• Ford T i czterech śmiałków w wyprawie dookoła świata poprzedzonej objazdem kilkunastu polskich miast
  • Trasa wiedzie najpierw na południe Europy, a dalej do Afryki, Ameryki i Azji
  • W Ameryce pozostaje tylko jeden podróżnik – Jerzy Jeliński, pomysłodawca wyprawy, następuje też zmiana Forda na Buicka
  • Powrót do domu następuje po dwóch latach i czterech miesiącach podróży, a Jeliński jest pierwszym Polakiem i Europejczykiem, który objeżdża samochodem świat

Jest rok 1926 – Polska od ośmiu lat znów jest na mapie Europy po 123 latach niewoli i rozgrabieniu przez sąsiadów-zaborców. Kraj odbudowuje się i próbuje scalić w jeden organizm trzy części należące wcześniej do trzech zaborców. Na świecie rozwija się automobilizm, najbardziej w Ameryce, we Francji, w Anglii. W Polsce automobile to jeszcze rzadkość, jest ich zaledwie 11 tysięcy, wliczając w to taksówki. Samochody są bardzo drogie, ale w większych miastach powstają pierwsze przedstawicielstwa firm samochodowych i pierwsze salony.

W takiej sytuacji 25-letni harcerz, a wcześniej żołnierz – Jerzy Jeliński wpada na pomysł zorganizowania samochodowej wyprawy dookoła świata. Do pomysłu przekonuje jeszcze trzech swoich kolegów: Jana Wacława Ładę – marynarza, Eugeniusza Smosarskiego (starszego brata aktorki – Jadwigi oraz Bruno Bredschneidera, który miał filmować całą wyprawę.

Pomysł i zapał był, dzielna czwórka musiała jeszcze zdobyć pieniądze i samochód. Panowie wyprzedali swój majątek, a gdy podliczyli kasę, to okazało się, że z trudem wystarczy im na zakup… samego podwozia Forda T. Tu konieczne jest wyjaśnienie. W okresie międzywojennym bardzo wiele firm oferowało nie tylko całe samochody, lecz także same podwozia. Wynikało to z powodów praktycznych i celnych. Aby obniżyć opłaty celne, opłaciło się sprowadzać tylko podwozia (a więc zabudowane na ramie silnik, układ kierowniczy, zawieszenie), a następnie w firmie karoseryjnej zlecić zabudowę pojazdu w zależności od potrzeb. Firm karoseryjnych było wiele, mogły wykonać na gotowym podwoziu auto 4- lub 6-osobowe, kabriolet, furgon itp. Druhowi Jerzemu Jelińskiemu udało się wynegocjować dobrą cenę na podwozie Forda T w warszawskim salonie firmy Elibor. Była to wielka spółka mająca własne zakłady hutnicze, handlowała stalą, węglem, maszynami, samochodami, miała własne salony w wielu miastach. Forda T sprzedała harcerzom po kosztach.

Wyprawa automobilem dookoła świata - błogosławieństwo Prezydenta i Marszałka Piłsudskiego

Jerzy Jeliński i jego koledzy mieli zmysł – dziś powiedzielibyśmy – marketingowy. O planach swojej wyprawy często opowiadali w prasie, nagłaśniali sprawę, podkreślając patriotyczny charakter wyprawy. Dzięki temu uzyskali pewien rozgłos i przychylność Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które wystawiło im bezpłatnie paszporty oraz wydało pismo rekomendacyjne do polskich placówek za granicą w sprawie wszelkiej pomocy uczestnikom wyprawy. Pomocy udzieliło też wojsko i to w bardzo konkretny sposób. W Centralnych Warsztatach Wojskowych (gdzie remontowano pojazdy wojskowe) wykonano nadwozie Forda T, przystosowując samochód do wyprawy – w środku po rozłożeniu foteli mogły spać dwie osoby, zamontowano dodatkowe zbiorniki paliwa, maszt na flagę. Co ciekawe – pojazd miał tylko jedne drzwi.

Udało się też zdobyć bardzo cennego sponsora – największą wówczas firmę paliwową na świecie – Vacuum Oil. Harcerze dostali pismo upoważniające do bezpłatnego tankowania benzyny na stacjach MobilOil na trasie wyprawy.

Po przygotowaniu samochodu cała czwórka ruszyła w objazd po Polsce, aby zareklamować wyprawę i sprawdzić, czy Ford T jest gotowy na długą podróż. W pierwszej połowie 1926 r. odwiedzili kilkanaście miast w Polsce, pod koniec czerwca zostali przyjęci przez prezydenta Ignacego Mościckiego, a dwa dni później przez Marszałka Józefa Piłsudskiego. Oczywiście takie audiencje były szczegółowo opisywane przez prasę, co dodatkowo wzmagało zainteresowanie wyprawą.

