• Pod maską odświeżonego Macana znajdą się silniki o mocach od 265 do 440 KM
  • Wersja GTS osiąga pierwszą "setkę" po 4,3 s i wyróżnia się czarnym frontem
  • Za bazowe Porsche Macan trzeba będzie zostawić w salonie 266 tys. zł

Plan jest prosty – Porsche Macan będzie od teraz jak Fiat 500. Zaraz, Porsche jak Fiat? Tak, bo producenci, choć tak odlegli od siebie, mają ten sam pomysł na kontynuację swoich modeli. Klienci zainteresowani samochodami spalinowymi, będą musieli pozostać przy starszym aucie. Osoby, które nie boją się elektryfikacji, dostają nowy samochód zbudowany na zupełnie innej platformie. Ale Porsche miało gest, bo po ogłoszeniu tej decyzji przynajmniej odświeżyło nam jeszcze klasycznego Macana.

Porsche Macan po liftingu – więcej mocy i czułości

Jak na sportowego SUV-a przystało, Porsche Macan nie zawodzi pod względem mocy. Pałeczkę najmocniejszej wersji w gamie przejmie teraz odmiana GTS, która dzięki liftingowi dostała zastrzyk aż 60 KM. Jej 2,9-litrowy silnik V6 biturbo generuje 440 KM, czyli tyle, ile schodząca ze sceny wersja Turbo. Porsche nie wspomina w komunikacie prasowym o następcy, więc (na razie?) musi nam wystarczyć GTS.

Z trudnym zadaniem przewodniczenia stadu powinien sobie jednak poradzić – z pakietem Sport Chrono "setkę" osiąga po 4,3 s (czyli tak samo jak Turbo) i rozpędza się maksymalnie do 272 km/h (a więc pojedzie nawet o 2 km/h szybciej). Poniżej jest wykorzystująca ten sam silnik wersja S. Tu przyrost mocy jest już skromniejszy – "tylko" 26 KM. Kierowca tej odmiany ma zatem do dyspozycji 380 KM. Za kierownicą "eski" można rozpędzić się do 259 km/h (oczywiście tylko na torze lub niemieckiej autostradzie), a sprint do "setki" zajmuje 4,6 s.

Najwolniejszy w gamie (określenie "wolny" będzie jednak nie na miejscu) jest Porsche Macan bez żadnego dopisku w nazwie. To jedyna wersja SUV-a, której poskąpiono dwóch cylindrów – tu pod maską pracuje 4-cylindrowiec. Dzięki turbo generuje jednak 265 KM. To wystarczająca moc, by podstawowy Macan rozpędzał się do 100 km/h w 6,2 s i osiągał prędkość maksymalną 232 km/h. Innymi słowy, wstydu nie ma. Do tego każdy z wariantów wyjeżdża z salonu z 7-biegową przekładnią PDK i napędem na wszystkie koła.

W ramach modernizacji inżynierowie Porsche popracowali też trochę nad zawieszeniem. "Macan z jeszcze większą czułością i bardziej bezpośrednio reaguje teraz na sytuację na drodze i warunki drogowe, a jego układ kierowniczy zapewnia kierowcy jeszcze dokładniejsze informacje zwrotne" – informuje przedstawiciel marki. Aby osiągnąć ten efekt, trzeba było dostroić charakterystykę amortyzatorów systemu Porsche Active Suspension Management (PASM), które aktywnie regulują siłę tłumienia dla każdego koła. W bazowym Porsche Macan PASM wymaga dopłaty, z kolei obniżone o 10 mm sportowe zawieszenie pneumatyczne dostępne jest tylko w najmocniejszym GTS-ie – za to bez dopłaty.

Porsche Macan po liftingu – stylistyczna kropka nad "i"

Jeden z najzwinniejszych SUV-ów na rynku zmienił się także z zewnątrz. Tym razem na tyle, że nawet z przodu da się zauważyć, że mamy do czynienia z nowym modelem – głównie za sprawą nowego zderzaka. Bez problemu można też odróżnić wersję GTS, która na tle pozostałych odznacza się pomalowaną na czarno środkową sekcją zderzaka. Być może ma to działać jak czarny pas w karate, czyli wzbudzać respekt i informować, że mierzysz się z najlepszym zawodnikiem. Tył to już raczej kosmetyka – tu powiększono dyfuzor tak, by wyglądał jak ten w Taycanie (spokojnie, końcówki wydechu są na swoim miejscu).

Nowe jest także wnętrze. Jak bardzo? Wystarczy spojrzeć na konsolę środkowej, z której – w zgodzie z duchem czasu – zniknęły fizyczne przyciski. Porsche zastąpiło je powierzchniami dotykowymi (a jakże!). Coś jeszcze? Mniejsza gałka dźwigni skrzyni biegów, standardowy dla każdej wersji analogowy zegarek na szczycie deski rozdzielczej i wielofunkcyjna kierownica z modelu 911.

Odświeżone Porsche Macana można już zamawiać. Pierwsze egzemplarze dotrą do europejskich klientów jeszcze w październiku tego roku. Porsche od razu pochwaliło się cennikiem. Progiem wejścia będzie teraz kwota 266 tys. zł (podwyżka o 9 tys. zł), za wersję S trzeba zapłacić przynajmniej 340 tys. zł (o 26 tys. zł więcej), a za Tur..., przepraszam, GTS-a aż 417 tys. zł. Pamiętajmy jednak, że zastępuje on Macana Turbo, który przed liftingiem kosztował 433 tys. zł. Wniosek jest prosty – jeśli Porsche Macan, to GTS!