!