• Amerykański instytut bezpieczeństwa ruchu drogowego (IIHS) alarmuje, że wielu kierowcom trudno obecnie zrozumieć ograniczenia współczesnej techniki tzw. zautomatyzowanej jazdy.
  • Aż 48 proc. badanych stwierdziło, że podczas korzystania z funkcji Autopilot można uniknąć trzymania rąk na kierownicy bez obawy o bezpieczeństwo
  • David Harkey, prezes IIHS alarmuje, że trzeba się liczyć z zupełnie nowymi zagrożeniami na drogach

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Im bardziej zaawansowana elektronika wspomagająca kierowcę tym… wcale nie jest lepiej. Oczywiście trudno nie doceniać techniki, dzięki której samochody, przy minimalnej kontroli ze strony kierowcy, mogą się utrzymać w pasie ruchu, dostosować prędkość, awaryjnie hamować czy zachować odpowiedni dystans do poprzedzającego pojazdu. Wszystko jednak ma swoje ograniczenia.

Kto czyta instrukcję obsługi?

Amerykański instytut bezpieczeństwa ruchu drogowego (IIHS) alarmuje, że wielu kierowcom trudno obecnie zrozumieć ograniczenia współczesnej techniki w zakresie tzw. zautomatyzowanej jazdy. Nie sprzyja temu samo nazewnictwo stosowane przez producentów aut. Przedstawiciele IIHS twierdzą, że takie nazwy jak Autopilot (Tesla), Trafic Jam Assist (Audi i Acura), Super Cruise (Cadillac), Driving Assistant Plus (BMW) czy ProPilot (Nissan) mogą wręcz wprowadzać w błąd! Oczywiście zastrzeżono, że problem dotyczy przede wszystkim skromniej wyedukowanych kierowców. I tu rodzi się pytanie – ilu z nas dokładnie przestudiowało instrukcję obsługi a ilu ograniczyło się tylko do poznania materiałów reklamowych?

Foto: Auto Świat
Test asystentów toru jazdy: sprawdziliśmy, który najlepiej utrzyma kurs

Badacze z IIHS przeprowadzili ankietę, w której pytano uczestników o działanie systemów asystujących. Ankietowanym podano nazwy poszczególnych systemów, ale nie wskazano producentów. Nietrudno wytypować, że wyniki były dość zaskakujące. Aż 48 proc. badanych stwierdziło, że podczas korzystania z funkcji Autopilot można uniknąć trzymania rąk na kierownicy bez obawy o bezpieczeństwo. Ponad 30 proc. podobnie zachowałoby się podczas korzystania z układu ProPilot.

Drzemka za kierownicą – podczas jazdy. Są chętni

Wiara w możliwości układu AutoPilot jest też spora w przypadku, gdy kierowca zajmie się rozmową przez telefon (ponad 30 proc.), pisaniem wiadomości (ponad 15 proc.) czy oglądaniem filmów na telefonie (niemal 10 proc.). Aż 6 proc. badanych uważa, że można sobie uciąć drzemkę podczas podróży! W przypadku pozostałych rozwiązań na drzemkę odważyłoby się 3 proc. badanych. Niby niewiele, ale i tak przeraża.

David Harkey, prezes IIHS twierdzi, że jeśli kierowcy nie opanowali odpowiedniej wiedzy na temat działania układów zautomatyzowanej jazdy, to trzeba liczyć się z tym, że pojawią się zupełne nowe zagrożenia na drogach. Nadmierna wiara może bowiem przynieść fatalne skutki. IIHS przypomina bowiem o tragicznych wypadkach, gdy kierowcy Tesli 3, X oraz S zginęli, zdając się wyłącznie na pokładową elektronikę. A to nie koniec ostrzeżeń. 

Regulacja odległości w ramach układu adaptacyjnego tempomatu

IIHS alarmuje, że kierowcy mają także problemy z właściwym zrozumieniem informacji pojawiających się na desce rozdzielczej. Jako przykład podano badanie, w którym wykorzystano film nakręcony w dwuletnim Mercedesie Klasy E (widzom pokazano to co kierowca widzi przed sobą). Okazało się, że prawie wszyscy prawidłowo rozpoznali takie sytuacje, jak automatyczne dostosowanie prędkości przez adaptacyjny tempomat oraz identyfikację poprzedzającego pojazdu. Problemy zaczęły się wówczas, gdy system nie wykrył auta przed sobą. Badanym trudno było także zrozumieć, dlaczego system utrzymywania w pasie ruchu przestał działać w trakcie jazdy.

Otwartą kwestią pozostają reakcje kierowców na błędy w działaniu elektroniki podczas jazdy. Jeśli zbyt mocno zaufamy układom wspomagającym, to czy zdążymy wyhamować, gdy zawiedzie aktywny tempomat albo opanujemy na czas auto przekraczające linię na krawędzi jezdni? Póki co twórcy raportu proponują, by usprawnić systemy ostrzegania kierowcy. I nie chodzi wcale o kolejny alarm dźwiękowy (zwykle i tak bywa ignorowany) ale o taki sposób przekazu, by nie umknął uwadze kierowcy. Niemniej istnieje ryzyko, że kierowca co chwilę bombardowany różnymi powiadomieniami w końcu wszystko wyłączy na dobre i tak jak przed laty skupi swoją uwagę wyłącznie na drodze. A to akurat nie będzie wcale takie złe.