Słaba podaż: przegląd rynku używanych pikapów

Podziel się
S2000
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie kierownicy, ABS, ...
A8
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Szyberdach, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
TT
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Szyberdach, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
A8
Wyposażenie: Skórzana tapicerka, Szyberdach, Alufelgi, Centralny zamek, Elektryczne szyby, Immobilizer, Wspomaganie ...
Sonda
kanał RSS

Znalezienie używanego pikapa w dobrym stanie technicznym, z "pełną" fakturą oraz w rozsądnej cenie niemal graniczy z cudem. Bardzo mało jest egzemplarzy z polskich salonów

Wszyscy znamy korzyści podatkowe, płynące z zakupu nowego pikapa w salonie. Czy podobne zasady obowiązują w przypadku aut używanych? Pozornie tak, ale nie zawsze. Rozwiązanie problemu jest proste – pierwszy właściciel kupił pikapa, żeby zaoszczędzić VAT i podatek dochodowy. Jeśli więc wystawi „uczciwą” fakturę na całość kwoty, którą chce uzyskać za auto, straci większość bonusów które wykorzystał przy zakupie.

Zaczyna się więc zaniżanie. Każda różnica między ceną zapłaconą a udokumentowaną to czysty zysk dla sprzedawcy i strata dla kupującego (nie będzie miał podstawy do odliczenia). W przypadku zakupu od osoby fizycznej lub z komisu, ale na fakturę VAT-marża odpada oczywiście możliwość odliczenia podatku VAT, ale całość udokumentowanej kwoty można poddać jednorazowej amortyzacji. Czy więc auta „bez faktury” omijać szerokim łukiem? Niekoniecznie – po prostu trzeba dokładnie przekalkulować cenę i mieć świadomość potencjalnych strat. Poza tym podaż aut jest tak mała, że to – niestety – sprzedawcy dyktują warunki transakcji.

Jeszcze kilka lat temu w naszym kraju sprzedaż pikapów (i moda na jeżdżenie nimi) praktycznie nie istniała. Dlatego trudno liczyć na dziesięciolatka z udokumentowaną historią serwisową. Ponieważ zza oceanu bardziej opłaca się sprowadzać niemal nowe auta niż kilkulatki odpada również opcja „tani Ford F-150”. A szkoda. Bo głównym minusem tych aut są benzynowe silniki, które odstraszają większość kupujących. Ale jeśli np. nie przeszkadza nam instalacja gazowa to możemy cieszyć się z doskonałego dopracowania tamtejszych modeli.

Żaden „japończyk”, pod względem jakości i stylu wykończenia, nie może nawet się mierzyć chociażby z przywołanym już Fordem F-150 w wersji Harley Davidson czy King Ranch. Niestety, niewielka ilość egzemplarzy tego modelu oraz potężna różnorodność wersji, w jakich występowały znacząco utrudnia dostęp do części zamiennych – od ręki raczej takiego auta nawet nie obsłużymy. Autoryzowana stacja nie będzie pomocna.

Skoro nie można zdecydować się na „Amerykanina” co pozostaje? Właściwie tylko japońskie konstrukcje. Ponieważ to Azja jest potężnym odbiorcą tego typu pojazdów ich oferta jest znacznie bardziej, rozwinięta w przypadku marek dalekowschodnich. Dominuje oczywiście „wielka trójka” – Hilux, L200 i Pickup. Są to auta bardzo poprawne pod względem konstrukcyjnym, ale (szczególnie Toyota) mocno przecenione.