Autobusy elektryczne zastąpią konie na większości trasy nad Morskie Oko, a wozy, które konie ciągną, zostaną zmodyfikowane. Czy to początek końca burzy o wykorzystywanie koni do transportu turystów? Mamy nadzieję, że tak, a konie będą się miały w Tatrach lepiej. Na elektryki można krzyczeć i poganiać je bez konsekwencji.
Shutterstock
Wściekła się w drodze nad Morskie Oko. "To totalny absurd" (screen: TikTok/@piatekpiatunio87)
Będą zmiany na trasie do Morskiego Oka. Transport na odcinku do Włosienicy (ok. siedmiu km) przejmą autobusy elektryczne, które będą funkcjonować w formie przewozów edukacyjnych
Konie mają dalej wozić turystów na krótszym, 2,7-kilometrowym odcinku, a wozy będą lżejsze
Pod porozumieniem podpisały się wszystkie strony sporu, co daje nadzieje, że w najbliższych latach nie będziemy już oglądać strasznych nagrań z tej trasy
Jest to moment niewątpliwie historyczny, który – co ważne – jest wynikiem porozumienia. Konie będą od tej pory elementem kulturowym, a nie środkiem komunikacji. Wielu turystów mówiło, że konie to naturalny element krajobrazu i to postanowiliśmy uszanować. A jednocześnie będą pracowały znacznie lżej — komentuje minister klimatu i środowiska
Może i piszę to z perspektywy warszawiaka wychowanego w samym sercu miasta, ale obrazki z trasy nad Morskie Oko zawsze robiły na mnie piorunujące wrażenie. I skutecznie zniechęcały do pięknych polskich gór. Mało co tak oburza, jak nagrania przewróconych koni, nad którymi ktoś się jeszcze wydziera i je pogania. Sam widok przeładowanych wozów ciągniętych przez konie to coś, co, moim zdaniem, w XXI wieku nie powinno już mieć miejsca. Argument z serii "one to lubią" też do mnie nie trafiał... Na szczęście za sprawę wzięli się mądrzejsi ode mnie i znaleźli rozwiązanie. Konie w końcu będą miały lżej.
Autobusy elektryczne będą wozić turystów nad Morskie Oko
Najwyraźniej prowadzone niedawno testy elektrycznych busików zakończyły się sukcesem, bo to właśnie elektryki będą teraz odwalać najgorszą i najcięższą robotę. I chyba nawet najwięksi krytycy elektromobilności muszą teraz je, chociaż lekko pochwalić. Autobusy elektryczne mają ogromną zaletę. Nie przejmują się krzykami swoich krewkich kierowców. Można je poganiać, a nawet smagać albo i uderzyć pięścią, a one są zupełnie niewzruszone. Taki urok maszyn.
W końcu doszło do porozumienia w sprawie Morskiego Oka i podpisano list intencyjny z konkretnymi zmianami. Został podpisany przez Paulinę Hennig-Kloskę, minister klimatu i środowiska, Szymona Ziobrowskiego, dyrektora TPN, Andrzeja Skupnia, starostę tatrzańskiego, Andrzeja Pietrzyka, wójta gminy Bukowina Tatrzańska, oraz Władysława Nowobilskiego, prezesa Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka. A więc wszystkie zainteresowane strony. Może i jestem trochę złośliwy, ale cieszę się, że doszło do takiego porozumienia. To krok w dobrym kierunku.
Zmiany na trasie do Morskiego Oka w punktach
Na oficjalnej stronie Tatrzańskiego Parku Narodowego możemy przeczytać plany zebrane w konkretne punkty. Przeklejamy je jeden do jeden:
Fiakrzy nadal będą mogli świadczyć usługi, ale na znacznie skróconym odcinku Palenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza (2,7 km).
Wozy zostaną zmodyfikowane, będą mniejsze i lżejsze.
Transport na dalszym odcinku do Włosienicy (ok. 7 km) przejmą autobusy elektryczne, które będą funkcjonować w formie przewozów edukacyjnych.
Podczas przejazdu podróżni będą mieli okazję wysłuchać informacji o przyrodzie Tatrzańskiego Parku Narodowego, ochronie środowiska i dziedzictwie kulturowym regionu.
Tatrzański Park Narodowy będzie odpowiedzialny za organizację systemu transportowego, a powiat tatrzański wesprze utrzymanie drogi.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska wesprze finansowo zakup autobusów elektrycznych – ekologiczną alternatywę dla transportu konnego.
Wdrażanie zmian będzie przebiegało etapowo, we współpracy wszystkich stron.
Trzymamy kciuki za jak najszybsze wprowadzenie tych punktów
Jest to moment niewątpliwie historyczny, który – co ważne – jest wynikiem porozumienia. Konie będą od tej pory elementem kulturowym, a nie środkiem komunikacji. Wielu turystów mówiło, że konie to naturalny element krajobrazu i to postanowiliśmy uszanować. A jednocześnie będą pracowały znacznie lżej
- powiedziała Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska, która na pewno jest zadowolona, że w końcu udało się dojść do jakiegoś porozumienia, a konie będą miały znacznie lepiej. Jeśli tak jest, to podzielamy jej zadowolenie. Oddajmy też głos drugiej stronie. Władysław Nowobilski, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka, powiedział po podpisaniu listu:
Walczyliśmy nie tylko o swoje. Zależało nam na zachowaniu naszych koni, ale też na możliwości zarobkowania liczniejszej grupy niż tylko fiakrzy. To rymarze, kowale, weterynarze. Będziemy teraz trzymać tu zebranych za słowo.
Morskie Oko w sobotęNatalia Gomułka / Onet
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.