Wyprawa automobilem dookoła świata – Lublin, Lwów, Kraków, a potem południe Europy

Druhowie wyruszyli na początku września 1926 roku z Warszawy przez Lublin do Lwowa. Ciekawostka: oprócz sprzętów potrzebnych w podróży zabrali także dwa karabiny Mauzer, cztery rewolwery, radio i patefon oraz 30 płyt.

Do Lwowa dotarli 15 września 1926 roku, trwały tam doroczne Targi Wschodnie (wystawa przemysłu i handlu), co pozwoliło na kolejne nagłośnienie wyprawy. Tu też nastąpiła pierwsza korekta trasy – za radą Eugeniusza Romera, geografa i kartografa zdecydowali pojechać na południe, a nie do Rumunii. Przyczyną korekty była zbliżająca się jesień i zima. Ze Lwowa wrócili do Krakowa, rozbijając obóz na Plantach, czym wzbudzili wielki zainteresowanie „krakusów”.

Kolejne etapy podróży to Katowice i Cieszyn, gdzie przekroczyli granicę polsko-czechosłowacką. W Pradze polskich harcerzy przyjął prezydent Tomasz Masaryk. Kolejny postój to Wiedeń – zachowały się fotografie Forda T z napisem na bocznych drzwiach: „Ekspedycja harcerzy polskich Fordem naokoło świata” przed ratuszem w Wiedniu.

W Wiedniu spotkali polskiego aktora Igo Syma, który kilkanaście lat później, w czasie II wojny światowej okazał się zdrajcą i współpracownikiem niemieckich okupantów, za co w 1941 r. wydano na niego i wykonano wyrok śmierci. Jednak w Wiedniu zachowywał się wobec polskich harcerzy w porządku, pomagał im, oprowadzał po mieście i był bardzo użyteczny.

Kolejny punkt na mapie wyprawy to Budapeszt. Do stolicy Węgier dotarli 31 grudnia 1926 r. Pierwszą noc spędzili w… policyjnym areszcie. Nie zostali jednak aresztowani, ani nic złego nie „przeskrobali” – po prostu węgierscy policjanci postanowili pomóc zmęczonym uczestnikom wyprawy i zaoferowali im kolację oraz taki nietypowy nocleg.

Styczeń nowego 1927 roku spędzili na Węgrzech oraz w Jugosławii, która przed II wojną oficjalnie nazywała się Królestwem Serbów, Chorwatów i Słoweńców – skrót SCHS). Zaczęła się zima, ale auto dobrze spisywało się w trudnych warunkach, poza tym mróz ściął błoto na drogach (większość z nich miała nawierzchnię gruntową) co ułatwiało przejazd.

Wyprawa automobilem dookoła świata – papież, Mussolini i fałszywe medale

Cały luty 1927 r. Jerzy Jeliński z kolegami spędzili we Włoszech, odwiedzając Wenecję, Mediolan, Genuę, Florencję, Turyn i oczywiście Rzym. W Turynie odwiedzili fabrykę Fiata (słynny obiekt z torem wyścigowym na dachu), a w Rzymie dostąpili zaszczytu i zostali przyjęci na audiencji przez papieża Piusa XI oraz przez dyktatora Włoch – Benito Mussoliniego.

W Rzymie miał miejsce incydent, który zmienił losy wyprawy, a mówiąc dokładnie jej skład. Jeden z uczestników – marynarz Jan Wacław Łada okazał się być… blagierem. Na oficjalne uroczystości obwieszał się odznaczeniami, których mu wcale nie przyznano. Zwrócił na to uwagę jeden z wojskowych i ostro przepytał młodego harcerza skąd ma tyle wysokich odznaczeń. Łada plątał się w zeznaniach, co utwierdziło wojskowego, że ma do czynienia z uzurpatorem i zawiadomił polską ambasadę w Rzymie. W efekcie ambasada zażądała wykluczenia Łady z wyprawy. I tak od Rzymu Jerzy Jeliński podróżował tylko z dwoma kolegami.

