Mercedes klasy C: Prestiż, komfort, dobre osiągi, ale...

Podziel się
Sprinter
Wyposażenie: Hak holowniczy, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, Układ ESP, ...
Vito 115 2.2 CDI 150KM KLIMA BDB
Wyposażenie: Metalic, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Viano 2,2 CDI EXTRALANG VOLL !!! ADAMPOL
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Hak holowniczy, Alufelgi, Centralny zamek, ...
Vito 2.2 110 CDI SPRZEDAMGO
Wyposażenie: Hak holowniczy, Alufelgi, Centralny zamek, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS,
Sonda
kanał RSS

Druga generacja Mercedesa klasy C (W203) jest autem znacznie atrakcyjniejszym od stonowanego poprzednika, który trafiał w gusta tylko statecznych klientów. Następca – pojawił się na rynku w drugiej połowie 2000 roku – doskonale łączy elegancję typową dla prestiżowej limuzyny z dynamiką. Co więcej, gama nadwozi, która wcześniej ograniczała się tylko do sedana i kombi, została poszerzona o 3-drzwiowe coupé (handlowa nazwa: Sportcoupé). Tym samym grupa potencjalnych klientów znacznie się powiększyła – do liftingu, który miał miejsce w 2004 roku, salony opuściło 450 tys. egzemplarzy Mercedesa klasy C.


 

Oczywiście, w uzyskaniu jeszcze lepszego wyniku przeszkodziła wysoka cena jak na auto klasy średniej – wartość podstawowych wersji zaczynała się na poziomie, na którym kończył się cennik np. Volkswagena Passata, a ten przecież nie należał do tanich.

 

Obecnie, dzięki rynkowi wtórnemu, na Mercedesa klasy C (W203) można sobie pozwolić, dysponując kwotą nieco ponad 20 tys. zł. Oczywiście, wystarczy to tylko na jeden z pierwszych egzemplarzy z podstawowym silnikiem benzynowym. Do diesla trzeba dołożyć około 10 tys. zł, a model z końca produkcji to wciąż wydatek co najmniej 60 tys. zł. Znacznie zmalała różnica cenowa w stosunku do mniej prestiżowych rywali klasy średniej, które jednak są nadal dużo tańsze.

 

Powstaje więc pytanie: dlaczego warto dopłacać do Mercedesa, skoro będzie starszy i raczej na pewno z większym o kilkadziesiąt tys. km przebiegiem? Z pewnością dla prestiżu, jakim cieszą się auta z gwiazdą na masce. Tyle że prestiż nie sprawia, iż samochód jeździ lepiej od innych albo rzadziej się psuje.

 

Wątpliwości pomaga rozwiać przejażdżka Mercedesem klasy C. Właściwie wystarczy usiąść w jej wnętrzu, by znaleźć odpowiedź na pytanie: na czym polega różnica w stosunku do bardziej popularnych przedstawicieli klasy średniej? Przede wszystkim w aucie czuć luksus na każdym kroku – wyraża się on zarówno wysoką jakością materiałów, bogatym seryjnym wyposażeniem, a także wysmakowanym wzornictwem (nawet najmniejszych przełączników). Standard wyposażenia podzielono na trzy poziomy: Classic, Elegance i Avantgarde.

 

Już w Classicu otrzymamy: kontrolę trakcji, 4 airbagi i kurtyny powietrzne, manualną klimatyzację (po liftingu standardem była automatyczna), pełną „elektrykę”, łącznie z elektrycznym ustawianiem oparć foteli przednich, komputer, tempomat i wiele innych praktycznych drobiazgów.

Najbogatsza odmiana Avantgarde charakteryzuje się sportowym pakietem stylizacyjnym, ma m.in. srebrne wstawki we wnętrzu. W wielu autach można spotkać należący do długiej listy opcji system Command, łączący radioodbiornik, odtwarzacz CD oraz system nawigacji satelitarnej. Podkreślić trzeba też doskonałą ergonomię miejsca kierowcy.

