• Jeep był holowany na kołach za dużym kamperem
  • Właściciel pozostawił auto na biegu, w dodatku z włączonym reduktorem!
  • W holowanym aucie silnik „wkręcił się” na obroty wielokrotnie wyższe niż przy „odcięciu” – zniszczenie silnika było kwestią sekund!
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

W USA kampery są często większe od domów w Europie, stąd wielu tamtejszych miłośników caravaningu, żeby mieć do dyspozycji auto, którym da się swobodnie jeździć także po ciasnych drogach, za swoim domem na kołach, holuje na „motylu” mniejszą osobówkę lub terenówkę.

Tak też było i w tym konkretnym przypadku – użytkownik dużego campera podpiął pod auto nowiutkiego, tegorocznego Jeepa Wranglera (przebieg poniżej 10 tys. mil). Niestety, przejażdżka nie skończyła się dobrze! Jeep trafił do warsztatu na Florydzie, a po oględzinach – jak donosi serwis www.thedrive.com – stwierdzono, że same części potrzebne do naprawy auta będą kosztowały ok. 30 tys. dolarów! Co takiego się stało?

Jak doszło do wybuchu silnika Jeepa?

Z wierzchu auto wciąż wyglądało doskonale, ale już na początku oględzin mechanik zauważył, że kierowca wybrał tryb jazdy „4-L” – czyli z napędem na cztery koła i włączonym reduktorem. W dodatku była to wersja z manualną skrzynią biegów, a auto pozostawiono na „jedynce”. To tryb właściwy do jazdy w najtrudniejszym terenie, a nie do toczenia się po prostej, przyczepnej drodze! Być może, tuż przed podpięciem pod kampera, auto było używane w terenie, a właściciel zapomniał zmienić wybrany tryb jazdy.

W trybie „4 L” przełożenie jest bardzo wysokie –  służy od do powolnej jazdy w ciężkim terenie.  Foto: Szczepan Mroczek / Auto Świat
W trybie „4 L” przełożenie jest bardzo wysokie – służy od do powolnej jazdy w ciężkim terenie.

Silnik rozerwany na strzępy!

Rzut oka pod auto i pod maskę ujawnił prawdziwy zakres spustoszeń – silnik został praktycznie rozerwany na kawałki! Zniknęła nie tylko miska olejowa, ale i znaczna część bloku silnika, połamał się wał korbowy, z silnika wypadły tłoki i korbowody, ze sprzęgła, koła zamachowego i skrzyni rozdzielczej też niewiele zostało! Totalna destrukcja! Jak do tego doszło?

Zdemolowany Jeep Wrangler to wersja Rubicon, różniąca się od standardowych m.in. tym. że ma bardziej terenowe przełożenia reduktora. Na pierwszym biegu, w trybie „4-L” przełożenie wynosi 84.13:1. A to oznacza, że jeśli kierowcy kampera udało się rozpędzić do przepisowych 60 mil na godzinę (96 km/h), to silnik Jeepa, został rozpędzony do oszałamiających obrotów przekraczających 54 tys. obr./min. ! To jednak mało prawdopodobne – do spustoszeń musiało dojść już przy niższych obrotach. Maksymalne obroty dla silnika 3.6-liter Pentastar V6’s to 6,600 obr./min.!

Co jeszcze można zepsuć przy holowaniu?

Do tego typu uszkodzeń w autach ze skrzynią manualną dochodzi bardzo rzadko. Znacznie częściej zdarzają się przypadki uszkodzenia automatycznej skrzyni biegów, jeśli auto jest holowane na dłuższych odcinkach z napędzanymi kołami toczącymi się po drodze. W wielu autach z automatycznymi przekładniami instrukcje albo całkowicie zabraniają holowania, albo bardzo precyzyjnie określają dystans i prędkość, przy których jest ono dopuszczalne.