Logo

Dźwigienki zaworowe: co powinniśmy o nich wiedzieć?

Robert Rybicki
Robert Rybicki
Dodaj w Google
Gdyby zawór (a więc i jego grzybek) przy każdorazowym otwarciu jednocześnie dało się jakoś obracać, wówczas żadne złogi nie mogłyby powstać na styku z gniazdem. Wystarczyłoby obrócenie zaworu o milimetr. W roku 1961 Mercedes znalazł sposób na obracanie zaworu, tworząc tzw. rotocap, urządzenie umiejscowione pomiędzy sprężyną zaworową a trzonkiem zaworu (lub popychaczem), a powodujące powolne, acz stałe, obracanie się zaworu w gnieździe przy każdorazowym otwarciu.
Potem okazało się, że możliwe jest to jeszcze łatwiej: wystarczy krzywkę zamocować tak, by naciskając na popychacz, nie trafiała weń centralnie, tylko nieco w bok od punktu wyznaczającego jego oś wzdłużną. Siły boczne powodują, że popychacz się obraca, co przejmuje podczas otwierania się zawór.
Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Starszej konstrukcji dźwigienki zaworowe nie posiadały jeszcze systemu hydraulicznego kasowania luzów, tam regulacja odbywała się za pomocą tzw. płytek regulacyjnych. Najbardziej przysięgłymi użytkownikami tej techniki były Ferrari i Volkswagen, przy czym np. Włosi wciąż jeszcze sięgają po to rozwiązanie. Volkswagen opierał się na płytkach regulacyjnych w latach 1972-1985, potem przeszedł od razu na popychacze hydrauliczne.
Nigdy się o tym głośno nie mówiło, ale faktem jest, że jedną z ważniejszych przesłanek do stosowania płytek było zmuszenie majsterkowiczów do porzucenia "dłubactwa" w autach. W końcu aby je wyjąć, trzeba mieć specjalnej konstrukcji cęgi, aby włożyć na miejsce — zastosować odpowiednią dźwignię.

Łatwość dźwigienki zaworowej

Dlatego choćby dźwigienka zaworowa była milej widzianym rozwiązaniem — i to zarówno przez majsterkowiczów, jak i... serwisy. W dźwigience zamontowana jest śruba regulacyjna, przez co po zdjęciu pokrywy zaworowej zmiana nastawów jest łatwa. Dźwigienka narodziła się w czasach końca konstruowania silników z bocznym sterowaniem pracą zaworów.
Wałek rozrządu montowano w nich na dole, w bloku, zaś zawory (grzybkiem do góry, stąd nazwa: dolnozaworowe) zaraz powyżej. Tak umieszczone zawory otwierały silnik dla dolotu i wydechu niejako z boku głowicy. Już na długo przed wybuchem II wojny światowej konstruktorzy byli całkowicie świadomi, że taki kształt komory spalania jest wyjątkowo niekorzystny i musi być ulepszony.
Dlatego zawory zostały przeniesione do górnej części głowicy, a inżynierowie stanęli w obliczu zupełnie nowego problemu: wałek rozrządu był nisko "w dole", a zawory wysoko "w górze", w dodatku tak ustawione wobec siebie, że napęd od wałka mógł iść tylko do góry, a zawory trzeba było przecież wciskać w dół. Rozwiązaniem okazała się dwustronna dźwigienka zaworowa.
Nie tylko mogła zmieniać kierunek działania sił napędowych pochodzących od wałka rozrządu, ale w dodatku umożliwiała regulację skoku przez zmianę przełożenia. W praktyce część dźwigienki zaworowej odbierająca ruch z wałka rozrządu jest krótsza od swej części zdawczej, a więc skok zaworu jest większy od maksymalnego wzniosu krzywki wałka rozrządu.
Powoduje to oczywiście większe naprężenia przy otwieraniu zaworu (większe siły do pokonania), ale i łatwiejsze jego zamykanie."Wkonstruowanie" dźwigienek zaworowych w silnik powoduje nieco większe nakłady podczas tworzenia głowicy, jako że wszystkie dwustronne dźwigienki muszą być zawieszone na osi — i jest nią albo pojedynczy, podtrzymujący je wszystkie wałek, albo dwa wałki dla tylko zaworów dolotowych i tylko wydechowych, albo w ogóle oddzielne łożyskowanie każdej dźwigienki z osobna.
Jedną z największych zalet zaś ograniczenie wysokości konstrukcyjnej, bo kiedy to właśnie dźwigienka jest najwyższym punktem silnika, można zdecydowanie ograniczyć wysokość zarówno głowicy, jak i jej pokrywy.

Bliską krewną dźwigienki zaworowej dwustronnej jest dźwigienka jednostronna

Tu wałek rozrządu musi być bliżej zaworów; zarówno zawieszenie dźwigienki, jak i popychanie zaworu odbywa się na końcach. Także i tu możliwa jest regulacja przełożenia skoku przez ustawienie dźwigienki względem wałka rozrządu.
Ale prawdziwe zalety tej dźwigienki są inne. Z rozdziału o popychaczach pamiętamy, że najważniejszym plusem stosowania popychacza jest zniwelowanie sił bocznych, przez co trzonek zaworu jest popychany w dół idealnie osiowo, a więc przy minimalnym obciążeniu zarówno dla trzonka, jak i jego prowadnicy. Dźwigienka pracuje podparta na osi, więc jej końce przemieszczają się po wycinku okręgu, a więc na trzonek zaworu muszą działać siły boczne.
W dźwigience jednostronnej odległość pomiędzy zaworem a osią obrotu dźwigienki jest o wiele większa, więc jej koniec zdawczy przemieszcza się po wycinku większego okręgu — siły boczne są zatem znacznie ograniczone.
A jednak nowe rozwiązania techniczne przemawiają raczej za dźwigienkami (jedno- i dwustronnymi), nie za popychaczami. Już od ośmiu lat producenci motoryzacyjni pracują nad rozwiązaniami, w których zamiast płaszczyzny styku pomiędzy trzonkiem zaworu a dźwigienką na jej końcu znajduje się rolka. Taka konstrukcja jest co prawda cięższa, ale zmniejsza wewnętrzne zużycie silnika nawet o 15 proc.!
Ale rolkowa dźwigienka to tylko wstęp do dalszego rozwoju układów rozrządu. Pracują już prototypy silników, których zawory sterowane są elektromagnetycznie lub pneumatycznie.
Zarówno czasy otwarcia i zamknięcia, jak i długość ich trwania można regulować dowolnie, nie zaś profilem wałka rozrządu. W dodatku nic już nie trzeba ustawiać. Tłum. Maciej Pertyński
Źródło:Auto Świat
Data utworzenia:
Autor Robert Rybicki
Robert Rybicki
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!