• Praktykowanym ostatnio sposobem na wprowadzanie ograniczeń prędkości dla jednośladów na drogach i szlakach rowerowych jest wyznaczanie stref zamieszkania
  • Strefy zamieszkania powstają w miejscach, gdzie nie ma żadnych budynków mieszkalnych – na placach i bulwarach
  • Oznakowanie takich miejsc nierzadko wprowadza w błąd uczestników ruchu: formalnie kończy się droga dla rowerów, choć czarny, wydzielony fragment drogi biegnie dalej
  • Początek strefy zamieszkania oznacza nie tylko ograniczenie prędkości, lecz także inne niż poza strefą zasady pierwszeństwa
  • Więcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Warszawskie bulwary wiślane to miejsce, w którym, oprócz spacerujących pieszych, w sezonie letnim widać dziesiątki rowerzystów, rolkarzy i użytkowników hulajnóg elektrycznych, których mnóstwo wala się po okolicach, gotowych do wypożyczenia "na minuty". Dla wielu osób jeżdżących na jednośladach to ważny szlak prowadzący z północy na południe miasta – rowerzyści cieszą się nie tylko z miłych widoków, lecz także gładkiej jak stół drogi wzdłuż Wisły. Niejeden cyklista jeżdżący tą drogą codziennie nie zauważył nawet, kiedy pojawiły się w tym miejscu znaki informujące, iż centralny, dość długi jej odcinek jest... strefą zamieszkania. Znaki, być może z obawy o dewastację, zawieszono nienaturalnie wysoko. Zresztą nawet, jeśli niektórzy je widzą, nie przejmują się ich obecnością, być może nie kojarząc ich znaczenia. To już wręcz "moda": strefy zamieszkania kojarzone z osiedlami, po których kręcą się małe dzieci, powstają w miejscach, gdzie nie ma ani jednego budynku mieszkalnego. To wygodny sposób na wprowadzenie szeregu ograniczeń dla pojazdów. Wszelkich pojazdów.

Strefa zamieszkania – inna hierarchia użytkowników

Przez bulwary, na których wyznaczono strefę zamieszkania, biegnie szlak rowerowy i na niemal całej ich długości wydzielony jest pasek asfaltu dla cyklistów – sugeruje to, że piesi nie powinni na niego wchodzić, zaś rowerzyści czują się bezpiecznie. I jadą – jedni wolniej, drudzy szybciej, niektórzy 35-40 km/h – bo jest płasko, gładko i zawsze ktoś ma wiatr w plecy. A tymczasem...

  • maksymalna dozwolona prędkość w strefie zamieszkania to 20 km/h. 20 km/h to jednocześnie ustawowe ograniczenie prędkości dla hulajnóg elektrycznych – a więc ograniczenie wynikające z wyznaczenia strefy zamieszkania dotyczy przede wszystkim rowerzystów;
  • w strefie zamieszkania piesi mają pierwszeństwo przed pojazdami (rower jest pojazdem!), a także przed użytkownikami urządzeń wspomagających ruch – to wszelkie deskorolki, wrotki, rolki, itp.;
  • w strefie zamieszkania osoba poruszająca się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch ma pierwszeństwo przed pojazdem, w tym przed rowerem;
  • w strefie zamieszkania piesi mogą korzystać z całej szerokości drogi;
  • w strefie zamieszkania można spotkać małe dzieci legalnie korzystające z hulajnóg elektrycznych – pod warunkiem, że znajdują się pod opieką osoby dorosłej. To wyjątek od zasady, że na hulajnodze elektrycznej mogą jeździć dzieci dopiero po ukończeniu dziesiątego roku życia;
  • w strefie zamieszkania nie maluje się (nie ma w każdym razie takiego obowiązku) przejść dla pieszych. Obecność "zebry" wprowadza jedynie w błąd, gdyż piesi mogą przejść przez drogę w każdym miejscu.

Strefa zamieszkania – kto winien w razie kolizji z pieszym?

Sprawa jest prosta: w strefie zamieszkania w razie kolizji rowerzysty z pieszym, rowerzysta domyślnie jest winnym! To, że w "strefie" nikt nie mieszka, nie ma znaczenia. Podobnie rowerzyści powinni unikać kolizji z rolkarzami, wrotkarzami, itp. Ilekroć jadą przez strefę, nawet (pozornie) wydzieloną ścieżką dla rowerów, muszą się liczyć z tym, że ktoś na nią wejdzie albo wjedzie... zgodnie z prawem. Z drugiej strony Kodeks drogowy zakazuje powodowania niebezpiecznych sytuacji – także pieszym. Domyślnie jednak w strefie zamieszkania kierujący pojazdami, w tym rowerami, są "nie u siebie".

Strefa zamieszkania – dla kogo to wygodne?

Ustawienie kilku niebieskich tabliczek to – z punktu widzenia zarządcy terenu – znakomite rozwiązanie. To reakcja na ruch pojazdów – gdy znikają samochody, pojawiają się rowerzyści i wkrótce okazuje się, że ich obecność powoduje nie mniejsze zagrożenie dla pieszych niż samochody, zwłaszcza gdy piesi są umiarkowanie uważni. Gdy nie ma pomysłu na odizolowanie ruchu kołowego od pieszych, montuje się znaki drogowe i od razu, przynajmniej w teorii, robi się bezpieczniej. Wystarczy jednak chwilę poobserwować ruch na warszawskich bulwarach wiślanych, by zobaczyć, że to nie działa. Niebieski znak D-40 (początek strefy zamieszkania) w takim miejscu wydaje się tak absurdalny, że ludzie go nie widzą albo ignorują. Oczywiście, do momentu, gdy coś się stanie – wtedy przynajmniej wiadomo, kto jest winny.