 

Jednak wnętrze klasy C ma też minusy. Przede wszystkim rozczarują się ci, którzy liczą na przestronność kabiny adekwatną np. do wysokiej ceny. Oczywiście, nie można mówić o ciasnocie, ale wnętrze Mercedesa pod tym względem wypada przeciętnie w klasie (zwłaszcza z tyłu).

 

Za to nawet najwybredniejszych zadowoli niezwykle bogata paleta jednostek napędowych. Obejmuje ona zarówno silniki benzynowe o mocy od 129 do 367 KM, jak i diesle o mocy od 102 do 231 KM. Większość z nich zapewnia  bardzo dobre osiągi, a najmocniejsze wersje AMG czyniąz klasy C auto mogące rywalizować z czołówką samochodów sportowych. W ofercie było więcej benzyniaków niż diesli, ale na rynku wtórnym cieszą się one dużo mniejszym zainteresowaniem. Biorąc pod uwagę bardzo wysoką kulturę pracy, dobre osiągi (w przypadku silników 2.7 CDI i 3.0 CDI wręcz fantastyczne) i niskie zużycie paliwa, trudno się temu dziwić.

 

Trzeba jednak mieć świadomość, że to już nie te same długowieczne jednostki co w poprzednich modelach i oszczędności mogą być pozorne. Niestety, silniki CDI cierpią na szereg usterek, które zaczynają się nasilać po przejechaniu 150 tys. km (duża część W203 ma już nawet większy przebieg). Większość z nich występuje w układzie zasilania paliwem i wtryskowym common rail. Dość często psują się wstępne pompy paliwa umieszczone w zbiorniku,  zawór ciśnieniowy przy „wspólnej szynie”, rozszczelnia się pompa wysokiego ciśnienia i uszczelnienia, zużywają się wtryskiwacze. Do tego dochodzą uszkodzenia sterowania zmienną geometrią w turbosprężarce i nieprawidłowości w pracy układu recyrkulacji spalin. Naprawy diesli dużo kosztują, mimo że np. wtryskiwacze można regenerować.

 

Zdecydowanie lepszym wyjściem dla tych, którzy nie lubią niespodziewanych wydatków, są wersje benzynowe. Niestety, nawet w tym przypadku niezawodność auta mogą zakłócić fanaberie elektroniki, którą w modelu W203 spotkamy na każdym kroku. Problemy równie dobrze mogą dotyczyć uszkodzenia silniczka krokowego sterującego obiegiem powietrza, błędów w układach ABS i ESP czy sterowania silnikiem. Ich usunięcie bywa drogie i często również bardzo trudne, bo nie można szybko określić przyczyn. Dużo aut wyposażono w automatyczne skrzynie biegów.  Są one przyjemne w eksploatacji (szybko reagują) i mało awaryjne. Niebezpieczne dla nich może być jednak wymieszanie oleju z płynem chłodzącym silnik (zintegrowane chłodnice).

 

Podwozie spodoba się osobom lubiącym poczucie stabilności, ale zastrzeżenia można mieć do niezawodności zawieszenia. W autach z początku produkcji było ono tak nietrwałe, że w 2003 roku wprowadzono poprawki, m.in. nowe łączniki stabilizatora.Wstydliwy problem to ogniska korozji w egzemplarzach z lat 2000-03.

 

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę niektóre modyfikacje mające na celu poprawę jakości wykonania, a także stylu jazdy – głównie w kwestii precyzji prowadzenia – najlepiej kupić egzemplarz poliftingowy opisywanego Mercedesa klasy C. Tyle tylko, że takie auto będzie kosztować co najmniej 40 tys. zł. Co ryzykujemy, kupując starszy samochód? Przede wszystkim egzemplarze z lat 2000-03 mogą mieć problemy z: korozją, mniej trwałym zawieszeniem, a także większą liczbą usterek elektroniki. Trzeba też się dobrze zastanowić nad wyborem silnika. Diesle CDI rzeczywiście mogą się podobać, bo mało palą, mają dobre osiągi i są ciche. Jednak dręczy je tak dużo usterek, że każdy, komu zależy na niezawodności, powinien bez wahania wybrać silnik benzynowy.

Dodaj komentarz

Komentarze