• W Tesli zmiana ustawień wycieraczek jest możliwa tylko przez menu na ekranie – to niebezpieczny absurd
  • Niemiecki sąd oparł swoją decyzję na podstawie zakazu używania urządzeń elektronicznych przez kierowcę podczas jazdy – niezależnie od tego, do czego one służą
  • Ta sprawa raczej nie spowoduje zawrócenia trendu cyfrowych kokpitów z coraz mniejszą liczbą fizycznych przycisków – ale może przynajmniej nieco pohamuje „futurystyczne” zapędy projektantów

Klikanie palcem na ekranie podczas jazdy potrafi bardzo rozpraszać naszą uwagę. Dotkliwie przekonał się o tym niemiecki kierowca Tesli, który jadąc podczas ulewy próbował sobie poprawić widoczność i w związku z tym był zmuszony przez dłuższy czas patrzeć na ekran zamiast na drogę – wypadł z drogi i uderzył w kilka drzew. Możemy się tylko domyślać, że czujnik deszczu w jego samochodzie nie aktywował w porę wystarczająco wysokiego tempa pracy wycieraczek i dlatego kierujący musiał „dogrzebać” się do właściwej funkcji w menu na ekranie. Fizyczny przełącznik, taki, którego można obsłużyć „na ślepo”, pozwala w Teslach tylko włączyć lub wyłączyć wycieraczki.

Mimo że intencją kierowcy było obsłużenie ważnej w tamtym momencie funkcji samochodu, i to przy pomocy fabrycznie zamontowanego ekranu z interfejsem, który musiał uzyskać homologację, Wyższy Sąd Krajowy w Karlsruhe potraktował tę sytuację tak, jak by kierowca używał podczas jazdy np. telefonu. Konkretnie orzekł „niezgodne z przepisami użycie elektronicznego urządzenia”.

W niemieckim kodeksie ruchu drogowego StVO , §23 ust. 1a jest między innymi napisane, że kierowca może oderwać wzrok od drogi tylko wtedy, gdy sytuacja ruchu oraz widoczność na to pozwalają, i to też tylko „krótko” (co jest przedmiotem interpretacji). Sąd uznał, że rozproszenie uwagi spowodowane obsługą wycieraczek na ekranie trwało zbyt długo i było bezpośrednią przyczyną spowodowania wypadku. Wyższy Sąd Krajowy w Karlsruhe podtrzymał tym samym decyzję niższych instancji, a kierowca wyczerpał możliwości apelacji – musi zapłacić 200 euro mandatu i na miesiąc oddać swoje prawo jazdy, ponadto pokryć także koszty sądowe.

Skąd taka decyzja sądu?

Sąd swoją decyzję tłumaczy tym, że przytoczony paragraf ma służyć przede wszystkim zapobieganiu wypadków spowodowanymi rozproszeniem uwagi kierowców przez urządzenia elektroniczne – i nie ma tu znaczenia, czy kierowca w chwili zdarzenia obsługiwał telefon, tablet czy wbudowany w samochodzie system inforozrywki, a także w jakim celu się tym urządzeniem zajmował. Potencjalnie zatem, za każdym razem kiedy w Niemczech podczas jazdy przez dłuższą chwilę obsługujemy system multimedialny naszego samochodu, ryzykujemy mandat tak jak byśmy trzymali w ręku telefon.

Czy ta decyzja sądu wpłynie na zmianę trendu projektowania desek rozdzielczych z coraz większymi ekranami i wirtualnymi przyciskami? Bardzo byśmy sobie tego życzyli i jest szansa, że ta sprawa przynajmniej odstraszy projektantów niektórych firm od tak radykalnego okrajania funkcji, które powinno dać się obsłużyć fizycznymi przełącznikami. Tesla jest póki co jedyną marka, która przeniosła regulację szybkości pracy wycieraczek na ekran – absurd, ale minimalistyczny styl kokpitu jest jej znakiem rozpoznawczym i wielu użytkowników bardzo sobie to ceni. A ilu z nich spowodowało wypadek z powodu rozproszenia uwagi przez system multimedialny, albo było o włos od takiej sytuacji?

Obecnie nawet marki, które przez wiele lat uchodziły za wzór w kwestii prostoty i wygody obsługi urządzeń pokładowych odchodzą od klasycznych przycisków, przełączników i pokręteł na rzecz dotykowych pól czy rozbudowanych menu na ekranie dotykowym. W efekcie coraz mniej funkcji da się obsłużyć „na ślepo”. Sterowanie głosowe? Rozwija się i może być szczególnie pomocne np. przy wprowadzaniu adresu nawigacji. W rzeczywistości jednak nie okazuje się tak „inteligentne” jak obiecuje producent i w efekcie nie da się w ten sposób aktywować tych funkcji, które utraciły swoje przyciski.

Dlaczego producenci tak chętnie stosują ekrany dotykowe zamiast guzików?

Skąd ten trend? Z jednej strony samochody mają coraz więcej funkcji, więc gdyby rzeczywiście każda z nich miała mieć swój osobny guzik, deski rozdzielcze aut mogłyby przypominać kokpity samolotów – to też nie o to chodzi, żeby szukać w morzu przełączników tego, który akurat jest dla nas ważny...

Z drugiej strony chodzi o koszty: o wiele taniej jest projektować wirtualne interfejsy wyświetlane na ekranach, w dodatku zunifikowane dla wielu modeli jednego producenta, niż kształtować i produkować fizyczne przyciski (albo zaślepki), w określonej liczbie, w zależności od funkcji danego egzemplarza.

Ponadto klienci oczekują od producentów... innowacji: postrzegają wielocalowe ekrany dotykowe z rozbudowanymi menu jako coś postępowego. To, że potem z większości tych możliwości, jakie daje im ekran zamiast przycisków w ogóle nie korzystają – to inna sprawa. Satysfakcję daje najwyraźniej sam fakt „futurystycznego” otoczenia, i błędne przekonanie, że logika obsługi smartfona powinna przenikać do sposobu sterowania funkcjami samochodu.

Ekrany dotykowe same w sobie nie są złe, ale...

W naszych testach nowych samochodów często krytykujemy rozwiązania, które wymagają istotnej zmiany przyzwyczajeń (bez korzyści dla wygody czy bezpieczeństwa jazdy), za bardzo absorbują uwagę kierowcy, albo są po prostu nieintuicyjne. Często też okazuje się, że intencje projektantów były dobre, tylko wykonanie jest złe, bo firma przyoszczędziła na wolno reagującym sprzęcie, albo ze względów estetycznych popsuto czytelność interfejsu – takie rzeczy są niedopuszczalne i jak widać mogą mieć bardzo nieprzyjemne konsekwencje.