Wyprawa automobilem dookoła świata – cztery miesiące w Afryce

Włochy były ostatnim europejskim etapem wyprawy dookoła świata – po zjechaniu na sam dół włoskiego buta i przeprawie na Sycylię przedostali się małym statkiem do Tunisu w Afryce. Wylądowali tam 8 kwietnia 1927 r. W Afryce odwiedzili trzy kraje: Tunezję, Algierię oraz Maroko – poruszali się więc północną częścią Czarnego Kontynentu. W Afryce pojawiły się kłopoty finansowe, doraźnie próbował je rozwiązywać druh Jeleński… sprzedając na bazarach paliwo, które mieli zgromadzone na dalszą drogę, ale to nie było wyjście na dłuższą metę. W trudnej sytuacji Bruno Bredschneider – operator wyprawy – postanowił przerwać podróż i wrócić do domu. Z początkowej czwórki pozostało dwóch uczestników: Jeleński i Smosarski.

Na szczęście pojawiła się też możliwość zdobycia pieniędzy na dalszą część wyprawy. W Algierze przebywał polski profesor Józef Czekalski, który prowadził tam badania geologiczne. Profesor potrzebował auta z kierowcą do wyjazdu w głąb Sahary w celu zebrania próbek skał. Za sporą sumę wynajął Jelińskiego i Forda T. Auto w kilkudziesięciostopniowym upale pokonało ponad tysiąc kilometrów pustynnych bezdroży bez większych problemów i awarii. Zarobione pieniądze pozwoliły druhom spłacić długi i przygotować Forda T do dalszej drogi – wyruszyli w stronę Maroka, gdzie przez Fez i Rabat 13 lipca 1927 r. dotarli do Casablanki.

Wyprawa automobilem dookoła świata – na podbój Ameryki

Kończył się trudny etap afrykański, a zaczynał – pełen niewiadomych – etap amerykański. Nasi druhowie znaleźli statek handlowy do Nowego Jorku, którego kapitan obiecał przewieźć samochód za darmo, a od pasażerów zażądał 80 dolarów. To były inne dolary niż teraz – za taką sumę w Polsce (równowartość ok. 700 zł) rodzina mogła dość dobrze przeżyć przez 3 miesiące.

Po 18 dniach podróży statek dotarł do portu w Nowym Jorku, był 10 sierpnia 1927 r. Pobyt na amerykańskiej ziemi zaczął się pechowo – według amerykańskich przepisów osoby przybywające do Ameryki były jeszcze w porcie szczegółowo badane, a chorych odsyłano do portu, z którego przybyli. Eugeniusz Smosarski jeszcze w Afryce nabawił się choroby oczu – jaglicy. Władze amerykańskie były nieubłagane i następnego dnia odesłano do z powrotem. Jerzy Jeliński pozostał sam, na szczęście mógł liczyć na pomoc polskiego konsulatu oraz amerykańskiej Polonii spragnionej kontaktu z rodakiem.

Druh Jeleński w uznaniu zasług został przyjęty do ekskluzywnego The Automobil Club of America. Pomysłem na zarobienie pieniędzy na dalszą podróż były spotkania i odczyty, na których Jeleński prezentował wspomnienia i zdjęcia z wyprawy.

22 października w Waszyngtonie Jeleński przyjęty został na audiencji w Białym Domu przez prezydenta Johna Calvina Coolidge’a. Była to krótka, kurtuazyjna wizyta, ale odnotowana w miejscowej prasie i potwierdzona wpisem i autografem prezydenta w kronice wyprawy, więc bardzo pomocna podczas starań o finansowe wsparcie ze strony Polonii.

Wyprawa automobilem dookoła świata – zmiana Forda T na Buicka

Wsparcie było tym bardziej potrzebne, że Ford T po trudach podróży w Afryce i transporcie do Ameryki na pokładzie statku był bardzo zniszczony, zardzewiały i po prostu rozpadał się. W Detroit Jeleński próbował rozmawiać o nowym aucie (Fordzie A) z Henrym Fordem juniorem, ale ten nie był skory do pomocy. Pozostawała więc… konkurencja, czyli General Motors. W Detroit diler marki Buick (z pochodzenia Polak) zaproponował sprzedaż luksusowego wówczas modelu Buick Master Six za połowę ceny, czyli ok. 1000 dolarów. Oferta była bardzo atrakcyjna, ale tysiąc dolarów było sumą dla Jeleńskiego wręcz abstrakcyjną. Szczęście jednak nie opuszczało polskiego podróżnika i już na początku listopada 1927 r. podróżował nowym samochodem. Auto z tyłu miało dwa maszty a na nich flagi polska i amerykańska. Z boku umieszczono napis: „Ekspedycja skauta polskiego naokoło świata” i w języku angielskim: „Around The World Tour Scout of Poland”. Była też reklama Mobiloil, nazwisko Jeleńskiego i polskie godło.

W Ameryce Jeliński spędził 10 miesięcy, odwiedził kilkadziesiąt miast – najwięcej na wschodnim wybrzeżu. W maju 1928 r. z Chicago przez St. Louis, Denver, Colorado Springs dotarł do Los Angeles, a potem do San Francisco.

Wyprawa automobilem dookoła świata – miesiąc w Japonii i... do domu

Kolejny etap wyprawy dookoła świata to Japonia – po drodze z San Francisco do Jokohamy statek „zahaczył” o hawaje i na dwa dni zacumował w porcie w Honolulu. Do Japonii dotarł 20 lipca 1928 roku.

Pobyt w Japonii trwał – w porównaniu np. wizytą w Ameryce – dość krótko, bo niecały miesiąc, od połowy lipca do połowy sierpnia 1928 r. O druhu Jelińskim pisały wielkie japońskie dzienniki, pojawiły się też plakaty z jego podobizną i samochodem – z dnia na dzień stał się osobą znaną i rozpoznawalną.

Japońska trasa wiodła z Jokohamy przez Tokio, potem objazd wokół góry Fudżi, do Osaki i Kobe. Stąd podróżnik wyruszył w drogę powrotną do Europy. Pierwotnie brał pod uwagę podróż przez Związek Radziecki, ale oznaczało to pokonanie 10 tysięcy kilometrów rosyjskich bezdroży. Podobną długość miała trasa przez Chiny, Birmę, Indie, Pakistan, Afganistan, Iran, Turcję i Bałkany. Obie były zbyt trudne i niebezpieczne. Ostatecznie Jeliński zdecydował się na podróż statkiem z portu w Kobe do Marsylii. Ta część podróży udokumentowana jest dość słabo, wiemy, że po drodze statek zawijał do Szanghaju, Hong Kongu, Singapuru, a 18 września dotarł do Port Saidu w Egipcie. Teraz pozostawał tylko mały „skok” przez Morze Śródziemne i lądowanie w Marsylii – przybył tu 26 września 1928 roku. Od początku wyprawy minęło 2 lata i 4 miesiące.

Wyprawa automobilem dookoła świata –pogawędka na ulicy z królem Belgów Albertem I

Pobyt we Francji trwał nieco ponad dwa tygodnie. Odbył w tym czasie uroczysty wjazd do Paryża w towarzystwie 30 samochodów francuskiego automobilklubu, przyjęty został przez prezydenta Francji, odwiedził Polonię w Lille, a 22 października 1928 r. dotarł do stolicy Belgii – Brukseli. W dzienniku wyprawy znalazły się opisy dwóch spotkań Jeleńskiego z królem Belgów Albertem I – pierwsze to oficjalne, a drugie... przypadkowe na ulicy. Podczas przejażdżki ulicami Brukseli naprzeciwko Buicka Jeleńskiego pojawił się królewski samochód Excelsior z Albertem I na pokładzie. Król kazał zatrzymać maszynę i wdał się z Jelińskim w pogawędkę o samochodach i wyprawie. Obu panów szybko otoczył tłum gapiów wiwatujących na część króla.

Z Brukseli przez Niemcy (Essen, Berlin) druh Jeleński dotarł do granicy polskiej, a potem przez Poznań i Łódź do Warszawy (4 listopada 1928 r.). W ten sposób spełniło się marzenie młodego harcerza – jako pierwszy Polak i pierwszy Europejczyk objechał samochodem świat.

Pod Warszawą na Jelińskiego czekała kawalkada 40 aut, które towarzyszyły mu podczas ostatnich kilometrów wyprawy i odprowadziły go aż pod siedzibę Automobilklubu Polski przy ulicy Jasnej. Auto zaparkowało w salonie samochodowym firmy Elibor przy sąsiedniej ulicy Mazowieckiej. W salonie oprócz auta zgromadzono liczne pamiątki z wyprawy, odbywały się tam także spotkania autorskie Jelińskiego z publicznością.

Wyprawa druha Jelińskiego ma też współczesne dopełnienie. Wnuk podróżnika Marek Szukalski znalazł i odrestaurował Buicka, takiego samego, jakim podróżował jego dziadek. Auto wygląda identycznie jak oryginał z 1928 roku, ma napisy i plakietki podarowane Jelińskiemu przez automobilkluby odwiedzanych krajów i miast. Wnuczek zgromadził też wiele pamiątek po dziadku.

(Wykorzystano opracowanie Doroty i Dariusza Grochalów „Ekspedycja pierwszego Polaka automobilem dookoła świata”)